• Wpisów:29
  • Średnio co: 54 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:28
  • Licznik odwiedzin:5 233 / 1626 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ostatni wpis dodałam sto dni temu. Zero powodów do dumy. Ten jest spowodowany Wigilią. Mam nadzieję, że Święta się udają
Pracuję nad imaginem, który poruszy pewien temat, który stał się moją codziennością, przez prawie pół roku. To będzie jak i wytłumaczenie mojej nieobecności jak i wejście w ten mroczny świat, w którym żyję i marnie próbuję się wydostać. Zdradzę, że będzie dotyczył Lou, który kończy dziś dwadzieścia dwa latka.
Pozdrawiam, Nika
 

 

Chwyciłem w dłoń kolejny liść tym razem o barwie złocistej i zacząłem rozładowywać na nim swoją frustrację. Moje palce rozrywały na strzępy, które opadały u czubków moich butów owoc, który zrodziła natura. Gdy moje dłonie pozostały znów puste, poczułem silną chęć wyładowania negatywnej energii. Fizycznie lub też słownie. Podniosłem się z ławki, wkładając ręce do kieszeni czarnego płaszcza. Szedłem przed siebie, uważnie stawiając pojedyncze kroki. Obserwowałem dosłownie wszystko, co mogło przykuć uwagę ludzkich oczu. Od zachowania nieznajomych mi osób w różnym wieku, zwierzęta beztrosko biegające za swoimi właścicielami czy też maszerujące w spokoju u ich boku oraz rzeczy nieuchwytne dla naszego spojrzenia. Starałem się choć przez chwile skupić na zjawiskach, które dla ludzi są niezauważalne. Szum wiatru, szelest liści, skrzypienie pobliskiej huśtawki. Jedyna co grało mi na nerwach w tym momencie to radość. Moje wargi zaciskały się, słysząc śmiech lub też widząc osoby, które najzwyczajniej na świecie są szczęśliwe. Wiecie dlaczego mnie to irytowało? Ponieważ ja nie mogłem być jedną z tych osób. Pewnie sobie myślicie „Przecież nazywasz się Harry Styles, masz wszystko czego tylko dusza może zapragnąć, jak to możliwe, że nie odczuwasz radości?”. Posiadam tłumy zagorzałych fanów, obserwuję mnie w tym momencie pewnie nie jeden reporter mimo mało charakterystycznego ubioru, nie brakuje mi pieniędzy na koncie, mam czwórkę wspaniałych przyjaciół, kochającą rodzinę, wspierającą mnie na każdym moim kroku. Mógłbym śmiało stwierdzić, że nie mogłem wymarzyć sobie lepszego życia. No właśnie, mógłbym, lecz nie potrafię. Właśnie teraz przeżywam jeden z tych momentów, w których chcę uciec na drugi koniec świata w miejsce, gdzie nikt nie będzie mnie znał. Gdzie będę zwyczajnym dziewiętnastolatkiem, traktowanym poważnie, a nie z taryfą ulgową ze względu na popularność. Właśnie w takich chwilach mam ochotę zakończyć karierę w boysbandzie One Direction. Jednak stan chwilowego rozbicia psychicznego mija i znów powracam do normalności, o ile tak można nazwać życie sławnej osoby. Kopnąłem leżący na chodniku kamień o barwie przypominającej cegły w londyńskich kamienicach. Wyróżniał się swoim kształtem jak i strukturą. W niektórych miejscach jednolity kolor przecinały białe linie zwrócone w różnych kierunkach. Kamyk zaczął toczyć się po betonowym bruku po jedynie sobie znanej trasie, od czasu do czasu podskakując, gdy napotykał na nierówności. Moja uwaga została całkowicie przez niego pochłonięta. Przyglądałem się jak jego szlak zaczyna zbaczać w kierunku gęstych źdźbeł trawy, jednak w ostatnim momencie odbił się w taki sposób, że znów pojawił się na mojej drodze. Przystanąłem, wykonując kolejny zamach nogą i czubkiem skórzanego buta ponownie wprawiłem go w ruch. Tak proste zjawisko może tak bardzo odciągnąć myśli człowieka od otaczającej go rzeczywistości. Kamień toczył się po bruku póki nie napotkał przeszkody jaką były damskie buty. Nim zdążyłem podnieść wzroku na twarz nieznajomej mi osoby, poczułem, że moja równowaga zostaje zachwiana. Pod wpływem napływającego zagrożenia w rozpaczliwy sposób starałem się utrzymać na równych nogach, co na szczęście mi się udało. Niestety czy też stety kobieta, która stanęła na mojej drodze właśnie podnosiła się z bijącego chłodem chodnika. Gniew, który we mnie wzbierał się od rana, musiał dać w tym momencie swój upust. Wiedziałem, że nie jest to najlepszy pomysł, lecz w tym momencie nie potrafiłem tak po prostu puścić tego płazem.
- Patrz, jak chodzisz! Czyżbyś nie zauważyła, że ktoś przed tobą idzie?! Po to mamy wzrok! - Gdy kobieta, a raczej dziewczyna stanęła przede mną, dostrzegłem przysłaniające jej oczy okulary słoneczne. Nie rozumiałam dlaczego je nosiła, gdyż w Londynie mieliśmy teraz mroźną jesień, zaś słońce o tej porze roku było zjawiskiem niebywałym.
- Przepraszam, lecz chciałbym cię upomnieć, że nie każdy człowiek na tej planecie został obdarzony takim darem jak wzrok.
Nie mogłem wydusić z siebie ani jednego słowa. Gniew ustąpił, dając miejsce zażenowaniu i wstydowi.
- Czy ty... - Nie mogłem dokończyć, gdyż w słowo weszła mi nieznajoma.
- Tak, jestem niewidoma.
- Przepraszam, ja naprawdę nie wiedziałem.
Przeczesałem dłonią nerwowo włosy, nie wiedząc jak się zachować. Zresztą dziewczyna i tak nie dostrzegłaby teraz moich drżących dłoni ani szkarłatnych rumieńców.
- Gdybyś wiedział czy to by zmieniło twoje zachowanie? - Milczałem, gdyż dziewczyna miała rację. - Tak myślałam. Powinnam już pójść i tak pewnie jesteś zirytowany tym, że twój czas zawróciła osoba niewidoma. Przecież naokoło jest o wiele więcej atrakcyjnych dziewczyn, które są normalne.
Brunetka o dziwo minęła mnie bez trudu, wodząc przed sobą kijkiem nie dużej długości. Jej słowa były przepełnione bólem. Ona uważała, że nie jest normalną osobą, co sprawiło, że poczułem chęć spędzenia z nią chociaż odrobiny czasu i poznania jej myśli. Mimo odmienności ona też nie mogła się odnaleźć w tym świecie. Wpatrywałem się intensywnie w oddalającą się sylwetkę, by w końcu zacząć szybko zmierzać w jej kierunku.
- Zaczekaj! - Dziewczyna zatrzymała się, najwidoczniej rozpoznając mój głos. Odwróciła się w moim kierunku, co wywołało u mnie podziw. Ich zmysły są tak wyczulone, co nigdy nie mogło dotrzeć do mojej świadomości. - Nasza znajomość nie zaczęła się najlepiej, lecz pomyślałem, że może poświęciłabyś mi trochę swojego czasu?
- Dlaczego to robisz? Z litości?
- Nie, ja naprawdę chciałbym ci zrekompensować te nieprzyjemne słowa i niefortunny upadek.
Wahała się. Tylko tyle mogłem wywnioskować z jej wyrazu twarzy. Jej wargi jakby walczyły, by powiedzieć „dobrze” lub po prostu „nie”.
- Więc gdzie masz zamiar mnie zabrać? - Uśmiechnąłem się, czując ulgę.
- Co powiesz na to byśmy najzwyczajniej na świecie szli przed siebie?
- Zaufam ci i mam nadzieję, że nie pożałuję swojej decyzji.
- Postaram się nie zawieść.
Tak jak wspomniałem wcześniej, zaczęliśmy stawiać kroki przed siebie po betonowym bruku. Moje dłonie ponownie spoczęły w kieszeniach płaszcza, zaś język związał się w supeł. Żadna myśl nie przychodziła mi do głowy. Wiem, że jest normalna osobą nie obdarzoną jedynie wzrokiem. Jednak czułem blokadę, gdyż bałem się, że mogłem powiedzieć o jedno słowo za dużo, które mogłoby zaprzepaścić naszą znajomość. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie znam jej imienia i odwrotnie.
- Zgodziłaś się ze mną czas, lecz nie znasz mojego imienia.
- Wiem kim jesteś, Harry. - Moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości. Jak to możliwe, że mnie poznała? Przecież to wydaje się być akurat w tym przypadku niezwykłe, prawda?
- Znasz moje imię?
- A kto nie zna sławnego i uwielbianego przez miliony nastolatek Harry'ego Styles'a z boysbandu One Direction? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie, a kąciki moich ust uniosły się ku górze.
- To niesamowite.
- Co jest w tym niesamowitego?
Zmarszczyłem brwi, szukając odpowiednich słów do wybrnięcia z tej sytuacji.
- Nie mam pojęcia. - Rzekłem zgodnie z prawdą, drapiąc się po głowie.
- To, że jestem niewidoma nie oznacza, że nie jestem zwykłą nastolatką. Może tego nie widać, lecz jestem strasznie szczęśliwa, że cię poznałam, choć nie przewidziałam tego, że potraktujesz mnie w taki sposób.
- Naprawdę cię przepraszam, po prostu nawet gwiazdom zdarzają się gorsze dni. - Westchnąłem ciężko, spuszczając wzrok, który do tej pory spoczywał na profilu jej twarzy. Pragnąłem zmienić temat i zdałem sobie sprawę z kolejnej istotnej sprawy. - Ty znasz moje imię, lecz ja nie znam twojego.
- No tak, zupełnie wypadło mi to z głowy. Więc nazywam się [T.I].
- Bardzo ładne imię. - Przyznałem zgodnie z prawdą, po czym dostrzegłem jak kąciki jej ust unoszą się ku górze, ukazując drobne zagłębienia w policzkach. Chwilę później również mogłem spostrzec ukazujące się szkarłatne rumieńce.
- Przestań, bo się zarumienię.
- Za późno.
Automatycznie rumieńce na jej policzkach przybrały większe rozmiary, lecz brunetka ukryła je pod kasztanowymi włosami, które opadły na jej twarz, gdy jej wzrok powędrował na chodnik, którym w tym momencie podążaliśmy. Zaśmiałem się, zaś dziewczyna dała mi kuksańca w bok.
- To wcale nie jest śmieszne. - Rzekła z udawanym oburzeniem, zaś ja starałem się stłumić chichot.
- Racja, to nie jest śmieszne, lecz urocze.
Nie udało mi się powstrzymać śmiechu, gdy je policzki już po chwili ponownie wyglądały jak dwie dojrzałe wiśnie.
Atmosfera, która panowała między nami od początku naszego spotkania jakby zniknęła za machnięciem magicznej różdżki. Bez skrępowania rozwijaliśmy nowe tematy, które nasunęły nam się na myśl. [T.I] okazała się być nastolatką, lecz nie podobną do pozostałych. W tym momencie nie chodziło mi o wzrok, w żądnym wypadku. Imponowała mi na każdym kroku. Cieszyła się z życia i czerpała z niego jak najwięcej korzyści mimo swojej wady. Dzięki niej mój pogląd na dotychczasowe życie diametralnie się zmienił. Wszystko co mnie otaczało zaczęło nabierać kolorów, zaś ja zacząłem doceniać to co posiadam. Gdy szliśmy przed siebie nie kontrolując naszego śmiechu wywołanego śmieszną sytuacją z życia zespołu, ujrzałem nadjeżdżającego z dosyć szybką prędkością. Wydawało się, że wszystko trzyma się w granicach normy, prócz tego, że mężczyzna jechał wprost na niczego nieświadomą brunetkę. Pewnie pomyślicie, że nieznajomy mógłby ją minąć, lecz w tym momencie obrócił głowę, by spojrzeć za siebie. Nie wiedział, że może spowodować wypadek. Zatrzymałem się i chwyciłem [T.I] w pasie przenosząc wręcz niesłychanie szybko przed siebie. Nadal ją trzymając odsunąłem dziewczynę na bezpieczną odległość od nieostrożnego kierowcy.
- Patrz jak jeździsz! - Krzyknąłem za mężczyzną, który odwrócił się, posyłając mi zdezorientowane spojrzenie. Odwróciłem się w kierunku brunetki, która była całkowicie zbita z tropu wywołaną przed chwilą sytuacją.
- Harry, co się stało? Dlaczego to zrobiłeś?
- Spokojnie, po prostu na świecie jest coraz więcej takich imbecyli jak jeden z tych, z którym mieliśmy do czynienia. - [T.I] zmarszczyła swoje brwi, więc nie owijając w bawełnę postanowiłem wytłumaczyć jej nagłą zmianę położenia. - Zobaczyłem, że mężczyzna na rowerze zmierza wprost w twoim kierunku i nie wyglądało na to, by miał zamiar zmienić kierunek swojej jazdy.
- Nie wiem jak ci dziękować, Harry. Uchroniłeś mnie od wypadku.
- Nie pozwoliłbym by komukolwiek stała się krzywda na moich oczach, a w szczególności tobie. - Spuściłaś głowę, bym nie mógł dojrzeć jak twoja skóra na policzkach przybiera barwę szkarłatną. - Wspominałem już, że uwielbiam jak się rumienisz?
Jej dłoń przyjacielsko uderzyła moje ramię. Jednak po chwili zapadła między nami cisza, a na naszych twarzach widniała powaga. Brunetka chrząknęła, zaś jej dłonie powędrowały na moje, które nadal spoczywały na jej drobnej talii pokrytej kremowym płaszczem. Zaczęła je zsuwać, póki bezwładnie nie opadły wzdłuż mojego ciała. Osiemnastolatka zrobiła krok w tył, zwiększając dzielącą nas odległość. Potarłem swoją brodę, nie odzywając się ani jednym słowem, gdyż nie potrafiłem rozluźnić tej sytuacji.
- Jest tu w pobliżu wolna ławka? Chciałabym trochę odetchnąć. - Skinąłem głową, lecz zdałem sobie sprawę, że nie ujrzy tego gestu, więc chrząknąłem, doprowadzając swój głos do stanu używalności. Omiotłem wzrokiem okolicę, dostrzegając parę metrów dalej ławkę, z której właśnie podnosił się mężczyzna w młodym wieku.
- Jasne, chodźmy.
Ruszyłem przed siebie, lecz gdy zorientowałem się, że przy moim boku nie ma [T.I], przystanąłem. Dziewczyna nie drgnęła z miejsca, w którym stała do tej pory.
- Chyba o kimś zapomniałeś. - Upomniała mnie brunetka z lekkim uśmiechem. Podszedłem do niej, po czym niepewnie po dłuższej chwili namysłu chwyciłem jej drobną dłoń, splatając razem nasz palce. Nie usłyszałem słów protestu, więc zacząłem podążać w kierunku ławki.
Nie wiem co w tej chwili czuła [T.I], lecz moje serce wybijało mi niesłychanie szybki rytm. Moje ciało oblewał zimny pot, ponieważ bałem się, że osiemnastolatka wyrwie dłoń z mojego uścisku. Gdy tylko odważyłem się na ten gest, stado mrówek przebiegło wzdłuż mojego kręgosłupa. Gdy znaleźliśmy się przy naszym celu puściłem jej dłoń, zaś [T.I] zajęła miejsce na ławce, opierając się wygodnie plecami o jej oparcie. Zająłem miejsce tuż obok niej, przyglądając się jej profilowi twarzy. Była naprawdę piękną dziewczyną. Długie kasztanowe włosy powiewały na wietrze, policzki nie były tak szkarłatne jak podczas prawienia komplementów, lecz wyróżniały się na tle jej bladej skóry, drobne usta wyrażały blady uśmiech jakby [T.I] właśnie w tej chwili rozmyślała nad miłym wspomnieniem, nie mogłem jedynie dojrzeć jej koloru oczu, gdyż przysłaniały go okulary przeciwsłoneczne. Nigdy nie widziałem oczu niewidomego, więc od środka zżerała mnie ciekawość. Nie myślałem nad konsekwencjami moich słów, gdyż zacząłem je wypowiadać nim zdążyłem je przemyśleć.
- Dlaczego nosisz okulary przeciwsłoneczne?
- Nie wiem, to chyba przyzwyczajenie. Pewnie jesteś ciekawy jak wyglądają moje oczy, mam rację?
Spuściłem głowę, chcąc ukryć zmieszanie. Czy jestem aż tak przewidywalny?
- Wiesz, właściwie to tak.
Jej dłonie powędrowały do przedmiotu zakrywającego jej oczy. Chwyciła oprawki, po czym delikatnie je ściągnęła. Z zapartym tchem wyczekiwałem momentu jak ujrzę jej tęczówki. Nie wiedziałem czego się mogę spodziewać. Brunetka obróciła głowę w moją stronę. Jak oczarowany wpatrywałem się w jej tęczówki, które mieniły się idealnie dobranymi odcieniami bieli i błękitu. Przypominały dwa iskrzące się w słońcu diamenty. Niczym nie różniły się od osób, które posiadały również podobnego koloru, lecz wyjątkowe było to, że należały do niej. Po za tym spostrzegłem, że nie są skupione ani na mnie, ani na innej rzeczy w okolicy. Są jakby wpatrzone w punkt, którego człowiek nie może dostrzec.
- Masz piękne oczy. - Wykrztusiłem, od razu dostrzegając dwie szkarłatne plamy pokrywające jej policzki.
- Możesz mi powiedzieć jaka mają barwę? Zapomniałam już jak wyglądają.
Nie wiedziałem jak mogłem jej to opisać, gdyż dziewczyna mogła nie wiedzieć jak wygląda kolor, który w tym momencie miałem na myśli.
- Jesteś niewidoma od urodzenia?
- Nie, straciłam wzrok w wypadku samochodowym, gdy miałam sześć lat.
- Przykro mi. - Zapadła między nami cisza, lecz przypomniałem sobie o jej wcześniejszym pytaniu. - Jeśli jeszcze pamiętasz niebieską barwę, to jestem w stanie opisać twoje oczy.
- Pamiętam, możesz kontynuować.
Zwróciła ku mnie swoje spojrzenie, mimo że wyglądała jakby wpatrywała się w punkt znajdujący za mną. Nigdy nie doświadczyłem takiego uczucia.
- Twoje tęczówki nie są koloru typowo niebieskiego, czy też błękitnego. Mają niespotykany odcień, jakby mieniącego się diamentu. Można dostrzec w nich przebłyski bieli. Nigdy jeszcze takich nie widziałem, są niesamowite.
Wtedy po jej policzku spłynęła słona łza. Otarła ją szybko, blado się uśmiechając.
- Myliłam się co do ciebie, Harry. Myślałam, że tobie również nadmiar pieniędzy uderzył do głowy, lecz okazałeś się być wspaniałym kompanem do rozmowy. Dla ciebie ten gest może być nic nie znaczący, lecz dla osoby, która jest odpychana przez społeczeństwo znaczy naprawdę wiele. Nie wiem jak mogę ci wyrazić swoją wdzięczność.
- Po prostu się uśmiechnij. - Po moich słowach dostrzegłem ukazujące się dwa rzędy śnieżnobiałych zębów. - To mi w zupełności wystarczy.
- Harry? - Spytała nieśmiało, ponownie zakładając na nos okulary przeciwsłoneczne.
- Tak?
- Wiele osób opisywało mi twój wygląd, lecz nie byłam w stanie go sobie wyobrazić. To trochę krępujące, lecz czy mogłabym...
- Sprawdzić jak wyglądam własnymi dłońmi? - Brunetka skinęła głową, zaś jej policzki oblał jak zwykle dodający jej uroku rumieniec. - Śmiało, nie mam nic przeciwko.
Usadowiłem się wygodnie, starając się unormować oddech. [T.I] obróciła się ku mnie, a jej dłonie wędrowały w kierunku mojej twarzy. Były coraz bliżej, zaś moje serce nie chciało zwolnić. W końcu opuszki jej palców zetknęły się z moją skórą, wywołując przyjemne dreszcze i gęsią skórkę. Badała strukturę mojej twarzy w ciszy. Delikatnymi ruchami z czoła przeszła na moje policzki, które zapewne były pokryte rumieńcem. Jej kciuk delikatnie go potarł, powodując chwilowy brak oddechu. Wodziła swoim palcem wskazującym wzdłuż mojego nosa, po czym zatrzymała się przy ustach. Gdy delikatnie je potarła, badając ich strukturę, uśmiechnąłem się delikatnie, co osiemnastolatka musiała wyczuć, gdyż kosmyk włosów, który odgarnęła za ucho, strąciła tak, że przysłaniał jej czerwieniące się z sekundy na sekundę policzki. Następnie jej dłonie oderwały się od twarzy, dając uczucie ulgi, lecz również rozczarowania. Mimo skrępowania pod jej dotykiem, to uczucie było nie do opisania. Jednak już po chwili jej szczupłe palce zatopiły się w moich kasztanowych lokach. Owinęła sobie jednego z nich wokół palca i wypuściła. Poczochrała je z uśmiechem, by następnie położyć swoje dłonie na kolanach.
- Wnioskuję, że jesteś przystojnym chłopakiem. Żałuję, że nie mogę cię ujrzeć.
Wpatrywała się w swoje palce, które jeszcze po chwili znajdowały się w moich włosach. Delikatnie chwyciłem jej dłoń, zaś dziewczyna zareagowała tak jak się w pewnym stopniu spodziewałem. Znów ujrzałem ten piękne rumieńce, bez których sobie teraz nie wyobrażam życia.
- Posłuchaj mnie, dobrze? To co się zdarzyło, gdy miałaś sześć lat sprawiło, że stałaś się wyjątkowa. Jedyna w swoim rodzaju. Masz tak wiele zalet, że mógłbym je wymieniać do jutra, a to, że stało się tak czy inaczej wcale cię nie czyni gorszą. Wręcz przeciwnie. Gdyby nie to, nie poznałbym cię i nie spędzał teraz z tobą czasu, gdyż pewnie byś mnie zauważyła. Mój dzień byłby szary i pełen pesymizmu, lecz ty wniosłaś do niego radość. Zadziwiasz mnie tym, że mimo swojej wyjątkowej odmienności potrafisz czerpać z każdej sekundy jak najwięcej. Wiele osób powinno brać z ciebie przykład, w tym ja. Nie myśl, że to, że nie posiadasz wzroku czyni cię mniej atrakcyjną. Twoja uroda bije na nogi większość dziewczyn, sławnych osób nawet modelki. Tak jak twój charakter. Nie zapominaj o tych słowach. Niech będą dla ciebie pewnego rodzaju wsparciem w trudnych momentach życia. Dziś tym wsparciem byłaś dla mnie ty, za ci dziękuję. Ale proszę cię o jedno. Nie płacz, bo nienawidzę patrzeć na takie osoby, gdyż sam mam ochotę w takim momencie uronić łzy.
Mimo to [T.I] pociągnęła nosem, po czym na jej policzkach pojawiły się świeże smugi po słonych kroplach bezbarwnej cieczy. Ścisnąłem mocniej jej dłoń, chcąc dodać otuchy.
- Nie ma potrzeby byś płakał, gdyż moje łzy są łzami szczęścia. Nie zasłużyłam na to, by los postawił na mojej drodze taką osobę jak ty, Harry.
- Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo.
Gdy udało ci się powstrzymać nadal cisnące się do oczu łzy, ja przypatrywałem się twojej osobie. Zastanawiało mnie jak to jest możliwe, byś wpływała na mnie w taki sposób. Każdy dotyk, uśmiech, rumieniec czy podobny gest wywoływał w moim podbrzuszu ucisk. Kiedyś obiły mi się o uszy słowa „Miłość od pierwszego wejrzenia”, lecz do tej pory uważam je za kłamstwo. Choć widząc [T.I] przy swoim boku zaczynam rozważać czy to nie jest prawda. Brunetka poprawiała swój płaszcz, który i tak na jej szczupłej figurze wyglądał nienagannie. Gdy oderwałem od niej swoje tęczówki, spoczęły one na zachodzącej kuli słońca, która powoli chowała się za horyzontem, dając miejsce swojemu bratu księżycowi. Spędziłem z nią tyle czasu, mimo tego, że wydawało by się, że była to zaledwie godzina. Wiedziałem, że nasze spotkanie dobiegnie końca za niedługo, lecz nie mogłem się pogodzić z myślą, że choć przez chwilę jej przy mnie zabraknie. Tak bardzo pragnąłem być jen aniołem stróżem. Strzec jej przez niebezpieczeństwami, znajdować się przy niej, nim zdąży do końca wypowiedzieć moje imię, lecz również budzić się przy jej drobnej sylwetce każdego dnia i składać na pełnych malinowych ustach czułe pocałunki. O czym ja myślę? Czyli jednak teza, mówiąca o miłości od pierwszego wejrzenia jest prawdą. Wpadłem po uszy, tym bardziej, że [T.I] pewnie uzna mnie za osobę niezrównoważoną emocjonalnie jak wyznam jej prawdę.
- Harry? - Odpowiedziałem cichym „Tak?” spoglądając w jej stronę. Obróciła się w moim kierunku, zaś oczy ukryte za okularami przeciwsłonecznymi były pełne nadziei. - Myślisz, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi? Nigdy nie posiadałam takiej osoby, lecz przy tobie czuję jakby tak właśnie było.
- Przykro mi, lecz to niemożliwe.
Jej wyraz twarzy automatycznie się zmienił. Podbródek zaczął drgać, zaś [T.I] zaciskała z całej siły wargi, by tylko nie okazać swojej słabości.
- No tak, przepraszam. Zapomniałam, że gwiazdy takiego formatu jak ty, nie chcą poświęcać czasu marginesom społeczeństwa. Jestem taka głupia, myślałam, że choć część słów z twoich ust była prawdą, zaś pewnie ty mówiłeś to z czystej litości, prawda? Naiwna, głupia i ślepa [T.I] dała się omamić kolejnej z pozoru wspaniałej osobie.
Brunetka podniosła się z ławki, zaś jej serca wywołały silny ból w okolicach serca. Czułem jak te zdania zadawały coraz to nowe blizny, wyryją się w mojej pamięci.
- Nie dałaś mi dokończyć. - Rzuciłem, gdy brunetka miała zamiar odejść. Nie odwróciła się w moim kierunku, lecz przystanęła. Wykorzystałem tą okazję i stanąłem twarzą w twarz z jej przepełnionym bólu wyrazem twarzy. Parę słów wystarczy, by czyjeś kruche serce rozsypało się w drobny mak. - To niemożliwe, by łączyła nas tylko przyjaźń, gdyż ja się w tobie zakochałem.
Uchyliła usta ze zdziwienia, nie mogąc wykrztusić ani jednego słowa. Uśmiechnąłem się lekko, po czy splotłem nasze dłonie razem. Jej policzki przybierały coraz bardziej rumiany odcień, czego nie była chyba w tym momencie świadoma.
- Ty nie możesz mnie kochać. Taka osoba jak ty, nie może odwzajemnić mojego uczucia.
- Mylisz się, może i tak właśnie jest.
Spuściła głowę, chcąc ukryć uśmiech, który dla mnie był niezwykły. Uniosłem palcem jej podbródek, chcąc go ujrzeć. [T.I] wydawała się być zmieszana z tą sytuacją.
- Czy mógłbym dostąpić tego zaszczytu i złożyć na twoich ustach pocałunek, który byłby dowodem mojej miłości? - Spytałem jak najbardziej poważnie, lecz osiemnastolatka uśmiechnęła się szerzej, jeszcze bardziej się krępując. Spoważniała, ukazując na swoich policzkach rumieńce, które na moment, dosłownie parę sekund znikły, lecz jej bladą skórę ponownie pokrył odcień różu.
- Ja nigdy się nie całowałam. - Widać, że wstydziła się swoich słów, co dodało jej jedynie uroku.
- Więc czy mogę dostąpić tego zaszczytu i być pierwszą osobą, która to zrobi?
Skinęła głową, dając mi pełne pozwolenie. Chwyciłem jej drobną twarz w obie dłonie, czując jej oddech na swojej twarzy. Delikatnym ruchem opuszka mojego palca przejechałem po jej szkarłatnym policzku, po czym zacząłem zmniejszać dzielącą nas odległość. Nasze ciała zetknęły się ze sobą, lecz usta dzieliły minimetry. Sprawnie uniknąłem spotkania z jej zgrabnym nosem, jeszcze bardziej kolidując ostatki wolnej przestrzeni. Mimo to zatrzymałem się i ściągnąłem z jej oczu okulary. Nie protestowała, tylko trwała ciągłym bezruchu. Odrzuciłem je na bok, spotykając się z jej delikatnym uśmiechem, gdy zorientowała się, że już więcej nie zakryją tych nieziemskich tęczówek. Widząc te piękne oczy, przystąpiłem do dalszego działania i w końcu złączyłem nasze usta w jedność w subtelnym pocałunku. Brunetka swoje dłonie sprawnie oplotła na moim karku, powodując ogarniającą mnie falę ciepła, wywołaną jej dotykiem. Pogłębiłem pocałunek, jednocześnie swoje dłonie kierując na jej wąską talię. Gdy poczułem, że potrzebuję zaczerpnąć oddech odsunąłem się zaledwie na niewielką odległość od jej ust.
- Mam nadzieję, że nie rozczarowałem cię pierwszym pocałunkiem. - Szepnąłem w jej usta, które niemiłosiernie kusiły o składanie na nich niezliczonej ilości subtelnych pocałunków.
- Rozczarowałeś mnie, Harry. Myślałam, że jesteś lepszy w te klocki.
Brunetka zaczęła się ze mną drażnić, wywołując na mojej twarzy uśmiech.
- Może to cię przekona.
Ponownie złączyłem nasze usta w jedność, jednak pocałunkiem pełnym namiętności. Nie pogłębiłem pocałunku, pozostawiając [T.I] niedosyt.
- O niebo lepiej. - Odpowiedziała swoim kojącym głosem, przepełnionym w tym momencie uczuciem. - Gdzie są moje okulary?
- Nie są ci już potrzebna.
- Dlaczego? - Spytała ciekawa mojej odpowiedzi. Objąłem ją w pasie, po czym ruszyliśmy przed siebie, widząc, że dziewczyna ma w dłoni kij, który jak do tej pory służył jej jako podpora w chodzenia również sprawnie go od niej odebrałem.
- Nie lubię, gdy ukrywasz swoje piękne oczy.
- A dlaczego przed chwilą odebrałeś mi kolejną moją własność? - Odrzuciłem trzymany jak dotychczas w dłoni przedmiot i bez zastanowienia odpowiedziałem.
- Nie potrzebujesz go, teraz możesz liczyć na mnie.
Na jej policzkach po raz enty dzisiaj zagościły rumieńce. Szliśmy przed siebie, zaś Londyn zaczął spowijać się mrokiem.
- Odprowadzisz mnie do domu? - Spytała brunetka, lecz ja pokręciłem głową, jednak zdałem sobie sprawę, że osiemnastolatka tego nie dostrzega.
- Nie ma takiej opcji, zabieram cię do siebie. Muszę przedstawić moim przyjaciołom moją dziewczynę.
[T.I] na początku była zdziwiona, lecz uśmiechnęła się szeroko. Ucałowałem ją w czubek jej głowy, nie mogąc uwierzyć, że idzie przy mnie anioł we własnej osobie. Dziękowałem losowi, że pozwala mi trzymać teraz w objęciach cały mój świat.
Hej wszystkim! Dawno mnie tu nie było, ale każdy zna powód, jeśli nie to napiszę - rok szkolny. Mi mija tak jak zawsze, czyli okropnie. Dwie kartkówki, test sprawdzający wiedzę z poprzednich lat. Jedynym pocieszeniem są dwie piątki, lecz nie z istotnych przedmiotów. Mam nadzieję, że się trzymacie i idzie wam lepiej ode mnie. Jak widzicie udało mi się napisać imagin. Szczerze podoba mi się. Zaczęłam go pisać na religii, a reszta została przelana na klawiaturze mojego komputera. Czekam na wasze szczerze opinie! Chciałabym również podziękować za komentarze. Pozotywnie mnie nakręciły do pracy jak zawsze. Jesteście najlepsi ludziska! Doibra, nie przynudzam, bo jedna osoba bardzo się teraz niecierpliwi i i tak musiałam pisać tego imagina w trybie hard. Więc życzę powodzenia w roku szkolnym, miłego dnia i czytania! A gdy ktoś chce znać konkretny powód tego, że tak rzadko dodaję to zapraszam na bloga z opowiadaniem, tam jest wytłumaczenie. Kocham was! I hope you like it, enjoy! x
Myszka Nika. x
  • awatar rozczarowanie.: Jezu.. Tak się w to wczytałam , że nawet nie zauważyłam że to już koniec. Dziękuje . Masz świetny blog. Będę wpadać jak najczęściej . ;*
  • awatar black.ivy❤: Bardzo przyjemnie mi się to czytało. Dialogi, słowa, zachowania..wszystko jest perfekcyjne. Mi też rok szkolny mija okropnie, ale nie potrafię tego zmienić, no trudno. Jakoś to wszystko muszę przeboleć. Pamiętaj, że ja w Ciebie wierzę i to się nigdy nie zmieni. Wierzę, że Ci się uda i spełnisz swoje marzenia i Ty też musisz w to uwierzyć. A teraz kończę swoje wykłady. Przepraszam, że komentarz jest taki krótki, ale czuję się paskudnie. Marzę o zimnym prysznicu, który przywoła mnie do życia i ciepłej herbacie. Jeszcze raz...imagin jest wspniały. Czekam oczywiście na więcej! Życzę weny i ciepło pozdrawiam ! x
  • awatar black.ivy❤: Ostatnio w ogóle nie mam czasu, ochoty, ani siły by wchodzić na pingera. Szkoła wysysa ze mnie resztki energii naładowanej przez weekend, chociaż ten weekend muszę zaliczyć do najgorszych dni w całym moim życiu. Może Bóg stara się mnie za coś skarać? Nie wiem, ale nie to jest teraz ważne. Nie mam słów, aby opisać ten imagin. Po prostu nie spodziewałam się, że opiszesz tak piękną i wzruszającą historie. Kiedy przeczytałam, że bohaterka jest niewidoma, moje usta otworzyły się ze zdziwienia podobnie jak w momencie zachowania Harry'ego. Wszyscy mamy złe dni, ale to nie daje nam prawa źle kogoś traktować. Ale nie oceniam. Musiał się wyładować na biednej dziewczynie, rozumiem. Co ja jeszcze mogę dodać? Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. To na pewno. I nawet Twój imagin nie zmienił mojego podejścia, ale wszystko jest piękne. Zakochany Hazza to szczęśliwy Hazza i to mnie cieszy. Imagin fajnie zakończony, niebanalny i to jest w tym wszystkim najlepsze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Zapukałem do drzwi czekając na oschłe „Proszę” ze strony naszej pani manager. Uśmiechnąłem się blado, słysząc właśnie owe słowo. Gdy stanąłem w progu gabinetu urządzonego w dość ponury sposób od razu cień uśmiechu zanikł. Dwudziestolatka siedziałam w obitym skórą fotelu i nawet nie uniosła na mnie wzroku. Jednak po zamknięciu drzwi jej piwne tęczówki spoczęły na mojej twarzy. Tak jak zawsze czekała aż zajmę miejscu na krześle naprzeciwko. Wykonałem tą czynność nim jej humor ze złego zmienił się w podły. Wziąłem głęboki wdech, szykując się na reprymendę ze strony [T.I]. Ona kazała mówić do siebie „pani manager”, lecz by zrobić jej na złość każdy z nas nazywa ją po imieniu. Nie wiedziałem czemu akurat ja miałem informować ją o kolejnej szkodzie, skoro wyrządził ją Harry. Jednak wiedzieli, że od dawna staram się o jej względy. Niestety daremnie. Mimo swojej surowości nie raz na jej twarz wtargnął szkarłatny rumieniec czy szczery uśmiech. Jednak najtrudniej jest zrozumieć dlaczego skrywa się pod tą maską. Maską obojętności i oschłości. Wodziłem wzrokiem po jej twarzy. Oliwkowa cera idealnie współgrała z piwnymi oczami, które okalały ciemne rzęsy. Zgrabny nosek dodawał jej uroku, a pełne malinowe usta wyglądały doprawdy kusząco. Gdy odgarnęła z twarzy kosmyk kasztanowych włosów ujrzałem wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Kobieta ideał. No prawie, lecz te drobne wady możemy pominąć. Do rzeczywistości sprowadziło mnie znaczące chrząknięcie z jej strony.
- O co chodzi, bo chyba nie przyszedłeś mi zawracać głowy bez powodu? - Jej głos mimo wyczuwanej w nim oschłości był miękki i aksamitny.
- Nie, oczywiście, że nie. - Zająknąłem się lekko, czując się skrępowany w jej obecności. Tak, ja Liam Payne czuję się nieswojo w obecności kobiety. Ona jest jedyną i taka osobą w moim życiu. - Strasznie przepraszam za to co się stało...
- Znowu coś zepsuliście?
W odpowiedzi skinąłem głową, po czym spuściłem głowę, zamykając w tej samej chwili oczy. W pomieszczeniu trwała cisza. Podniosłem zdziwiony wzrok i ujrzałem, że ukryła twarz w dłoniach. Może tym razem nam odpuści?
- Niech ja tylko dopadnę tego idiotę, który to zrobił! Który z was?! - Podniosła się gwałtownie miażdżąc mnie wrogim spojrzeniem.
Nie potrafiłem wskazać, który z naszej piątki to zrobił, lecz miałem pewność, że nie ja. Siedziałem sobie wtedy spokojnie na sofie przeglądając wiadomości, gdy nagle rozległ się huk. Ujrzałem gitarę, która nie nadawała się już do używania. Patrzyli po sobie z zakłopotaniem, aż w końcu przenieśli błagalny wzrok na mnie. I właśnie w ten oto sposób jestem w tej, a nie innej sytuacji.
- Ja to robiłem. Nie wiem jak to się stało. Wygłupiałem się i nagle gitara wypadła mi z rąk, przepraszam. - Tak wiem, wziąłem odpowiedzialność na siebie. Czekałem na wyrok.
- Liam, obydwoje dobrze wiemy, że to nie twoja wina, tylko jednego z tych idiotów.
Kompletnie zbiła mnie z tropu jej reakcja. Czułem jak moje usta lekko się rozchyliły. Minęła biurko, stukając wysokimi obcasami o panele. Stanęła w drzwiach, a ja nadal wpatrywałem się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się [T.I].
- Zamknij tą buzię, bo zaraz ci mucha wleci i rusz swoje szanowne cztery litery. - Natychmiast znalazłem się przy dwudziestolatce i byłem niemal pewny, że nim się obróciła dostrzegłem na jej twarzy uśmiech. Już mnie chyba nic nie zdziwi. - Zastanawiam się dlaczego ja dla was pracuję?
- Wiesz, jesteśmy przystojni, utalentowani...
- Albo po prostu za dużo osób chroni wasze tyłki. - Skwitowała wywołując na mojej twarzy uśmiech. W końcu dotarliśmy do pokoju, w którym przebywała reszta zespołu. Na środku pomieszczeniu gdzie przed wyjściem leżała w kawałkach gitara, teraz nie było po niej śladu. Rozglądałem się, lecz nigdzie nie mogłem dostrzec przedmiotu.
- My naprawdę przepraszamy... - Zaczął Harry, lecz palec, który uniosła w górę oznaczał jedno – zamilcz.
- Liam jako jedyny okazał się mężczyzną i wziął winę na siebie, choć dobrze wiemy, że tak nie jest, prawda? - Rozejrzała się po ich sylwetkach, na co wykonali znaczne skinięcie głową. - Więc który z was to zrobił?
Zapadła cisza przerywana jedynie niespokojnymi oddechami naszej szóstki. W końcu ujrzałem wyciągniętą w górę rękę Louisa.
- Ja to zrobiłem i chcę podjąć pełna odpowiedzialność za swój czyn.
- Poniesiesz, o to się nie musisz martwić. - Rzuciła z ironią, po czym wzięła głęboki wdech. Trzy, dwa, jeden. - Czy wy do reszty postradaliście zmysły?! Myślicie, że możecie pozwalać sobie na takie szczeniackie wybryki?! Która to już gitara w tym miesiącu?! Trzecia?! Nie nadążam liczyć, bo co rusz muszę informować szefa o zakupie nowego instrumentu! Wstyd mi za was! Jesteście pełnoletni, a dzieci w przedszkolu zachowują się dojrzalej! Wszystko co ruszacie w jakiś zadziwiający sposób zawsze kończy w kawałeczkach! Koszt gitary może dla was to nie dużo, lecz każdy z was zapłaci za zakup nowej! Prócz Liam'a, on nic tu nie zawinił! A teraz brać się do roboty, bo nie za to wam płacę!
Drzwi trzasnęły, a postać brunetki zniknęła za nimi. Moich uszu dobiegły westchnięcia pełne ulgi.
Nie było tak źle. Ostatnio było dłużej. - Powiedział Niall wykładając nogi na sofie.
- Tak, choć przyznajcie, że jej głos był dzisiaj taki pełen agresji. Gdyby mogła pewnie już dawno leżałbym znokautowany na podłodze. - Rzekł Zayn, patrząc w wyświetlacz telefonu. Reszta zespołu prócz mnie przytaknęła mu. Pokręciłem głową, chowając twarz w dłoniach. Oni nigdy się nie zmienią. Zawsze będą dużymi dziećmi.
- Chwileczkę, czy my o czymś nie wiemy Liam? - Spytał Harry, gdy ja usiadłem na fotelu. Zmarszczyłem brwi, po czym uniosłem jedną z nich. - Jako jedyny nie poniosłeś kary.
- Bo nic nie zrobiłem.
- Tu chodzi o coś więcej. Nazwała cię mężczyzną i uniknąłeś odpowiedzialności. Widzę, że ktoś tutaj zapunktował u naszej pani manager. - Zaśmiał się Lou, a wraz z nim reszta. Prychnąłem pod nosem, a gdy chłopaki stroili sobie ze mnie żarty, nagle drzwi się otworzyły. Stanęła w nich [T.I] piorunując nas wzrokiem. Wszyscy jak na zawołanie zamilkli i poderwali się ze swoich miejsc włącznie ze mną.
- Czyżbym niejasno się wyraziła? DO ROBOTY! - Jej krzyk rozległ się echem wśród ścian pomieszczenia, zaś my przerażeni tonem jej głosu wybiegliśmy z pokoju, kierując się w miejsce gdzie od dłuższego czasu powinniśmy przebywać. Biegliśmy przed siebie, choć wiedzieliśmy, że [T.I] wróciła do swojego gabinetu. Jednak kierował nami strach. Wpadliśmy do pokoju nagrań, gdzie czekały dwie zniecierpliwione osoby. Opadliśmy na wolne miejsca, łapiąc oddech. Nie powiem, że przebiegnięcie paru korytarzy to nie lada wyczyn. Trzeba popracować nad kondycją, Payne.
- Proszę, proszę. Czyż to nie nasze spóźnialskie gwiazdeczki zaszczyciły nas swoją obecnością, Jack? - Rzekł z uśmiechem Tom choć wiedzieliśmy jak bardzo jest podirytowany zaistniałą sytuacją.
- O, jak miło was widzieć panowie. Nie martwcie się. Przecież my oczywiście chcemy zostać parę godzin dłużej by nasi ulubieńcy mogli nagrać piosenkę. Żaden problem.
Ich ton głosu zaczął mnie przerażać. Był rodem wyciągnięty z bajki dla dzieci. Wiedziałem, że jedno słowo, a ten nastrój może ulec drastycznej zmianie. Bez słowa odebraliśmy tekst piosenki, którą jeszcze dziś mieliśmy zaśpiewać tak dobrze, by mogła ukazać się na płycie. Zająłem miejsce na jednym z krzeseł i chwyciłem w dłonie słuchawki. Nałożyłem je na uszy, tak by wygodnie do nich przylegały. Wędrowałem wzrokiem po linijkach tekstu, przypominając sobie w głowie rytm. Spojrzałem na szybę, gdzie Tom czekał na nasz znak. Popatrzyłem na pozostałą czwórkę, która skinęła głową. Wykonałem ten sam ruch, zaś w uszach usłyszałem muzykę. Podsunąłem mikrofon bliżej, po czym wsłuchałem się w melodię. Piosenka miała ukazać się dopiero w grudniu, lecz koniecznie dziś było potrzebne jej nagranie. Tytuł? Nie powiem, że nie krótki, gdyż utwór nazywa się „Just Can't Let Her Go”. Gsy śpiewaliśmy refren za szybą ukazała się [T.I]. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i przypatrywała się nam z obojętnym wyrazem twarzy. Jej obecność mnie rozpraszała, lecz pragnąłem pokazać się przy niej od jak najlepszej strony. Gdy z moich ust wydobywały się słowa dotarł do mnie ich sens. Momentalnie podniosłem wzrok na naszą panią manager. Wydawałoby się, że autor utworu tworząc go myślałam właśnie o niej. Mimo tego, że była podła i tak nie mogłem stłamsić tego uczucia. Było zbyt silne. Gdy moje tęczówki wpatrywały się w nią intensywnie, mogłem dostrzec jak delikatnie podryguje w rytm muzyki. Kąciki moich ust uniosły się ku górze. Nasze spojrzenia się spotkały. Czułem jak głos, który wydobywał się z mojego gardła w rytm muzyki traci na sile. Kolana pode mną miękły, a bicie mojego serca można było dosłyszeć nawet w promieniu kilometra. W jej oczach dostrzegłem ciepło. Tak, ciepło. Nie ten jadowity chłód. Usta, które były wykrzywione w grymasie przybrały wyraz delikatnego uśmiechu. Uśmiechu, zarezerwowanego tylko dla mnie. Ręce, które były założone na klatce piersiowej rozluźniły się, po czym opadły wzdłuż jej wątłego ciała. Gdy piosenka się skończyła posłałem jej uśmiech, lecz wtedy ponownie wróciła osoba sprzed pięciu minut. Odwróciła się, wcześniej kiwając głową, po czym zaczęła zmierzać w kierunku drzwi. Nim za nimi zniknęła ostatni raz poczułem jej wzrok na sobie, a gdy ujrzała, że ja nadal wpatruję się w jej osobę na jej policzki wstąpiły rumieńce. Kąciki moich ust uniosły się ku górze, lecz [T.I] już opuściła pokój nagrań. Zdjąłem słuchawki, biorąc w dłoń butelkę wody mineralnej stojącej na małym stoliku. Upiłem parę łyków, odstawiając ją na swoje miejsce.
- Robisz postępy. - Usłyszałem głos Harry'ego koło siebie, więc zdziwiony jego słowami przekrzywiłem głowę. - Proszę cię, każdy widział co to się przed chwilą działo.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz.
- Gdybyście mogli pewnie rzucilibyście się na siebie, ale nie wypadało. - Trzepnąłem Styles'a w tył głowy, na co z jego gardła wydobył się śmiech.
- Śmiejesz się beze mnie? - Usłyszałem głos oburzonego Louis'a, który był skierowany do chłopaka z burzą loków na głowie.
- Lou, ty też podzielasz moje zdanie? - Spytał Harry obejmując przyjaciela ramieniem.
- W jakiej sprawie?
- Ty też widziałeś co tu się działo podczas nagrywania piosenki. - Wtedy w pomieszczeniu pojawiła się [T.I], lecz odwróceni tyłem do niej Harry i Lou nie zauważyli jej obecności. Posłałem im porozumiewawcze spojrzenie i pokręciłem głową. - Liam, nie zaprzeczaj.
- Chodzi o naszą panią manager? Gdy na siebie patrzyliście temperatura w pomieszczeniu nagle wzrosła.
Komentarz Tomlinsona wywołał na jej twarzy oburzenie, lecz również jej blade policzki przybrały odcień różu. Kręciłem głową, lecz dwójka roześmianych przyjaciół nie zwracała na mnie uwagi. W pewnym momencie zaczęli udawać scenę, która niedawno miała miejsce. Stanęli naprzeciwko siebie, lecz nadal nie zauważyli obecności dwudziestolatki. Przymknąłem powieki nie chcąc wiedzieć co ich czeka. Szczególnie po tym co mieli zamiar zrobić. Louis udając naszą manager przybrał grymas na twarzy, lecz Styles chcąc parodiować mnie uśmiechnął się, po czym chwycił twarz Lou w dłonie.
- Och Liam, jaki ty wspaniały i taki męski. W twoich ramionach mogłabym spędzić resztę życia. - Tomlinson zmienił głos na bardziej dziewczęcy wywołując na twarzy nadal przyglądającej się temu [T.I] jeszcze większe zdenerwowanie.
- Och [T.I], tak długo wyczekiwałem na ten moment.
Wiem jedno. Harry nigdy, ale przenigdy nie powinien mnie ogrywać. Wychodziło mu to doprawdy nieudolnie. Chłopaki zaczęli się do siebie zbliżać, po czym na odległość udawali namiętny pocałunek. Ukryłem twarz w dłoniach, zaś w pomieszczeniu rozległy się głośne brawa. Jak i jeden tak i drugi zamarli. Odwrócili wzrok ku pani manager, która klaskała w swoje drobne dłonie z sarkastycznym uśmiechem.
- Brawo, widzę, że macie nie tylko talent do śpiewania. - Rzuciła podpierając się pod boki. Harry i Louis spuścili głowy skrępowani tą sytuacją. - Chcę was widzieć w moim gabinecie, teraz. - Syknęła i dwójka chłopaków opuściła pokój nagrań, w tym samym momencie wrócili Niall i Zayn, którzy widząc naszą dwójkę wycofali się, zamykając za sobą drzwi.
Pozostałem sam z [T.I], której wyraz twarzy nie wyrażał żadnych emocji. Ze spuszczoną głową lustrowała czubki swoich obcasów. Najwidoczniej nie wiedziała co powiedzieć.
- Przepraszam cię za nich, czasami trudno jest zrozumieć ich zachowanie. - Zacząłem, wkładając dłonie do kieszeni swoich spodni.
- Zawsze bierzesz winę na siebie? - Poczułem się nie powiem, trochę głupio, lecz wtedy usłyszałem coś co kompletnie zbiło mnie z tropu. Piękny, melodyjny śmiech. Był jedyny w swoim rodzaju. Niepowtarzalny i należący tylko do niej. - To słodkie.
Kąciki moich ust uniosły się do góry, zaś jej policzki ponownie przybrały odcień różu.
- Ktoś musi być tym odpowiedzialnym w tym przedszkolu.
Ponownie usłyszałem kojący moje uszy dźwięk. Aż trudno uwierzyć, prawda? Cisza, która zapadła sprawiła, że poczułem napływ odwagi. Teraz albo nigdy, Payne.
- [T.I], tak myślałem czy może byś nie chciała wybrać się ze mną na kolację? Nie nalegam, jeśli nie chcesz nie mam zamiaru się narzucać. Pewnie się nie zgodzisz, ale...
- Bardzo chętnie. - Moją plątaninę słów przerwała brunetka z lekkim uśmiechem na twarzy. Momentalnie uczyniłem to samo. Nim się obejrzałem dzieliła nas naprawdę nieduża odległość. Dwudziestolatka pochyliła się w moją stronę i mijając wargami moje usta, musnęła mój policzek. W tym momencie zapomniałem co to jest oddychanie. Gdy odsunęliśmy się od siebie poczułem jak moje policzki rozgrzewają się od czerwoności. Brunetka spuściła wzrok, po czym odchrząknęła.
- Chodźmy, czeka mnie poważna rozmowa z tymi aktorami.
Gdy otworzyłem drzwi, chcąc przepuścić [T.I] na podłogę przed nami upadły cztery postacie. Podnieśli się szybko, po czym spodziewali się reakcji brunetki. Również myślałem, że skończy się tak zwanym „kazaniem”, lecz dziewczyna parsknęła śmiechem. Moi przyjaciele nie kryli zdziwienia.
- To ty umiesz się śmiać? - Spytał Harry, na co uderzyłem się otwartą ręką w czoło.
- Nie psuj mi humoru, Styles.
- Pani manager, może jednak oszczędzi nam pani krzyku w związku z tym incydentem? - Spytał Lou, na co brunetka pokręciła głową.
- Dobrze, jeśli od dziś będziecie zwracać się do mnie po imieniu.
[T.I] minęła nas i zaczęła iść w głąb korytarza. Chłopaki osaczyli mnie, nie chcąc uwierzyć w to co się przed chwilą wydarzyło.
- Liam, coś ty jej zrobił? Gdzie jest nasza manager? - Spytał Horan, na co ja parsknąłem śmiechem. - Co ją tak nagle zmieniło?
- Miłość panowie, miłość. - Odpowiedziałem, posyłając im szeroki uśmiech, po czym ruszyłem korytarzem przed siebie, pogwizdując. W końcu czułem się szczęśliwy.
Mi się nie podoba. Kropka. Miał wyjść dobrze, wyszedł beznadziejnie. Jednak dodaję go ze względu na to, że ten blog właśnie wczoraj obchodził rocznicę setnego dnia od jego powstania. Chciałabym wam serdecznie podziękować za to jak mnie wspierałyście, dodawałyście otuchy komentarzami... Nigdzie indziej nie czułam się bardziej doceniona. Odnalazłam się w tym miejscu i zawdzięczam to wam. Wiedzcie, że bez was byłabym nikim. Jesteście najlepsi kochani! Mam nadzieję, że uda nam się wytrwać kolejne sto dni i więcej. Oby tylko pomysły mnie nie opuszczały. A imagin z Liam'em, gdyż nasz dziewiętnastolatek kończy za parę dni dwadzieścia lat. Piszcie szczerze co jest nie tak, bo na to liczę. I hope you like it, enjoy!
Nika. x
  • awatar Gość: Właśnie znalazłam twój blog i przeczytałam twoje opowiadania ; ** Szczerze to zajebiście piszesz < 33 Podoba mi sie ; )) Nie lubie One Direction , ale opowiadanie jest super ^^ Pisz szybko ; ))
  • awatar karolly: O Boże.. nie wyczuwam tętna.. jak to ci się nie podoba ?! To jest cudowne !! Liam jest bogiemmm awwww i jaka beka z Lou i Hazzy !!! Li jak zwykle ZA BARDZO słodki Nabawię się chyba przez cb cukrzycy ! Al w pozytywnym tego słowa znaczeniu Per-fect ! A just can't let her go wymiata Gratuluję 100 i życzę kolejnych takich rocznic i niespodzianek !
  • awatar black.ivy❤: A co może być nie tak? Powiedz! Co może być nie tak?! Jak dla mnie wszystko jest tak jak być powinno! Otóż zacznę od tego, że mam pewien sentyment do takiego typu sytuacji, gdyż moje drugie opowiadanie było właśnie o zimnej suce, pani menadżer, która pod wpływem uczucia do jednego członka, zmieniła się diametralnie. Zawsze będzie mi się to podobało, nie zależnie od tego, jak będzie napisane. Kiedy wróciłam i weszłam na pingera, bardzo się ucieszyłam widząc od Ciebie wiadomość (zresztą jak zawsze). Scenka Louis'a i Harry'ego pobiła wszystko i nie mogę podnieść się z ziemi. poważnie! nigdy nie wpadłabym na coś takiego. no ale koniec końców, pani menadżer w końcu się 'ogarnęła' haha! Wybacz, że mój komentarz nie jest tak bardzo wyczerpujący jak ostatnie, ale jestem dzisiaj odrobinę zmęczona i marzę o ciepłym prysznicu oraz łóżku. Wszystkiego dobrego z okazji stu dni na blogu! Oby tak dalej. Nie przestawaj pisać, bo robisz to naprawdę świetnie! Czekam na więcej! Pozdrawiam! xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jak wiecie lub nie wiecie ( choć w to wątpię ) dzisiaj w nocy odbyła się gala Teen Choice Awards 2013. Czekałam na nią od dawna, więc cieszyłam się, że udało mi się ją obejrzeć. Już sam początek sprawił uśmiech na mojej twarzy. W końcu galę otworzyło One Direction! Wykonali piosenkę Best Song Ever. Wszyscy byli zachwyceni. Fani ( w tym oczywiście ja ), jak i same gwiazdy. Chłopcy zostali nominowani w sześciu kategoriach, zaś sam Harry w dwóch z nich. Kategorie to: najlepsza grupa, wakacyjna trasa koncertowa - Take Me Home Tour, piosenka roku w kategorii zespół - Live While We're Young, miłosna piosenka roku - Little Things. No i nasz Harry został nominowany w kategorii największy przystojniak i najpiękniejszy uśmiech. I powiem wam, że jestem z nich dumna. Zostali nominowani w sześciu kategoriach i... zgarnęli wszystkie nagrody! Dziękuję wszystkim, którzy oddali na nich głosy, bo bez was One Direction nie stanęło by na tej scenie. To wasza zasługa! Zaś chlopcom możemy podziękować, że z każdym dniem starają się coraz bardziej. Za ich ciężką pracę. Za siłę, czas i serce włożone do ich wszystkich piosenek i wtstępów. Jedno wielkie dziękuje!
Podsumowując... Gala była niesamowita, choć nie wiem dlaczego gdy oglądałam transmisje w internecie nie pokazali wszystkich nominacji i wręczenia nagród. W tym One Direction. No cóż, po ujrzeniu dzisiejszych wyników złość minęła.
A na sam koniec moje ulubione momenty. Mianowicie Best Song Ever w wykonaniu chłopców i moment, który sprawił, że padłam przed monitorem. Uwaga! Nasz Harry i twerking! Po prostu padłam (: XX
Oraz twerking!
  • awatar karolly: yhjyjytjyjgjkkhyjg PROUD
  • awatar A'nasa ♥: O tak. Fajny blog i świetny wpis *.* Serdecznie zapraszam do mnie, mam nadzieję, że skomentujesz mój nowy wpis ;) Pozdrawiam ;)
  • awatar ♥Everything About You♥: gkjdfgbvdfsdrhgesruhgsd! ty już wieesz co ja o tym myślę! gdsklghesgbujseesk!~<333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Tydzień później, dzień ślubu

Jak byście się czuli gdybyście wiedzieli, że jeszcze dziś twoje życie przestanie mieć sens. Gdybyście wiedzieli, że osoba, którą kochasz dziś stanie na ślubnym kobiercu. Gdybyście musieli to wszystko ujrzeć na własne oczy. Ja po tygodniu, w którym wszystkie słone łzy wsiąknęły w śnieżnobiałe poduszki nie czułam nic. Nic, a nic. Moje serce każdego dnia pękało na coraz to drobniejsze kawałki. Mój telefon znów wydał z siebie dźwięk, który przez ostatnie siedem dni nie ustawał. Nie patrząc na wyświetlacz odrzuciłam połączenie. Nie potrafiłam zamienić z nim ani jednego zdania. Czułam zbyt duże wyrzuty sumienia. Od tamtego felernego wieczoru Zayn usilnie próbował się ze mną skontaktować, lecz na kolejnych spotkaniach nie było po nim śladu. Perrie tłumaczyła to przymiarką garnituru, wywiadami czy spotkaniami nie cierpiącymi zwłoki. Ja to jednak tłumaczyłam na swój sposób. On mnie najzwyczajniej na świcie unikał. Oparłam głowę o zimną taflę szkła. Włosy bezwładnie opadły po bokach. Zastanawiałam się czy warto się tam zjawić. Bardziej cierpieć. Odwróciłam wzrok, który zatrzymał się na fotelu. Spoczywała tam nowo zakupiona sukienka specjalnie na tę okazję. Chwyciłam ją w obie dłonie i zaczęłam uważnie przyglądać się materiałowi o odcieniu turkusu. Na ziemi stały od dawna nieużywane czarne szpilki. Na stoliku tuż obok niedużego wazonu z pojedynczą białą różą leżał złoty naszyjnik wraz z bransoletką i pierścionkiem. Tak długo wybierałam ten strój... by dziś go nie włożyć. Możecie mnie nazwać tchórzem, lecz to wszystko jest dla mnie zbyt trudne. Odłożyłam sukienkę, po czym chwyciłam w dłoń telefon. Kolejna wiadomość od Zayn'a. Nie czytałam żadnej. Ze względu na to, że ostatnimi dniami dostawałam ich setki. Zamiast wybrać opcję „Otwórz” wybrałam dobrze mi znaną przez ten tydzień „Usuń”. Odłożyłam urządzenie na łóżko, po czym usiadłam tuz koło niego. Jednak bezczynność dawała mi się we znaki. Już po chwili zmieniłam otoczenie, pojawiając się w salonie. Chwyciłam w dłoń butelkę z winem nie zważając na stojący koło niej kieliszek. Pociągnęłam parę łyków, po czym odłożyłam ją na swoje miejsce. Ostatnio alkohol stał się moim przyjacielem. Z rana męczył mnie silny ból głowy, lecz na szczęście wymyślono coś takiego jak tabletki. Włączyłam telewizor stojący na niewielkiej komodzie. Pogoda, opera mydlana, serial kryminalny, program kulinarny, wiadomości, kanał z muzyką... Wszystko mnie irytowało. Odłożyłam z trzaskiem trzymany przedmiot, zaś w dłonie chwyciłam poduszkę. Wzięłam głęboki wdech, by następnie przyłożyć ją sobie z całej siły do twarzy. Z mojego gardła wydobył się pisk. Gdy emocje minęły odsunęłam od siebie poduszkę.
- Zachowuję się jak dziecko. - Mruknęłam do siebie. Ponownie upiłam łyk z butelki z winem. Ułożyłam się na sofie, słuchając najświeższych wiadomości. Wypadek tu, wypadek tam. Narzekam na swoje życie, a w tym momencie ktoś może je tracić. Wyłączyłam więc hałaśliwe urządzenie. Przymknęłam powieki, chcąc odejść do krainy snów.
Mijały minuty, które przerodziły się w godzinę. Następnie w drugą, trzecią i czwartą. Za niecałe półgodziny miała rozpocząć się uroczystość. Od tamtej pory nie ruszyłam się z sofy. Jednak wtem przeszkodził mi dzwonek do drzwi.
- Kogo tu niesie? - Spytałam, kładąc stopy na panele. Rozprostowałam się, po czym poprawiając odstające na wszystkie strony włosy ruszyłam do wejścia. Ponownie dzwonek, teraz dzwoniący bardziej natarczywie. - Idę przecież!
Nacisnęłam na klamkę i w drzwiach ujrzałam czwórkę nieznajomych mężczyzn. Wszyscy w podobnym wieku, aczkolwiek różnili się do siebie. Jednak wspólną cechą były elegancki ubiór. Mieli na sobie czarne garnitury.
- Tak? - Spytałam, patrząc na nich wyczekująco. Spojrzeli po sobie niepewnie.
- [T.I]? - Usłyszałam lekko ochrypły głos, wydobywający się z gardła mężczyzny o bujnych lokach. Skinęłam głową, na co westchnęli z ulgą. - Czyli jednak trafiliśmy.
- Nie rozumiem, kim wy w ogóle jesteście?
- Czy to ważne? Teraz chodzi o cel tej wizyty.
- Przychodzi do mnie czwórka nieznajomych mężczyzn w garniturach, zna moje imię i znają cel tej wizyty. Zaczynam się bać. - Zareagowali na to śmiechem, zaś kąciki moich ust delikatnie uniosły się ku górze.
- Masz zamiar tak się pokazać? - Spytał blondyn wskazując na mój ubiór.
- Nigdzie się nie wybieram, więc nie rozumiem dlaczego miałabym się inaczej ubrać.
- Jak to nigdzie się nie wybierasz? Zapomniałaś o ślubie?
- Trzeba było tak od razu. Wtedy nie ciągnęłabym dłużej tej bezsensownej rozmowy. Miło było poznać, cześć. - Chciałam zamknąć drzwi, lecz napotkałam przeszkodę. Czyjaś stopa utknęła w szparze między framugą, a drzwiami. Ponownie je otworzyłam, już w mniej optymistycznym nastroju. - Zrozumcie, że nigdzie się nie wybieram. Nie wiem kim jesteście i kto was nasłał, ale nie mam zamiaru z wami dłużej rozmawiać.
Chciałam zaszyć się w moim mieszkaniu, lecz głos przejął chłopak o przenikliwych brązowych oczach. Do tej pory nie udzielał się w rozmowie. Może chociaż on miał coś sensownego do przekazania.
- Zaczekaj. - Głośno wzdychając, spojrzałam na niego. - Chcemy tylko pomóc. Nie tylko tobie, ale również Zayn'owi.
- On was przysłał? Jak tak, to żegnam. - Rzuciłam, lecz pokręcił głową.
- Przyszliśmy tu sami z własnej woli. Malik opowiedział nam co się wydarzyło tydzień temu. On był świadomy, że był pod wpływem alkoholu, ale wszystkie słowa, które padły z jego ust to prawda. Jeszcze nigdy nie widziałem by był tak przybity. Wyglądał jak wrak człowieka. Nie jadł, nie rozmawiał z żadnym z nas, nie opuszczał swojego domu. Zrozum, on naprawdę cię kocha. Tylko ty jesteś w stanie sprawić, by dziś nie popełnił największego błędu swojego życia. Proszę, zrób to dla nas, dla niego, dla siebie. - Skończył, a między nami zapadła cisza. Czy to może być prawda? Spuściłam głowę, by następnie pewnie ją podnieść.
- Dajcie mi pięć minut.
Słyszałam jak zdychają z ulgą. Zostawiłam otwarte drzwi, by mogli wejść do środka. Pobiegłam do sypialni, po czym chwyciłam wszystkie potrzebne mi rzeczy. Mijając łóżko zahaczyłam o nie stopą. Tym samym tracąc równowagę i upadając na podłogę. We framudze drzwi pojawiła się cała czwórka. Podniosłam się szybko, po czym minęłam ich, słysząc za sobą śmiechy.
- Wszystko w porządku? - Usłyszałam za sobą głos i nim zaszyłam się w łazience, udało mi się udzielić odpowiedzi.
- Nic mi nie jest!
Rzuciłam wszystko na jedną z szafek. Dresowe spodnie jak i stary podkoszulek zostały rzucone gdzieś w kąt. Zamknęłam za sobą drzwi od kabiny prysznicowej. W przeciągu niecałych dwóch minut stałam już na miękkim dywaniku owinięta jedynie w ręcznik. Pośpiesznie wycierałam ciało, cały czas poganiając się w myślach. Po założeniu bielizny, zaczęłam naciągać na siebie sukienkę. Gdy w końcu wyglądała tak jak powinna, trzęsącymi się dłońmi zapinałam biżuterię na szyi. Naszyjnik spadł na ziemię.
Cholera jasna! - Krzyknęłam i miałam pewność, że przybysze mnie usłyszeli. W końcu po paru nieudanych próbach wszystko było na swoim miejscu. Wiedziałam, że czas ucieka, więc włosy zostawiłam rozpuszczone. Nie układały się specjalnie dobrze, lecz również nie wyglądały tragicznie. Zęby umyłam już wcześniej, więc chociaż to miałam z głowy. Zakryłam jedynie lekkim makijażem ślady niewyspania, po czym wybiegłam z łazienki, trzymając w dłoniach buty. Cała czwórka zajmowała miejsca w salonie.
- Od razu lepiej. - Uśmiechnął się blondyn. Wszyscy wstali ze swoich miejsc, a ja jeszcze szybko podbiegłam do butelki z winem, upijając z niej parę łyków. Dostrzegłam ich zdziwione spojrzenia.
- No co? Chyba nie myślicie, że zapobiegnę małżeństwu, gdy będę świadoma tego co robię? - Zareagowali śmiechem, zaś ja jedynie pogoniłam ich do wyjścia.
Zamknęłam drzwi od mieszkania i zaczęłam zbiegać po schodach na boso. W dłoni nadal trzymałam szpilki. Żadne z nich się nie odezwał, bo jak już zdążyli zauważyć do tych normalnych osób nie należę. Na zewnątrz tuż przed kamienicą ujrzałam czarną limuzynę, która zajmowała cały podjazd. Moje przeczucie mówiło mi, że należy do nich. Nie myliłam się, tym bardziej, że mężczyzna, który wysiadł otworzył przed nami drzwi. Weszłam do środka jako ostatnia zajmując miejsce pod drugiej stronie. Siedzieli naprzeciwko mnie, zaś ich wzrok utkwił w mojej twarzy.
- Może byście się przedstawili? - Zmieszali się, lecz już po chwili znałam imię tych oto chłopaków. Dowiedziałam się, że należą wszyscy do jednego zespołu. Więc to jest to sławne i kochane przez wszystkich One Direction. Jak dla mnie to piątka zwykłych chłopaków, którzy wykorzystali swój talent, by osiągnąć coś w życiu.
Nie odzywałam się podczas jazdy, gdyż zżerały mnie nerwy. Zgodziłam się, by pojawić się na uroczystości, lecz jak ja mam zatrzymać Zayn'a? Wbiegnę na ten pomost gdzie będzie stał wraz z Perrie, kapłanem i świadkami, po czym krzyknę „Nie zgadzam się!”. Nie dość, że ludzie uznają mnie za osobę niezrównoważona psychicznie, wyprowadzi mnie ochrona, to jeszcze okaże się, że Zayn nic do mnie nie czuję. Nie potrafiłam myśleć optymistycznie, to na pewno. Zerknęłam do czarnej kopertówki, w której trzymałam telefon. Za paręnaście minut masie rozpocząć uroczystość, a my jesteśmy w sporej odległości od tego miejsca. Patrzyłam na stojące obok czarne szpilki i moje bose stopy. Nie będę przecież męczyła się już w tych butach teraz.
Mijały kolejne minuty, a my znajdowaliśmy się zdecydowanie za daleko. Zaczęłam już nawet wyklinać pod nosem, co nie uszło uwadze zespołu.
- Spokojnie, dotrzemy na miejsce na czas. - Powiedział Harry, na co jedynie prychnęłam.
- W tym tempie? Zdążymy jedynie na „Możesz pocałować pannę młodą”.
Żaden z nich po mojej krótkiej wypowiedzi nie odezwał się jednym słowem. W końcu nie wytrzymałam i zwróciłam się do kierowcy.
- Nie moglibyśmy jechać szybciej? - Warknęłam, na co odpowiedział ze stoickim spokojem.
- Nie chciałbym mieć na sumieniu popularnego zespołu, a na karku tłumu fanek. Nie mogę niestety jechać szybciej.
- Niech pan uważnie słucha, bo nie lubię się powtarzać. Miłość mojego życia szykuję się do ślubu, a ja siedzę w tej cholernej limuzynie i nie mogę nic zrobić. Więc jak? Depnie pan na ten pedał gazu czy nie?
Zapadła głucha cisza, lecz po chwili mężczyzna uśmiechnął się lekko.
- Lepiej zapnijcie pasy.
Z uśmiechem wróciłam na miejsce i już po chwili poczułam jak pojazd gwałtownie przyśpieszył. Usatysfakcjonowana spojrzałam na utkwione we mnie cztery pary oczu.
- Zaczynam się ciebie bać. - Rzekł Louis, na co zareagowałam śmiechem. Chłopcy pogrążyli się w rozmowie, zaś ja układałam sobie przebieg wydarzeń jakie miały nastąpić.
Strach sparaliżował moje ciało, gdy limuzyna zatrzymała się pod posiadłością. Zespół opuścił wnętrze, zaś ja założyłam na stopy czarne szpilki. Patrzyłam w puste siedzenia przed sobą.
- [T.I]? Wszystko w porządku? - Przede mną kucnął Liam, zaś ja ukryłam twarz w dłoniach.
- Nic nie jest w porządku, Liam.
- Kochasz go? - Podniosłam głowę, hamując napływające mi do oczu łzy.
- Oczywiście, że tak.
- Więc idź i mu to powiedz. On tylko na to czeka, zaufaj mi. - Blado się uśmiechnęłam, po czym przytuliłam go.
- Zayn ma wspaniałego przyjaciela.
- I wybrał sobie wspaniałą dziewczynę.
- Dziękuję Liam, a teraz wybacz, ale idę walczyć o swoją miłość.- Podniosłam się, chwytając torebkę. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie czekała na nas reszta.
- I tak trzymaj! - Usłyszałam jedynie za sobą głos, gdy w szpilkach biegłam w stronę wejścia. Nigdzie nie mogłam ujrzeć zaproszonych gości. Oznacza to najgorsze. Ślub się już zaczął. Nawet nie wiem kiedy minęło tyle czasu. Wyciągnęłam telefon, nadal idąc przed siebie.
- Jeszcze mam szansę.
Biegiem ruszyłam w kierunku otwartych drzwi tarasowych. Uroczystość trwała już w najlepsze. Usłyszałam z daleka głos kapłana.
- Jeśli ktoś jest przeciwny temu małżeństwu niech powie to teraz lub zamilknie na wieki.
- Stop! - Wydobyło się z moich ust nim zdążyłam w porę nad sobą zapanować. Niestety uwaga wszystkich zebranych skupiła się na mojej osobie. Przystanęłam na trawniku, czując narastające skrępowanie i niepokój. Odchrząknęłam, po czym spuściłam wzrok. Chciałam w tym momencie zapaść się pod ziemię. - Przepraszam, możecie kontynuować. - Odwróciłam się i chciałam uciec byle jak najdalej stąd, lecz zatrzymał mnie głos Zayn'a.
- Zaczekaj, chciałaś coś powiedzieć, prawda? - Chłopak nie zważając na nic po prostu puścił dłonie Perrie i zaczął zmierzać wzdłuż pomostu, na którym stali.
- Nic ważnego, powinnam już iść.
- Nie oszukasz mnie, [T.I]. Nie przerwałabyś z powodu błahostki, prawda?
Stałam w ciszy, póki Malik nie stanął naprzeciwko mnie. Dzieliła nas nie duża odległość.
- Chcesz wiedzieć?! - Uniosłam głos, na co Mulat z powagą skinął głową. - Bo cię kocham. - Dorzuciłam już znacznie ciszej.
- Zayn, co to ma znaczyć? - Usłyszałam głos blondynki, która ciągnąć za sobą białą suknię szła w naszym kierunku. Malik nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem. Po prostu wpatrywał się w moje oczy.
- Dlaczego musiałem na to tak długo czekać? - Odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy, który opadł na nią podczas tego szalonego biegu.
- Wiesz, wyznanie miłości w normalny sposób jest w nie moim stylu.
Uśmiechnął się promiennie, na co odpowiedziałam tym samym. Nasze nosy zetknęły się ze sobą, a jego ciepły oddech owiał moją twarz.
- Kocham cię. [T.I]. - Po tych słowach delikatnie musnął moje usta, kładąc dłonie na mojej talii. Słyszałam zbulwersowane głosy zaproszonych gości, lecz liczył się ten moment. Wplotłam palce w jego ułożone włosy pogłębiając pocałunek. Odsunęliśmy się do siebie, zaś Edwards znalazła się tuż przy nas.
- Ty świnio! Jak mogłeś mi to zrobić?! - Patrzyła na niego z wściekłością wypisaną na twarzy.
- Wybacz mi Perrie, ale wspólna przyszłość nie była nam pisana.
Blondynka pobiegła do środka, zaś za nią druhny posyłające mi piorunujące spojrzenia. Ponownie zwróciłam się ku Zayn'owi. Goście obserwowali to przedstawienie, a na ich twarzach malowało się niedowierzanie. Wtedy ujrzałam idącego w naszym kierunku ojca Perrie. Jego mian mówiła sama za siebie. Bez skrupułów pragnął w tym momencie rozszarpać Malik'a na strzępy.
- Zayn, może lepiej stąd chodźmy.
Chłopak widząc mężczyznę, który zbliżała się do nas natychmiastowo zareagował. Z mojego gardła wydobył się pisk, gdy poczułam jak tracę grunt pod nogami. Malik wziął mnie na ręce i ruszył biegiem do wyjścia z posiadłości. Mijaliśmy zdezorientowany personel, aż w końcu znaleźliśmy się poza głównym wejściem. Na podjeździe nadal stała limuzyna, zaś przy niej reszta zespołu. Ich spojrzenia utkwiły we mnie i Zayn'ie. Widziałam wyraźne rozbawienie, lecz nie dziwiło mnie to. W końcu Mulat postawił mnie na ziemi. Jednak jego dłoń oplotła moją, po czym nadal biegł przed siebie. Minęliśmy chłopaków, którzy byli najwyraźniej zadowoleni z zaistniałej sytuacji. Malik otworzył przede mną drzwi limuzyny, zaś ja szybko wgramoliłam się do środka, a Zayn tuż za mną.
- Gdzieś państwo zawieźć? - Spytał ten sam mężczyzna, z którym się kłóciłam podczas drogi tutaj.
- Jak najdalej stąd. Nie ważne gdzie będziemy, ważne, że będę tam z osobą, którą kocham.
Kierowca ruszył, zaś Zayn ujął moja twarz w dłonie, składając na niej namiętny pocałunek.
Czasami warto zaryzykować, choćby dla miłości, która przezwycięży wszystko. Teraz wiem, że ja również zasługuje na szczęście. Szczęście, które daje mi Zayn.

*

Ok, czas pożegnać się z tym imaginem. Podoba mi się ta część. Zostałam zmuszona do niej napisania w tempie ekspresowym. *Everything about you* to moja motywacja! Dedyk dla ciebie! Nasze fejsbukowe rozmowy są najlepsze. Dobra, liczę na szczere opinie. Dziękuję za poprzednie komentarze. Jesteście najlepsze! I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar black.ivy❤: +POTRAFISZ BARDZO DOBRZE PRZENIEŚC WSZELKIE UCZUCIA I TO WŁASNIE PRZEZ TO, TWOJE IMAGINY STAJĄ SIĘ TAK BARDZO REALISTYCZNE. JESZCZE NIGDY NIE SPOTKAŁAM SIĘ Z KIMŚ TAKIM, JAK TY. NAPRAWDĘ GRATULUJĘ. DOBRA, TERAZ MOŻE TROCHĘ O OSTATNIEJ CZĘŚCI. SPODZIEWAŁAM SIĘ BARDZIEJ TEGO, ŻE NORMALNIE PÓJDZIE NA TEN ŚLUB I GO PRZERWIE, ALE W ŻYCIU NIE POMYŚLAŁAM, ŻE POSTANOWI NIE IŚĆ I PRZYJADĄ PO NIĄ CHŁOPAKI. LIAM TO JEST W OGÓLE MEGA SŁODZIAK I KOCHAM GO PO PROSTU, BO ZAWSZE GDY GO WIDZĘ, MAM PRZED OCZAMI IDEAŁ PRZYJACIELA. OHH, BOŻE. CO JA MOGĘ JESZCZE DODAĆ? TO, ŻE JUŻ JESTEŚ WSPANIAŁA, FENOMENALNA, FANTASTYCZNA, TO JUŻ WIESZ. TO, ŻE IMAGINA Z ZAYN'EM POWALIŁ MNIE NA KOLANA, TO TEŻ JUŻ WIESZ. TO, ŻE KOCHAM SŁODZIAKA LIAM'A, TEŻ JUŻ WIESZ. (ŻEBY NIE BYŁO KOCHAM ICH WSZYSTKICH) WIĘC POZOSTAJE MI JEDYNIE CZEKAĆ NA KOLEJNE IMAGINY ORAZ ROZDZIAŁ OPOWIADANIA. (NIE KAŻ CZEKAĆ ZBYT DŁUGO!) ŻYCZĘ WENY I POZDRAWIAM CIEPŁO, KOCHANA! :*
  • awatar black.ivy❤: DOBRA, SKORO ~EVERYTHING ABOUT YOU~ JEBIE Z CAPSLOCKA, TO DLACZEGO JA NIE MOGĘ? WYOBRAŹ SOBIE, ŻE SIEDZĘ SOBIE NA LAPTOPIE I NIE MAM CO ROBIĆ, GDY NAGLE NACHODZI MNIE MYŚL "A CO MI TAM! ZAGLĄDNĘ NA MOMENT NA PINGERA" A TAM CO? WIADOMOŚĆ OD MOJEJ ULUBIONEJ I UTALENTOWANEJ PISARKI. PRZEZNACZENIE JAKIEŚ. ZACZNĘ OD TEGO, ŻE ZNÓW ODEBRAŁO MI MOWĘ. COŚ ZA CZĘSTO, PRAWDA? ALE NIC NIE PORADZĘ NA TO, ŻE JESTEŚ TAK FENOMENALNA! I TAK, BĘDĘ TO POWTARZAĆ DO USRANEJ ŚMIERCI. OD POCZĄTKU TEGO IMAGINA, CZUŁAM SIĘ JAKBYM OGLĄDAŁA KOMEDIĘ ROMANTYCZNĄ. PODCZAS CZYTANIA KAŻDEGO ZDANIA, MOJA WYOBRAŹNIA ŚWIADOMIE KREOWAŁA SOBIE OBRAZY, KTÓRE DOŚĆ PRĘDKO POJAWIAŁY MI SIĘ PRZED OCZAMI. GŁÓWNA BOHATERKA, JEJ WYGLĄD, MIEJSCE PRACY, MIEJSCE ŚLUBU DOM, SAMOCHÓD, ZAYN, SPOTKANIA Z NIM. POTRAFIŁAŚ TAK DOSKONALE TO NAPISAĆ, ŻE ZA KAŻDYM RAZEM WCZUWAŁAM SIĘ CHOLERNIE W SYTUACJE, KTÓRE MIAŁY MIEJSCE. BYĆ MOŻE PISZĘ TERAZ BEZ SKŁADNIOWO, ALE TEŻ MIOTAJĄ MNĄ EMOCJE. I NIE. WCALE NIE PRZESADZAM.
  • awatar ♥Everything About You♥: + CZYŻBYŚ SUGEROWAŁA, ŻE KTOŚ ZMUSIŁ CIĘ DO NAPISANIA TEGO W TRYBIE NOW? HAHAHAHAHHAHA, NO JA NIEEE WIEM KTOOO XOXO TY TO PISAŁAŚ NA POZIOMIE HARD, A JAK CZYTAŁAM. BO TEGO INACZEJ SIEE NIE DA! JA MIAŁAM NORMALNIE CIARKI NA PLEECACH! I OGROMNIE MIŁO MI CZYYYTAĆ O TYM, ŻE JESTEM TWOJĄ MOTYWACJĄ *__*, DZIĘKUJĘ KOOCHANA. T TAAAAK, NASZE FACEBOOK'OWE ROZMOWY WYMIATAJĄ, ZMYWAKI TEEEŻ XDXD HAHAHAHAHA DOOOOOOBRA, ALE SIE ROZPISAŁAM o.O I Z GÓRY PRZEPRASZAAAM ZA WSZELKIE BŁĘDY CZY COOOŚ, BO JA TO PISAŁAM POD WPŁYWEM EMOCJI XOXO ;3 <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kolejny poranek, oznaczający kolejny dzień spędzony w ciasnym gabinecie w pracy. Po wstaniu z łóżka, wykonałam rutynowe czynności. Po pierwsze – kawa, po drugie – prysznic, po trzecie – ubranie się, po czwarte – umycie zębów i na koniec opuszczenie mieszkania. Zajęło mi to niecałą godzinę. Uwierzcie, że jak na tak roztrzepaną osobę jaka jestem ja, to prawie rekord. Na zewnątrz panowała ponura atmosfera. Niebo pokryte było szarymi obłokami chmur, zaś słońce nie dawało o sobie znać. Po odpaleniu land rovera po kolei przypominałam sobie nazwiska klientów. Najpierw pojawi się państwo Roberts, następnie państwo Sanders, po przerwie na lancz zjawią się państwo Lion i na koniec przyszłe państwo Malik. Nie wiem czemu, lecz uśmiech sam nasunął mi się na twarz, gdy odtworzyłam sobie ostatnie nazwisko. Byłam ciekawa czy pojawią się we dwójkę, czy jak to bywało ostatnio zjawi się tylko Zayn. Naprawdę dobrze go poznałam podczas tych dwóch tygodni. Czułam się swobodnie w jego towarzystwie. Wiedziałam jednak, że ciągnięcie dłużej tej znajomości byłoby niekorzystne. Z każdą chwilą, z każdym spojrzeniem, przypadkowym dotykiem uczucie do niego wzrastało. Miał wszystkie cechy idealnego mężczyzny. Nie dziwię się, że obdarzyłam go uczuciem. Nigdy nie poznałam tak wyjątkowego mężczyzny. Coraz częściej dochodziło do takich sytuacji, gdzie serce górowało nad rozumem. Jednak wtedy przed oczami pojawiała się Perrie. Wiedziałam, że ta dziewczyna o wiele bardziej zasłużyła na Zayna niż ja. Piękna, inteligentna i jej osobowość nie miała sobie nic do zarzucenia. Po za tym pozostawał jeden bardzo, ale to bardzo istotny problem. Nie może istnieć miłość, jeśli druga osoba jej nie odwzajemnia. Właśnie to bolało najbardziej. Westchnęłam ciężko i by zagłuszyć swoje myśli, włączyłam radio. Właśnie kończyła się piosenka Pink. Kobieta miała niesamowity głos, nie ma co. Nuciłam pod nosem jakże proste słowa refrenu. Wtedy dotarł do mnie ich sens. Utwór mówił o tym, że nic nie może złamać serca prócz prawdziwej miłości. Smutna prawda. Gdy piosenka dobiegła końca rozpoczęła się od razu kolejna. Słyszałam ją pierwszy raz, a przynajmniej mogłam to wywnioskować. Jak na razie słychać było tylko rozbrzmiewające instrumenty. Wtedy usłyszałam śpiew. „Maybe it's the way she walked, straight into my heart and stole it. Through the doors and past the guards, just like she already own it.” Postukiwałam palcami o kierownicę, gdyż rytm szybko wpadał w ucho. Nagle rozległ się dobrze mi znany głos, przez co na moja twarz wkradł się szeroki uśmiech. „I said 'Can you give it back to me?'. She said 'Never in your wildest dreams'.” Moje serce zaczęło bić szybciej, jakby Malik znajdował się tuż obok mnie. Starałam się zapanować nad drżeniem rąk i skupić na tym, że właśnie jadę samochodem, więc nie mogę sobie w żadnym wypadku pozwolić na chwilę słabości.
Zatrzymałam land rover'a przed firmą, po czym wysiadłam z pojazdu, zgarniając szybkim ruchem dłoni torebkę. Szłam wzdłuż parkingu nucąc pod nosem refren usłyszanej piosenki.
- And we danced all night to the best song ever... - Niestety musiałam przerwać swoje marne śpiewanie, gdyż znalazłam się już w środku. Trzeba było zachować ten profesjonalizm. Co chwilę musiałam wykrzywiać usta w nienaturalnym uśmiechu, gdyż co rusz mijała mnie znajoma osoba. Gdy drzwi od windy się zamknęły potarłam obolałe policzki, przybierając obojętny wyraz twarzy. Na szczęście znajdowałam się tu sama. Ponownie zaczęłam nucić melodię, która dziś na pewno nie da mi spokoju. Chrząknęłam, przestając wydawać z siebie dźwięki gdy drzwi ustąpiły, zaś za nimi ujrzałam dwie rozmawiające ze sobą kobiety. Minęłam je z uśmiechem, który mi posłały, po czym żwawym krokiem zmierzałam w kierunku drzwi z moim imieniem i nazwiskiem. Opadłam na fotel w moim gabinecie. Po pięciu minutach moje czyste biurko zostało zaśmiecone przeróżnymi papierami, dokumentami, materiałami i notatkami. Każdy gdy na to patrzył, mówił „Jak ty znajdujesz cokolwiek w tym bałaganie?”. Ja jednak nie miałam z tym najmniejszego problemu. Uruchomiałam laptopa, po czym pomasowałam delikatnie opuszkami palców skronie i już po chwili byłam w swoim żywiole.

- Chcieliśmy ci z całego serca podziękować za zorganizowanie tak wspaniałej uroczystości. Lepszej po prostu nie moglibyśmy sobie wymarzyć. - Dwudziestosześcioletnia pani Lion przemawiała do mnie wzruszonym głosem, zaś jej słowa sprawiły mi satysfakcję.
- Caroline, to była dla mnie czysta przyjemność.
Tak, ta współpraca była ciekawa. Polubiłam to młode małżeństwo lubiące podróże, wyzwania i przebywanie na świeżym powietrzu. Na początku nie mogłam zrozumieć ich dość specyficznych oczekiwań, lecz potem wszystko przebiegło sprawniej. Ciepło ich pożegnałam, po czym opadłam głośno wzdychając na fotel. Odliczałam minuty aż w końcu usłyszałam pukanie do drzwi. W przejściu stanął nikt inny jak Zayn.
- Niestety Perrie jest na przymiarce sukni ślubnej i nie mogła przyjść. - Nie zaczął nawet od „cześć”, lecz nie chciałam zaprzątać sobie tym głowy.
- Nic się nie stało. Masz to o co cię prosiłam?
Malik zanurkował dłonią w kieszeń swoich spodni by wyciągnąć złożona kartkę A4. Przesunął ją po biurku, które zdążyłam uprzątnąć. Przejrzałam zawartość i skinęłam głową. Wszystko się zgadzało. Teraz tylko krótka wymiana zdań o moich postępach i kolejne spotkanie się zakończy.
Podczas rozmowy wyczułam, że coś jest nie tak. Na jego twarzy nie dostrzegłam nawet cienia uśmiechu, zaś jego oczy nie promieniały. Był jak to ująć.. „przygaszony”. Widać było, że pewne myśli nie dają mu spokoju. Gdy podnosił się z fotela postanowiłam się upewnić.
- Zayn? - Zatrzymał się, wyczekując na dalszą część wypowiedzi. - Wszystko w porządku?
- W jak najlepszym. - Odparł delikatnie unosząc kąciki ust uniosły się w geście uśmiechu. - Do zobaczenia, [T.I].
Wpatrywałam się w jego sylwetkę, póki nie zamknął za sobą drzwi i jedna myśl nie dawała mi spokoju. Dlaczego mnie okłamał?
Zamknęłam klapkę laptopa. Materiały zdążyłam pochować do mojej torebki. Gotowa do opuszczenia budynku firmy, stanęłam na równych nogach. Po paru krokach udało mi się rozprostować obolałe kończyny. Omiotłam wzrokiem gabinet chcąc się upewnić, że wszystko co mi potrzebne znajduję się przy mnie. Zamknęłam drzwi od gabinetu i zarzuciłam torebkę na ramię. Rzuciłam krótkie „Cześć” do osób, które chcą zarobić te parę funtów więcej i zyskać szacunek w oczach Mirandy zostając dłużej niż powinny. Na ich twarzach malowało się wyraźne zmęczenie. Udało mi się usłyszeć krótkie odpowiedzi lub dostrzec blade uśmiechy. Wsiadłam do windy naciskając średniej wielkości przycisk z wygrawerowanym zerem. Na parterze nie zastałam nikogo, więc słysząc tylko moje kroki doszłam do drzwi. Uderzył we mnie powiew chłodnego powietrza. Dostrzegłam znajomy samochód nieopodal. Nacisnęłam przycisk u dołu i ujrzałam jak światła zapiły się, po czym ponownie zgasły. Po zapięciu pasu oparłam głowę na kierownicy. Dzisiaj czeka mnie wieczór jak każdy inny, choć dziś ta propozycja wydawała się być o wiele bardziej kusząca. Tylko ja i moje kochane łóżko... Poderwałam się z piskiem słysząc dźwięk dochodzący z torebki. Szukałam drżącymi dłońmi telefonu. W końcu ujrzałam wyświetlacz, na którym widniało imię osoby, która starała się ze mną skontaktować. Uniosłam ze zdziwienia brwi.
-/ Halo? / - Odebrałam uspokajając swój nierównomierny oddech. Po drugiej stronie usłyszałam śmiech. Ściągnęłam brwi, zastanawiając się czy na pewno mam do czynienia z Zayn'em.
-/ [T.I]? Może masz ochotę się spotkać, czułbym się zaszczycony. / - Malik'owi plątał się język i czułam, że siedzi uśmiechnięty od ucha do ucha.
-/ Zayn? Jesteś pijany? /
-/ Ja pijany? Określiłbym to jako wesoły, ale mniejsza z tym. / - Ledwo go rozumiałam, lecz zdążyłam wywnioskować coś z jego wypowiedzi. Nim zdążyłam odpowiedzieć usłyszałam w słuchawce huk.
-/ Zayn? Do cholery jasnej co ty wyprawiasz?! /
-/ Leżę sobie na panelach. /
-/ Jest z tobą Perrie? / - Wątpiłam by znajdowała się koło niego, bo żadna przyszła żona nie chciałaby by jej mężczyzna doprowadził się do takiego stanu.
-/ Perrie? Ta blondynka, która wyszła z domu trzaskając drzwiami? /
-/ Pokłóciliście się? / - Słyszałam kolejne odgłosy poprzedzane śmiechem.
-/ Wiesz jakie kobiety są drażliwe gdy mają okres. /
-/ Gdzie jesteś? / - Starałam się zignorować odpowiedzi, które nie trzymały się ładu i składu.
-/ W domu z moim najlepszym przyjacielem. Może go znasz? Nazywa się alkohol. Ładnie prawda? / - Kolejna salwa śmiechu, zaś ja jedynie stłumiłam uśmiech nasuwający mi się na twarz. Malik po chwili podał mi adres, a ja odpaliłam samochód i ruszyłam w kierunku znanej mi dzielnicy Londynu.
Zatrzymałam pojazd przed okazałym, aczkolwiek nie dużym beżowym domkiem. Gdy stanęłam na chodniku usłyszałam dobiegający z niedaleka śpiew. Po wejściu na posesję ujrzałam Zayn'a, który siedział, a raczej leżał na schodach prowadzących do wejścia. Nawet mnie nie zauważył, bo jego niekontrolowany śmiech zagłuszał wszystko. Nachyliłam się nad nim, podpierając się pod boki.
- Zayn, możesz mi wytłumaczyć co tu się dzieje? - On tylko wskazał na mnie palcem wskazującym.
- Cholera, jest ze mną aż tak źle czy ty naprawdę jesteś aniołem? - Czułam jak moje policzki oblewają rumieńce.
- To ja, [T.I].
- Moja znajoma ma też na imię [T.I]. Co za zbieg okoliczności.
Kucnęłam przy Malik'u i widziałam, że w tym stanie sam nie da rady się podnieść.
- Chodź, pomogę ci wstać. - Położyłam sobie jego rękę na ramię, zaś swoją położyłam na jego plecach. Po paru nieudanych próbach chłopak trzymał się chwiejnie na nogach. Otworzyłam drzwi do jego mieszkania i wprowadziłam go do środka. Oparłam go o ścianę w holu, po czym zamknęłam frontowe drzwi. Chciałam ponownie złapać Zayn'a i zaprowadzić go do salonu, lecz wyprzedził mnie głośny huk. Malik leżał na ziemi turlając się ze śmiechu. Na jego widok miałam ochotę uczynić to samo, lecz by doprowadzić go do porządku musiałam zachować zdrowy rozsądek. W końcu chłopak usiadł na sofie. Zmęczona opadłam na fotel naprzeciwko. Odchyliłam głowę do tyłu i zastanawiałam się co ja teraz pocznę. Widziałam, że on niej jest w stanie do niczego, mimo że po alkoholu robi się najgorsze głupoty. Teraz czeka mnie dłuższa tułaczka, ponieważ czekają mnie schody na piętro.
- Poznasz mnie z teletubisiami? - Spytał Zayn gdy go podnosiłam.
- Oczywiście, że tak.
Starałam się nie wsłuchiwać w tą bezsensowną paplaninę słów i powoli stopień po stopniu prowadzić go do sypialni. Położę go i wyjdę. Jutro pewnie nic nie będzie pamiętał. W końcu trafiłam do pokoju, który jak powiedział był jego, choć już nie byłam pewna. Ułożyłam go na dwuosobowym łóżku. Ściągnęłam z jego stóp buty, po czym nakryłam kołdrą. Wiedziałam, że sen go znuży szybciej niż to sobie wyobrażał.
- Do jutra, Zayn. - Chciałam wyjść, lecz usłyszałam jak się podnosi.
- Idziesz już? Przecież zabawa dopiero się rozkręca.
Obróciłam się ponownie, po czym wykonałam te same czynności, lecz gdy chciałam odejść zatrzymał mnie delikatny uścisk na moim nadgarstku.
- Nie zostawiaj mnie. - Spojrzałam w jego oczy, które nie kłamały. Głośno wzdychając usiadłam po drugiej stronie łóżka. Chłopak z uśmiechem spojrzał na mnie, po czym poklepał pościel. Wywnioskowałam z tego,m że mam się położyć. Zgodziłam się, gdy nie dawał za wygraną. Ściągnęłam buty, po czym niepewnie ułożyłam się na skraju mebla. Wyciągnął w moją stronę ręce, zaś ja parsknęłam śmiechem.
- Jeśli cię przytulę dasz mi spokój? - Kiwnął głową wyraźnie usatysfakcjonowany. Przysunęłam się bliżej niego, pozwalając jego silnym ramionom zamknąć mnie w uścisku. Do moich nozdrzy dobiegł pomieszany zapach alkoholu i męskich perfum. Moja głowa spoczęła na jego torsie, który unosił się równomiernie. Przymknęłam powieki delikatnie się uśmiechając. Teraz nie protestowałam. Pragnęłam by ta chwila trwała wiecznie. Gdy uniosłam głowę nasze twarze znajdowały się w niebezpiecznie bliskiej odległości. Nie śmiał się, nic nie mówił i zaczęło mnie to martwić. Jedna z jego rąk, które mnie obejmowały spoczęła na moim policzku. Delikatnie go gładził, powodując na moim ciele gęsią skórkę.
- Może teraz mi wytłumaczysz dlaczego się tak schlałeś w trzy dupy? - Uniósł delikatnie kąciki ust nie zaprzestając zataczania jakichś nieznanych mi kształtów swoim kciukiem na moim policzku.
- To wszystko mnie przytłacza. Perrie coraz częściej mówi o ślubie, więc gdy dziś o nim znów wspomniała coś we mnie pękło. Uniosłem się i podniesionym głosem zacząłem mówić rzeczy, które wolałbym zostawić dla siebie. Ona by nie zrozumiała, że jej nie kocham, tym bardziej, że kocham inną kobietę.
Nagle poczułam przeszywający ból po lewej stronie klatki piersiowej. Moje serce pękło na pół. Tak bardzo pragnęłam być na miejscu Perrie, a okazuje się, że to inna kobieta zajmuje miejsce w jego sercu. Ponownie spuściłam głowę, starając się nie dopuścić by łzy, które pojawiły się w moich oczach nie ujrzały światła dziennego.
- Kim jest ta szczęściara? - Wydukałam, chcąc zapanować nad drżącym głosem.
- Jest idealna pod każdym calem. Piękna, inteligentna, zabawna, niedostępna, nieśmiała, pomocna, ambitna, pracowita, zawsze myśli o innych. Jednak najbardziej podoba mi się jej imię. Do tej pory uważałem je za zwykłe literki połączone w całość, od kiedy je wymówiła stało się wyjątkowe. Wiesz co to za imię? - Pokręciłam głową z zamkniętymi oczami. - [T.I].
Podniosłam głowę nie dowierzając jego słowom. Moje serce zaczęło sklejać się w jedną całość. Spojrzałam w jego oczy, chcąc zobaczyć czy to nie jest tylko żart lub po prostu alkohol nadal robi swoje. Jednak wyczytałam w nich szczerość i śmiertelną powagę.
- Mówisz, mówisz o mnie? - Wyszeptałam, na co zareagował śmiechem. Przyciągnął mnie bliżej siebie sprawiając, że ta szczelina, która nas dzieliła po prostu zniknęła.
- Oczywiście, że tak głuptasie. Jak można nie pokochać tak wspaniałej kobiety?
- Zayn, ale my nie możemy. - Odwróciłam wzrok, lecz jego dłoń delikatnie zwróciła moją twarz ku jego.
- Nie możemy, czy po prostu tego nie chcesz?
- Chcę tylko, że...
- Więc nie widzę żadnej przeszkody. - Przerwał mi, na co wydałam z siebie głośne westchnięcie. To nadal było takie nierealne. Czy właśnie Zayn Malik wyznał mi miłość czy to najpiękniejszy sen mojego życia?
- Kochasz mnie? - Spytał zbliżając swoja twarz ku mojej. Nasze nosy zetknęły się ze sobą. Jego ciepły oddech owiał moją twarz. Przygryzam dolną wargę, po czym skinęłam głową.
- Jak nikogo innego.
Malik uchwycił moją twarz w swoje dłonie, po czym złożył na moich wargach delikatny pocałunek. Rozchyliłam usta pozwalając mu na jego pogłębienie. Już po chwili chłopak górował nade mną. Wplotłam swoje place w jego kruczoczarne włosy, zaś on swoje dłonie rozstawił po obu stronach mojej głowy. Gdy złożył pocałunek na mojej szyi, odchyliłam ją delikatnie dając mu do niej pełny dostęp. Z mojego gardła wydobyło się ciche jęknięcie, gdy jego zęby przygryzły delikatnie płatek mojego ucha. Ponownie zaczął wędrówkę swoimi pocałunkami wzdłuż mojego karku, by napotkać przeszkodę. Mianowicie była nią moja bluzka. Spojrzał w moje oczy, ja zaś uniosłam swoje ciało pozwalając mu ją z siebie ściągnąć. Przygryzł wargę, gdy ujrzał czarny koronkowy biustonosz. Muskał swoimi wargami mój dekolt potęgując we mnie wzrastające pożądanie. Chwyciłam za skrawek jego koszulki unosząc ją. Widząc to zdjął ją czym prędzej, po czym część garderoby legła na drugim końcu sypialni. Podziwiałam z zapartym tchem jego idealną muskulaturę i okazałą kolekcję tatuaży. Mojego paznokcie zaznaczyły bo sobie ślad na jego nagim torsie. Wpił się gwałtownie w moje usta, odbierając mi możliwość zaczerpnięcia powietrza. Poczułam jego dłonie na moich nogach. Z łydek skierował się na uda, a następnie na rozporek. Chwycił w dłonie guzik i rozpiął go z łatwością. Gdy chciał zsunąć ze mnie spodnie włączyła się we mnie blokada. Dotarło do mnie do czego dążymy. Oderwałam się od niego, co nie było łatwe. Spojrzałam w jego oczy i poczułam wyrzuty sumienia. Wydostałam się z jego objęć, po czym szybko zeszłam z łóżka.
- [T.I], coś się stało? - Usłyszałam jego głos, gdy zapinałam guzik od moich spodni. Znalazłam moją bluzkę i szybko ją na siebie narzuciłam. Zapięłam nieskładnie guziki, a następnie wsunęłam na stopy buty. Wiedziałam, że Zayn mnie nie zatrzyma, bo alkohol mu na to nie pozwala. Mimo wszystko próbował i chwiejnym krokiem zaczął zmierzać w moim kierunku. Widziałam w jego oczach zdezorientowanie i smutek. Gdy był już blisko pokręciłam głową, powstrzymując łzy.
- Przepraszam, Zayn. - Tyle zdołałam powiedzieć nim obróciłam się i wybiegłam z sypialni. Przeskakiwałam co dwa stopnie, nie zważając na nic. chwyciłam torebkę w holu i nasłuchiwałam dźwięków z piętra. Słyszałam chwiejne kroki stawiane przez Zayn'a. Otworzyłam drzwi, wtedy zatrzymał mnie jego głos.
- [T.I], zaczekaj!
Mimo to zamknęłam za sobą drzwi od mieszkania, po czym szybkim korkiem ruszyłam w stronę samochodu. Trzasnęłam za sobą drzwiami i drżącymi dłońmi wsadziłam kluczyk do stacyjki. Land rover bez najmniejszych problemów wydał z siebie głośny warkot. Wyjechałam na ulicę, ostatni raz omiatając wzrokiem wejście do domu. Drzwi się otworzyły i ujrzałam w nich Malik'a. Próbował iść w moim kierunku, lecz nie dał rady. Trzymał się framugi, krzycząc. Ruszyłam przed siebie, zostawiając go samego. Gdy znalazłam już się w bezpiecznej odległości, zatrzymałam się na poboczu. Opadłam na oparcie fotela, wbijając wzrok w przestrzeń znajdującą się za przednią szybą. Nagle emocje, którą mnie targały dosłownie eksplodowały. Zaciśniętymi dłońmi okładałam kierownicę, wykrzykując przekleństwa. Gdy ten stan minął po moim policzku spłynęła słona łza. Jak mogłam do tego doprowadzić? Przecież on był nietrzeźwy, rano nie pamiętałby dosłownie nic. Pomyślałby, że go wykorzystałam, gdy on nie miał nad sobą kontroli. Te wszystkie słowa, które dziś wypowiedział nie mogły być świadome. Ja naiwna dałam się ponieść emocjom. A co jeśli będzie wszystko pamiętał? Oparłam głowę na kierownicy, zamykając oczy. Wszystko zepsułam.

*

Kurna! Prawie dwadzieścia dni nie było tej części! Ale mam nadzieję, że mi wybaczycie z powodu remontu przez co nie miałam dostępu do komputera. Nie będę się rozpisywać... Coś się dzieje, trochę spieprzyłam końcówkę, ale ocena podlega wam. Dziękuję za wszystko! Jeszcze tylko jedna część i to koniec tego imaginu. I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar black.ivy❤: Mam nadzieję, że na kolejną część nie będę musiała czekać tak długo. Pisz szybciutko i prezentuj, bo już nie mogę się doczekać, jak to wszystko się skończy. Życzę weny, czekam wytrwale i pozdrawiam. Trzymaj się, kochana! :* P.S Nie wiem czy zauważyłaś ale moje komentarze do Twojej twórczości przeważnie wyrażane są coś pod wzór wypracowania maturalnego bądź rozprawki.
  • awatar black.ivy❤: Od momentu kiedy napisałaś, że kolejna część imaginu, pojawi się do dwóch dni, sprawdzałam Twojego bloga co godzinę. Dosłownie. Niepohamowana była moja radość, kiedy zobaczyłam ten długo wyczekiwany tytuł. Chciałam go nawet skomentować popołudniu, jednak byłam na telefonie i nie miałam dostępu do komputera. Co ja mogę powiedzieć? Za każdym razem odejmuje mi mowę, kiedy czytam Twoje dzieła. Kiedyś, ktoś bardzo mądry (czytaj JA) powiedział: pijany Malik to najlepszy Malik. I zawsze będę to sobie powtarzać. Chciało mi się śmiać na głos, kiedy nasz Mulacik wspomniał coś o teletubisiach. Jego teksty pod wpływem upojenia alkoholowego zwaliły mnie z nóg. Szczerzyłam się do telefonu jak potrzepana. I jeszcze nie doszła scena łóżkowa, która pobudziła moją wyobraźnię jeszcze bardziej. Jesteś świetna! Wiem, że to ciągle powtarzam, ale taka prawda ( I nie próbuj zaprzeczać!) Jesteś moim mistrzem. Zazdroszczę wyobraźni i wspaniałych pomysłów.
  • awatar ♥Everything About You♥: nic nie spieprzyłaś! wszystko jest idealne! leje z Zayna, hahahahahahahahaha :3 ale on ją kocha! i wcale nie powiedział tego dlatego, że jest pijany! on ją naprawdę kocha! a byli już tak blisko, hahahahaahha xd genialny rozdział, który napisała genialna pisarka <333 a czytając BSE w rozdziale, automatycznie ją nuciłam xoxo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jeszcze jedna wiadomość. Jedna z moich czytelniczek pisałam bym zaczęła pisać opowiadanie. Nie zaczęłam, gdyż ja już mam od dawna bloga z opowiadaniem. Jednak zostało n zawieszony z powodów roku szkolnego i ocen. Powróciłam do pisania na nim, lecz nie przestanę dodawać imaginów tutaj. Po prostu ten blog na początku został założony z myślą o tym, by przelewać tu wszystkie pomysły, które blokowały moją wenę w pisaniu opowiadań. Jednak nie wyobrażam sobie teraz bym przestała pisać imaginy. Mogą pojawiać się trochę rzadziej, lecz nie przestanę pisać!
Jeśli ktoś jest chętny by przeczytać moje opowiadanie i ma czas by wszystko nadrobić to zapraszam. Mam nadzieję, że wpadniecie i nie pożałujecie. Oto link:
http://haterforever.pinger.pl/
  • awatar black.ivy❤: Zaczęłam czytać Twoje opowiadanie, jestem przy drugim rozdziale i muszę przyznać, że jest tak samo ŚWIETNE, jak i Twoje imaginy. Jutro poświęcę cały dzień, żeby je dokończyć :)
  • awatar ♥Everything About You♥: czytam, czytam, czytam je od początku i cieszę się , że do niego wróciłaś! <333
  • awatar Folari: To twoja decyzja :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Cześć wszystkim!
Pierwsze co powiem to: w końcu udało mi się odpocząć! Ale taj porządnie. Wstać o dziesiątej i po paru krokach dojść na plażę. Oglądać piękne wschody i zachody słońca i moczyć stopy w chłodnej, morskiej wodzie. Może to dla kogoś śmieszne. Jednak tego potrzebowałam. No i powiem, że udało mi się opalić. Jakoś szczególnie tego nie widać, lecz ja widzę różnicę i to jest najważniejsze. To był szalony tydzień! No i przez ten cały tydzień stęskniłam się za wami. Najbardziej brakowało mi opowiadania jednej z użytkowniczek. Jest nią *black.ivy*. Kochana, wiedz, że mi cię brakowało. Zawsze mnie motywowałaś i pisałaś słowa, których potrzebowałam. To jedno dziękuję nie wyrazi mojej wdzięczności, lecz dziękuję. Jesteś wspaniała, jak i twoje opowiadanie. No myślę, że to wszystko. Nigdy nie potrafiłam się jakoś specjalnie rozpisać i podziwiałam osoby, które rozpisują się na pół strony.
W KOŃCU! Przez cały tydzień nie miałam dostępu do internetu, więc szybko włączyłam YouTube i wpisałam "Best Song Ever". Zaczęłam oglądać teledysk i po prostu włączałam go po raz kolejny i kolejny i tak dalej. Jest idealny pod każdym calem. Pokazali w nim wszystkie swoje mocne strony. Talent, taniec i było widać, że się dobrze bawili. Kocham jak i piosenkę, tak i teledysk. Chłopaki wykonali genialną robotę! Oglądam jeszcze raz!
  • awatar black.ivy❤: To nie śmieszne, wiem co czujesz. Przy takich warunkach naprawdę da się odpocząć. Kurde...nie wiem co powiedzieć. Dziękuje bardzo! Jest mi naprawdę miło, że tak uważasz :) Ty również jesteś wspaniała i piszesz równie genialnie. Więcej wiary w siebie, kochana! Dziękuje jeszcze raz :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Dzwoniący budzik sprowadził mnie na ziemię. Moja dłoń spoczęła na szafce i starała się odnaleźć hałaśliwe urządzenie. W końcu poczułam w dłoni wibrujący telefon i czym prędzej podsunęłam go sobie pod nos. Szybki ruchem przejechałam palcem po dotykowym ekranie, wyłączając tym samym budzik. Odłożyłam go z powrotem na miejsce, na którym leżał przez całą noc i ponownie przymknęłam ociężałe powieki. Praca. To właśnie mnie dziś czekało. Rzadko odczuwam taką niechęć jak teraz do wstania i zajęcia się moim zawodem. Jednak nieprzespana noc daje się we znaki. Dlaczego nie zmrużyłam oka? Nie, to nie przez zaległości ani papierkową robotę. To również nie przez bezsenność. Wręcz przeciwnie. Pragnęłam pogrążyć się we śnie, lecz coś mi to uniemożliwiało, a raczej ktoś. Nawet gdy już znajdowałam się w krainie snów, ON również się w niej pojawiał. Uśmiechał się na ten swój uroczy sposób i wywiercał we mnie dziurę wzrokiem, ciemnymi jak węgielki oczami. Był po prostu idealny. Jednak wiedziałam, że nie mogę obdarzyć uczuciem osoby, która za parę tygodni powie „tak” wybrance swojego życia. Nie potrafiłam być osobą, która niszczy związki. To po prostu nie ja. Mniej więcej dlatego, że taka osoba jak Zayn Malik traktuje mnie w sposób profesjonalny, nic więcej. Jednak gdzieś tam w głębi mojej duszy tliła się nadzieja, że choćby raz spojrzał na mnie inaczej niż na kobietę, która pomaga organizować mu tak ważną uroczystość jaką jest ślub. Oczywiście była to złudna nadzieja.
W końcu wzięłam, się w garść i przestałam użalać się nad sobą. Zeszłam niezgrabnie z łóżka i stanęłam na panelach. Przecierając oczy, stawiałam głośne kroki w kierunku kuchni. Potrzebowałam kofeiny. Choć wątpiłam, że dziś postawi mnie na nogi. Gdy zaparzony napój został postawiony na kuchennym blacie, od razu przeszła mi na niego ochota. Mimo to upiłam parę łyków. Opróżniony do połowy kubek odstawiłam na miejsce i ruszyłam do sypialni. Mozolnym ruchem otworzyłam szafę. Wyciągnęłam zwykły, wręcz „biurowy strój”. Ołówkowa spódnica przed kolana, biała koszula i do tego wybrałam czarne koturny. Nie obeszło się bez dodatków. By jakoś nadać temu zestawowi życie nie wybrałam nudnego żakietu, lecz kremową skórę. Odłożyłam ubranie na zaścielone łóżko i zamknęłam się w łazience. Zrzuciłam z siebie wygodną piżamę, po czym zaszyłam się w kabinie prysznicowej. Nie patrzyłam jaką wodę odkręcam. Nagle poczułam jakby w moje ciało zostały wbijane igiełki. Pisnęłam i czym prędzej zakręciłam wręcz lodowatą wodę. Oddychałam ciężko, a chłód owiewał moje ciało. W końcu gorące kropelki zaczęły spływać po moim ciele. Od razu lepiej.
W samym ręczniku znalazłam się w sypialni. Zrzuciłam go z siebie i założyłam czystą bieliznę. Następnie naciągnęłam ubranie i jestem gotowa. Przelotnie zerknęłam na zegarek i o dziwo miałam jeszcze sporo czasu. Noc bez snu nadal dawała się we znaki. Dopiłam szybko stojącą na blacie kawę, zaś kubek schowałam w zmywarce. Mieszkanie było doprowadzone do porządku, tak jak ja. Chwyciłam torebkę, po czym opuściłam wynajmowane mieszkanko w jednej z popularnych dzielnic Londynu. Po wyjściu na świeże powietrze uderzyło we mnie rześki powiew wiatru. Wypatrywałam na miejscach parkingowych czerwonego land rovera. Bingo. Stał naprzeciwko piekarni. Korzystając z okazji udałam się właśnie do tamtego sklepu.
Po paru minutach opuściłam piekarnię, trzymając w dłoni zapakowane dwa maślane rogaliki. Zupełnie straciłam poczucie czasu, lecz wydawało mi się, że mam go jeszcze sporo. Wsiadłam do samochodu i wyjechałam na ulicę. Nie włączałam radia, gdyż dziś żadna piosenka by do mnie nie dotarła.
Po tułaczce na jezdni, stanęłam przed budynkiem firmy. Parking był prawie cały zapełniony. Po zamknięciu land rovera, udałam się do wejścia. W holu krzątali się już pracownicy. Byłam zdziwiona póki nie dostrzegłam godziny. Spóźniłam się o prawie pół godziny. Jak to możliwe? Biegłam przez korytarze do mojego gabinetu. Gdy do niego wpadłam, czekała na mnie Miranda – moja szefowa.
- Najmocniej przepraszam za spóźnienie, lecz chyba rozumiesz. Wszędzie są korki. - Czułam się jakby zaraz maiła spotkać mnie śmierć. W końcu nie pierwszy raz nie stawiłam się na czas.
- Ach tak, korki. Jednak gdyby zależało ci na tej pracy pewnie byłabyś bardziej punktualna. - Przemówiła swoim dumnym głosem i stanęła n przeciwko mnie.
- Zależy mi na tej pracy, nawet bardzo.
- To w końcu to okaż. Ostatni raz, zrozumiano? - Skinęłam pokornie głową, zaś Mirand minęła mnie i otworzyła drzwi. - Ciesz się, że klienci są zadowoleni z twojej pracy, inaczej dawno by cię tu nie było. - Po tych słowach zamknęła z trzaskiem drzwi, zaś za ścianą słychać było stukot oddalających się obcasów.
- Wredna jędza.
Zsiadłam za biurkiem. Wczoraj nie dałam rady wykonać papierkowej roboty. Czekało mnie to dziś. Otwierałam po kolei segregatory par, z którymi wczoraj odbyłam spotkania. W odpowiednie rubryki wpisywałam szczegóły, które omawialiśmy. Dłoń odmawiała mi posłuszeństwa, gdy skończyłam. Nie dane mi było odpocząć, gdyż w notatniku widniało nazwisko Roberts. Nie ubłagalnie zbliżała się godzina spotkania z tą parą, która już za parę dni miała odbyć swoja uroczystość. Współpraca z nimi była ciekawa. Przebiegła bez większych przeszkód i konfliktów. Dziś pozostało tylko dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. - Powiedziałam, prostując się w krześle. Ujrzałam młodą parę. Przykleiłam na twarz firmowy uśmiech, po czym podniosłam się z fotela. Mimo wszystko, kocham tą robotę.
Parę godzin później zbliżała się godzina lanczu, a następne spotkanie wypadało dopiero za trzy godziny. Oparłam więc głowę na dłoniach i zamknęłam oczy. Tak bardzo przydałby mi się drzemka. Nawet taka krótka. Czułam jak ogarnia mnie senność, lecz z tego stanu wytrąciło mnie pukanie. Podniosłam się gwałtownie i ujrzałam znaną mi burzę loków.
- O co chodzi Chelsea? - Dziewczyna widząc, że nie jestem w najlepszym nastroju po prostu podała mi plik kartek.
- Miranda chcę byś się tym zajęła.
- Dobrze, możesz iść.
Chelsea opuściła pomieszczenie, a ja po zerknięciu na papiery stwierdziłam, że to dodatkowa robota. Nie ma to jak zrzucać na kogoś innego swoje obowiązki. Gdybym się dziś nie spóźniła możliwe, że udałoby mi się tego uniknąć. Odłożyłam przyniesione materiały i ponownie oparłam głowę na złożonych na blacie biurka rękach. Cisza i spokój i... pukanie. Mój pałający złością wzrok spoczął na Chelsea, która w rękach trzymała kolejny plik kartek.
- To też kazała ci przekazać.
- Po prostu połóż to i wyjdź. - Wycedziłam przez zęby, a spłoszona dziewczyna wykonała w mgnieniu oka obydwa polecenia.
Na czym to ja skończyłam? A tak, cisza i spokój. Powróciłam do poprzedniej pozycji, a moje powieki stawały się coraz cięższe. Nie słyszałam już prawie otaczających mnie dźwięków, gdy nagle rozległo się pukanie i drzwi się otworzyły. Nie podnosiłam wzroku, gdyż spodziewałam się widoku mojej asystentki z kartkami w dłoni.
- Chelsea, do jasnej cholery! Przynieś mi od razu wszystko za jednym razem. Jeśli masz kolejne papiery to po prostu je połóż, wyjdź i daj mi święty spokój! - Powiedziałam podniesionym tonem głosu, lecz w pomieszczeniu rozległ się tylko śmiech. Jednak nie był to głos Chelsea, lecz mężczyzny. Podniosłam się gwałtownie i ujrzałam nikogo innego jak pana Malika we własnej osobie.
- Ktoś tu chyba wstał dziś lewą nogą. - Zamknął za sobą drzwi i zajął miejsce na jednym z foteli.
- Co tutaj robisz?
- Mi również miło cię widzieć. - Po raz pierwszy dzisiejszego dnia kąciki moich ust uniosły się ku górze. - Perrie się zgodziła, by w tamtym miejscu zorganizować całą uroczystość.
- Naprawdę? To świetnie, mogę już zacząć działać.
- Jak na razie zrób sobie przerwę, bo porywam cię na lancz.
- Ale ja nie mogę tak po prostu wyjść. - Byłam zdziwiona jego propozycją. - Nie mogę Zayn, innym razem.
- Możesz, możesz.
Mulat wstał i patrzył na mnie wyczekująco. Pokręciłam głową. Wiedziałam, że się stąd nie ruszę.
- Moja szefowa mi nie pozwoli.
- Gdzie ona teraz jest? - Otworzył drzwi i czekał na odpowiedź.
- W swoim gabinecie na końcu korytarza, ale...
Nie dane mi było dokończyć, gdyż Zayn zniknął za drzwiami. Bałam się co on może zrobić. Chyba nic głupiego. Oby nie poszedł do Mirandy. Co ja gadam! Na pewno tam poszedł. Wybiegłam z pokoju i ujrzałam obydwoje. Miranda stała do mnie tyłem, lecz widziałam twarz Malika. Przelotnie na mnie spojrzał i dalej żywo rozmawiał. Zaczęłam wymachiwać w jego kierunku rękoma, chcąc zwrócić swoją uwagę. Powiedziałam bezgłośne „Przestań”, lecz nie miał takiego zamiaru. W końcu Miranda pokiwała głową i Zayn ruszył w moim kierunku wyraźnie uradowany.
- Co ty wyprawiasz? - syknęłam, gdyż otaczali nas inni pracownicy, a krzyk nie byłby na miejscu.
- Zabieram cię na lancz.
- Mówiłam ci już, że nie mogę.
- Możesz, rozmawiałem z twoją szefową, która powiedziała,m że przerwa ci nie zaszkodzi. - Patrzyłam na niego zaskoczona. Pozwoliła mi? Przecież to niemożliwe po dzisiejszej wpadce.
- Ale...
- Żadnego ale, idziemy.
- Poczekaj, wezmę tylko torebkę. - Szybko chwyciłam potrzebny mi przedmiot, gdy weszłam do gabinetu i ponownie go opuściłam. Szłam w stronę wyjścia z Zaynem. Czułam się dosyć nieswojo, tym bardziej, że czułam na sobie zazdrosne spojrzenia kobiet pracujących w tym miejscu. W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz. Gdy otwierałam usta, by oznajmić, że jedziemy moim samochodem, chłopak mnie uprzedził.
- Nawet o tym nie myśl, jedziemy moim samochodem.
Niechętnie skierowałam się w stronę czarnego BMW. Zasiadłam na miejscu pasażera. Gdy Zayn włożył kluczyk do stacyjki i go przekręcił, spojrzał na mnie.
- Więc gdzie jedziemy? - Spytał, a ja uniosłam brew.
- Przychodzisz do mnie do pracy, mówisz, że zabierasz mnie na lancz i nawet nie zaplanowałeś gdzie pojedziemy?
- No, tak. - Uśmiechnął się, na co pokręciłam z rozbawieniem głową. - Lubisz sushi?
- Uwielbiam.
Bez słowa wyjechał z parkingu, po czym zaczął przemierzać nieznaną mi drogę. W końcu auto zatrzymało się przed Atari – Ya. Jest tu najlepsze sushi w Londynie. Jednak potrzebna była rezerwacja, a miałam pewność, że Zayn jej nie miał.
- To tutaj. - Chłopka wysiadł z samochodu, a ja za nim.
- Wiesz, że potrzebna jest rezerwacja by tutaj zjeść? - Zaśmiał się, wywołując na mojej twarzy skołowanie.
- Jesteś tego pewna?
- Stała w miejscu, gdy Mulat kierował się do wejścia. W końcu gdy zniknął w środku lokalu, uczyniłam to samo. Podszedł do mężczyzny, który sprawdzał rezerwację, a ja wiedziałam, że nie zostaniemy wpuszczeni. Stanęłam za Malikiem i usłyszałam głos.
- Pan Malik, jak miło pana znów widzieć. Stolik dla dwojga? - Nie mogłam w to uwierzyć. Dobra, może i jest rozpoznawalny na całym świecie, ale żeby aż tak? By bez rezerwacji dostać wstęp do takiego miejsca? Moje rozmyślanie, przerwało lekkie pociągnięcie za dłoń. Zayn chwycił mój nadgarstek i prowadził w głąb lokalu. Usiedliśmy przy jednym ze stolików koło dużej szyby.
- Jak to zrobiłeś? - Spytałam, na co posłał mi złośliwy uśmiech.
- Ma się znajomości.
Do naszego stolika podszedł mężczyzna, podając dwie karty dań. Już na początku wiedziałam co zamówię. Padło na Chirashi Zushi. Można było skosztować paru rodzajów, a wszystko było zawarte w jednym daniu. Okazało się, że wybór Zayn był ten sam. Po złożeniu zamówień, zapadła krępująca cisza. Słychać tylko było odgłosy w kuchni lub rozmowy klientów.
- [T.I], wczoraj, gdy rozmawiałem z Perrie o gościach, których zapraszamy, obydwoje zgodziliśmy się byś i ty pojawiła się na tej uroczystości. W końcu to ty ciężko pracujesz i zasługujesz na to.
Po prostu zaniemówiłam. Nigdy jeszcze nie zostałam zaproszona na ślub przez klienta. Czułam się doceniona.
- Wow, nie spodziewałam się tego. Jest mi naprawdę miło i myślę, że przyjmę zaproszenie.
- Cieszę się. - Powiedział z uśmiechem Zayn.
Rozpoczęliśmy rozmowę. Jednak nie na temat uroczystości, lecz życia codziennego. Na stole postawione zostały wyznaczone dania. Chwyciłam w dłoń pałeczki ,którymi posługiwałam się z łatwością, tak jak chłopak. Oczywiście nie obyło się od śmiechu. Zayn opowiadał kawały, które naprawdę mnie bawiły. Dziwiłam się jak Malik potrafi poprawić mi humor. Po niecałej godzinie obydwie deseczki pozostały puste. Oczywiście Zayn uparł się, że on zapłaci, a ja w tej kwestii nie miałam nic do gadania. Po opuszczeniu lokalu, wsiedliśmy do samochodu. Chłopka odwiózł mnie pod budynek firmy.
- Dziękuję za lancz. - Zaczęłam z uśmiechem, gdy odpięłam pas. - Zadzwonię od ciebie i ustalimy termin następnego spotkania. Do zobaczenia.
- Nie zapomniałaś o czymś?
Zmarszczyłam brwi i wtedy chłopka wyciągnął karteczkę i długopis ze schowka, po czym napisał na nije cyfry, które układały się w numer telefonu.
- Nie miałaś mojego numeru.
Uderzyłam się otwartą ręką w czoło i chwyciłam urywek papieru.
- No tak, faktycznie. Dzięki.
- Nie ma sprawy.
Wysiadłam z samochodu, po czym na pożegnanie machnęłam mu ręką. Odwzajemnił gest z tym swoim uroczym uśmiechem. Poczułam jak mój żołądek wywija koziołki. Szłam przez parking, po czym jeszcze raz obróciłam się w jego kierunku. Samochód nadal stał, zaś za szybą dostrzegłam jego twarz wpatrującą się we mnie. Gdy znikałam a drzwiami dopiero usłyszałam dźwięk zapalanego silnika. Szybkim krokiem kierowałam się do mojego gabinetu. Gdy siadłam na fotelu i zajęłam się pracą, uśmiechnęłam się. Teraz i ona stanie się przyjemniejsza. Wystarczy chwila spędzona z nim, a życie nabiera kolorów.

*

Eh, ile to już nie piałam? Osiemnaście dni? Jestem beznadzieja. Pewnie was zawiodłam, ale nie potrafiłam nic wymyślić. Żadna wersja nie przypadała mi do gustu, aż w końcu postarałam się i nabazgrałam oto tą trzecią część imaginu. Nie jest aż taka zła, ale mogłaby by być lepsza. Brak akcji, po prostu nuda.
Teraz coś ważnego! Dziś wyjeżdżam nad morze na tydzień, więc przez kolejne siedem, dni nie będę nic dodawać. Jadę wypocząć i się opalić przede wszystkim. Oczywiście wysyłajcie mi powiadomienia o nowych rozdziałach, bo gdy wrócę to wszystko nadrobię.
I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar ♥Everything About You♥: OMFG! JEST GENIALNA, CO TY PLECIESZ! JEEEJKU, ZAPROSIŁ JĄ NA LUNCH, POTEM NA SWÓJ ŚLUB<KTÓRY MAM NADZIEJĘ, SIĘ NIE ODBĘDZIE, BO ON MUSI BYĆ Z NIĄ, MIMO, ŻE BARDZO LUBIĘ PERRIE XD> NO BARDZO MI SIĘ PODOBA, BARDZO. KOCHAM CIEBIE I WSZYSTKO CO PISZESZ, BO KAŻDY IMAGIN JEST JESZCZE LEPSZY OD POPRZEDNIEGO <333 I UDANEGO WYJAZDU KOCHANA! ♥
  • awatar black.ivy❤: P.S Właśnie sobie uświadomiłam, że marzę o takiej pracy jak główna bohaterka ! ^^
  • awatar black.ivy❤: Nie wiem od czego zacząć. Po pierwsze, może wyrażę swój entuzjazm, kiedy zobaczyłam wiadomość od Ciebie o kolejnej części. AAAAAAAA..! Dobra, to i tak nie wypali. Po drugie...Jezu, zmiłuj się nade mną! Jak tak banalnie prosta czynność, jak przyjście po kobietę do pracy i porwanie jej na lunch, może być tak obrzydliwie romantyczna? Nie rozumiem tego, ale jak dla mnie to spotkanie było strzałem w dziesiątkę! Po trzecie..nawet nie waż się mówić, że wieję nudą, bo jest naprawdę świetny. Najprostsze rzeczy, dają najlepsze efekty. Mnie nie zawiodłaś i nigdy nie zawiedziesz. Pamiętaj, że na Twoje imaginy mogę czekać nawet sto lat :) Cóż mogę dodać? To świetnie, że wyjeżdżasz nad morze. Też przydała by mi się odrobina wypoczynku na innym "terenie", jednak nie w tym roku :( Niestety. Ale życzę Ci udanego wyjazdu i wspaniale spędzonego czasu, moja droga. Mam nadzieję, że wrócisz do nas z mnóstwem nowych pomysłów, na które czekam z niecierpliwością. Baw się dobrze, kochana! Pozdrawiam :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Dziś dziesiąty lipca. Jedna z moich idolek dziś obchodzi swoje urodziny. Jest to mianowicie Perrie Edwards. To jest jej dzień.
Wiem, że nie przeczyta tych życzeń, lecz zawsze mam pewność, że jakoś udało mi się uwiecznić życzenia dla tej osoby, że o niej pamiętałam.
Więc Perrie, nie będę życzyć ci zdrowia, szczęścia czy pieniędzy. Życzę ci byś dalej rozwijała swoją karierę, byś osiągnęła jeszcze wiele w karierze muzycznej jak i życiu prywatnym, byś doskonaliła swój melodyjny głos, byś trwała u boku najlepszych przyjaciół i Zayna, byś nadal pozostała taką ładną, pełną uroku i poczucia humoru osobą. Byś po prostu pozostała sobą i nie zmieniała się. Chciałabym cię zapamiętać taką jaką jesteś, więc pozostań sobą. Życzę ci wszystkiego co najlepsze. Wszystkiego najlepszego Perrie!
 

 

Leżąc na łóżku, zaczęłam rozmyślać. Moje myśli zeszły na tor boysbandu One Direction, a dokładniej na osoby, które ich nie trawią. Coraz częściej spotykam się z określeniami pedał, gej, transwestyta skierowanymi w ich kierunku. I pytam się dlaczego?
To jest tylko piątka chłopaków obdarzona niesamowitymi głosami. Są tacy jak my, lecz udało im się spełnić swoje marzenia. Dlaczego więc nazywacie ich pedałami? Ponieważ dbają o swój wygląd? Ponieważ starają się dobrze wyglądać? Wytłumaczcie mi to, bo naprawdę nie mogę tego pojąć.
Drodzy hejterzy, chcę was uświadomić, że wasz jeden komentarz typu "Gej" sprawia, że ta piątka chłopaków cierpi. Jakbyście poczuli się na ich miejscu. Może i mają miliony fanów, lecz opinia się dla nich liczy. Wasze słowa, komentarze spowodowały zmiany w One Direction. Kiedyś bez żadnego skrępowania byli sobą przed kamerami. Dziś, dorośli, lecz wiem, że w duszy pozostali tymi samymi osobami co na początku. Nie mogą być sobą, bo boją się waszych opinii.
"Zawsze chciałem być osobą, która nie przejmuje się opiniami innych ludzi, lecz wydaje mi się, że nią nie jestem." Właśnie te słowa wypowiedział Harry w jednym z wywiadów. Właśnie wtedy uronił łzę, gdyż podczas przerwy w koncercie przeczytał komentarze na swój temat, które trafiły do jego serca. Zrozumcie, że to boli. "Jeśli trzy osoby mówią, że cię kochają, to nie zastanawiasz się dlaczego cię kochają, po prostu są twoimi fanami, lecz jeśli jedna osoba mówi, że cię nienawidzi to chcę wiedzieć dlaczego mnie nienawidzisz? Co ja takiego ci zrobiłem?". Za każdym razem gdy tego słucham, naprawdę mnie to boli.
Drodzy hejterzy, nie zmuszam was do polubienia boysbandu One Direction, po prostu chcę byście wiedzieli, że zanim kogoś oczernicie, poznajcie się na nim. Nie osądzajcie kogoś pochopnie, bo ta osoba tylko i wyłącznie może przez was cierpieć.

***

Wiem, że to nie jest rozdział, lecz ostatnio często się nad tym zastanawiam i postanowiłam podzielić się z wami moimi myślami. Co o tym sądzicie? Podzielacie moje zdanie czy jest wręcz odwrotnie? Enjoy! XX
  • awatar Love Will Remember .: szczera prawda! To samo jest z Justinem. Hejtują go za to, że udało mu się spełnić marzenia. A oni? Hejterzy siedzą sobie przek kompami, wpierdalając chipsy i krzycząc - " Mamo, co z tą kanapką bo zaraz noc w Minecrafcie! "
  • awatar MouseNika: http://vegasgirl1.pinger.pl/ Zgadzam się z tobą! Przeczytałam całą wypowiedź i teraz wiem, że nie jestem jedyną osobą, która mnie popiera. Dziękuję za to, że wyraziłaś swoje zdanie. Wiem, że mogę na ciebie liczyć XX
  • awatar black.ivy❤: Ale koniec o nim, bo nie chcę żeby zaraz posypały się hejty na mnie, że go obrażam, czego nie robię. Rzecz w tym, że nie ma za co obrażac tych chłopaków. Robią to co kochają i wspierają siebie nawzajem. Jak dla mnie, można się od nich wiele nauczyc. A na koniec, przepraszam za moją obrzydliwie długa wypowiedź. Postaram się poprawic :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 


*Trzy dni później*

Tupałam nerwowo stopą o podłogę w swoim pokoju. Zerknęłam na zegarek chyba trzeci raz w ciągu minuty. Szesnaście minut spóźnienia. Nasz szanowny pan Malik najwidoczniej nie wie co to jest punktualność. Dla mnie czas była na wagę złota, zaś bezczynność była jak grzech. Nie widząc nadal śladów jego obecności, postanowiłam udać się do bufetu. Gdy chciałam otworzyć drzwi, ktoś mnie wyręczył. Machałam bezużytecznie rękoma, lecz upadek był nieuchronny. Moje pośladki zderzyły się z podłogą, wywołując jęk. Spojrzałam ze złością na sprawcę tego wypadku. Napotkałam na sobie spojrzenie ciemnych jak węgielki tęczówek.
- [T.I]! Nic ci nie jest? Przepraszam za spóźnienie i za to ale... - Jego rozpaczliwy monolog przerwał mój śmiech. Kąciki jego ust również niepewnie uniosły się ku górze. Ujrzałam wyciągniętą w moim kierunku dłoń. Podałam mu swoją, a silne szarpnięcie pozwoliło mi stanąć na nogi. Skinęłam głową w jego kierunku, po czym wykonałam obrót i skierowałam się do biurka. Chwyciłam leżącą na nim torebkę i materiały i ponownie stanęłam twarzą w twarz z Zaynem. Gdy opuszczaliśmy pomieszczenie, Mulat otworzył przede mną drzwi jak prawdziwy gentleman co wywołało na mojej twarzy uśmiech. Mało który mężczyzna zdobywa się na taki gest względem kobiety w tych czasach. Brawo panie Malik. W końcu po przejściu prostego holu, windzie i paru zakrętach, naleźliśmy się przed budynkiem firmy. Idąc, grzebałam w swojej torebce w poszukiwaniu kluczy. Gdy trzymałam w dłoniach ów przedmiot od mojego czerwonego land rovera, zauważyłam, że chłopak w dłoni trzyma również klucze, lecz od innego modelu pojazdu.
- Jedziemy moim samochodem. - Powiedziałam stanowczo, kierując się w stronę czerwonego auta.
- Nie, jedziemy moim samochodem. - Odpowiedział Zayn tonem nie znoszącym sprzeciwu. Stawiał kroki w kierunku czarnego BMW, stojącego nieopodal land rovera.
- Nie zachowujmy się jak dzieci, kłócąc się na środku ulicy i pojedźmy moim samochodem.
- Wolę zachować się jak dziecko, niż odpuścić.
I po tych oto słowach rozpoczęła się zacięta wymiana zdań. Ludzie mijali nas, patrząc na kłócącą się dwójkę dorosłych ludzi z ukosa. Nawet dzieci zachowywały się poważniej. Jednak Mulat był uparty jak osioł. Co rusz wymyślał nowe argumenty. Mijały minuty, a chłopak nie zamierzał się ruszyć. Westchnęłam głośno, przymykając powieki.
- Niech ci będzie. - Zrezygnowanym krokiem podeszłam do błyszczącego w słońcu, czarnego pojazdu i zajęłam miejsce pasażera. Zayn z tryumfalnym uśmiechem zasiadł za kierownicą i zapiął pas. Uczyniłam ten sam ruch i wyciągnęłam potrzebne materiały. Chwyciłam jedną z plików kartek i podsunęłam mu ją pod nos. - Najpierw jedziemy tu. - Wskazałam mu adres, który najwidoczniej rozpoznał, gdyż skinął głową. Schludnie schowałam materiały do pojemnej torebki, zaś chłopak w tym czasie ruszył.
Oparłam głowę o szybę, wpatrując się w przestrzeń znajdującą się za nią. Pierwszy raz czułam się nieswojo w obecności klienta. Dotąd nieznane mi uczucie, dawało się ostro we znaki. Usiadłam prosto w fotelu i zerkałam ukradkowo na profil twarzy Zayna. Wyraziste kości policzkowe, parodniowy zarost, kolczyk w uchu, włosy perfekcyjnie ułożone, lecz nie dostrzegałam jednej najistotniejszej rzeczy. Oczu. Tych niesamowicie bursztynowych tęczówek, które gdy patrzyły na ciebie, zaglądały w głąb twojej duszy. Okalał je teraz wachlarz ciemnych rzęs. Wtedy dostrzegłam jak kąciki jego ust unoszą się w górę. Uświadomiłam sobie, że nie kryłam się z wpatrywaniem w jego twarz. Chrząknęłam, chcąc ukryć zmieszanie.
- Mam coś na twarzy? - Spytał rozbawiony, zaś ja czułam jak moje policzki oblewają rumieńce.
Przez resztę drogi nawet nie próbowałam na niego patrzeć. W końcu samochód się zatrzymał. Wysiadłam i patrzyłam na miejsce znajdujące się po drugiej stronie ulicy. Chłopak chwilę później zatrzymał się koło mnie?
- To tutaj? - Spytał wyraźnie zdziwiony. Skinęłam głową i szybkim krokiem zmierzałam w kierunku wejścia. Nie zatrzymywałam się, słysząc kroki Zayna za sobą. Gdy znalazłam się w środku, ujrzałam recepcjonistkę za sporym biurkiem. Jej rude włosy rzucały się w oczy, zaś błękitne oczy zupełnie kontrastowały z jej urodą.
- Dzień dobry, chcielibyśmy obejrzeć posiadłość w sprawie ślubu. - Widocznie się nas spodziewała, gdyż skinęła głową ze zrozumieniem.
- Proszę za mną.
Już chwilę później moje buty stanęły na idealnie przystrzyżonej trawie. Dech już od wejścia zapierał dech w piersiach. Jednak całokształt wyglądał lepiej niż na zdjęciach. Stawiałam kroki przed siebie jak zaczarowana. Nie odrywałam wzroku od spokojnej tafli jeziora. Woda mieniła się wszystkimi możliwymi kolorami, zaś okalające ją naokoło pąki róż, krzewy i drzewa tylko potęgowały wrażenie. Otrząsnęłam się z transu i przeniosłam wzrok na Zayna. Patrzyłam na niego dobre parę sekund z uśmiechem. Jego usta były lekko rozchylone, oczy za to były wpatrzone w to samo miejsce, co ja przed chwilą.
- I jak? - Spytałam, czując dumę, że jednak udało mi się go przekonać do tego miejsca.
- Wow.
Zaśmiałam się, widząc, że przyroda zrobiła na nim ogromne wrażenie. Kroczył w zadumie przed siebie, kierując się stronę pomostu z jasnych, dębowych desek. Ruszyłam za nim, aż w końcu przystanęłam gdy zatrzymał się na skraju. Gdy stanęłam koło niego, ujrzałam nasze odbicia w tafli wody.
- Pięknie tu, prawda? - Spytałam, na co skinął głową. - Spodobałoby się Perrie?
- Właśnie tu jest problem. Dla niej nie liczy się tylko miejsce, lecz również wygoda, luksus, standard. - Wyliczał i wtedy dotarło do mnie, że możemy mieć problem. Skupiłam się na miejscach, które posiadają piękne widoki, lecz na to nie byłam do końca przygotowana. Sama wyraźnie mówiła, że ślub odbędzie się na świeżym powietrzu. No cóż, jakoś przez to przebrnę.
- Na tym terenie znajduje się również sala bankietowa oraz hotel czterogwiazdkowy gdybyście postanowili przedłużyć wesele do rana.
- Skoro tak, to na pewno rozważę tą propozycję.
- No raczej. - Odpowiedziałam ostrym tonem, po czym obydwoje parsknęliśmy śmiechem. - Więc, jedziemy dalej?
- Nie, najpierw coś zjemy. Jestem strasznie głodny.
- Szczerze? Ja też. Podobno mają tu dobre jedzenie.
Znaleźliśmy się w małej restauracji, która również znajdowała się na terenie tego... czegoś. Nie wiem jak do końca było można tu nazwać. Było tu dosłownie wszystko połączone w jedność, więc użyję nazwę posiadłość. W sali zajęliśmy stolik pod oknem, po czym żwawym krokiem podeszła do nas kelnerka. Jej uśmiech sprawiał, że poczułam się szczęśliwsza. Naprawdę nie wiem dlaczego.
- Witam, w czym mogę służyć? - Spytała melodyjnym głosem.
- Może na razie poprosimy o karty dań. - Odpowiedział Zayn, na co skinęłam głową.
Już po chwili wertowałam menu, by wybrać zapiekankę warzywną z kremem szafranowym i do tego zwykłą kawę. Ponownie przy naszym stoliku zawitała owa dziewczyna, jednak tym razem z notesikiem w dłoni.
- Poproszę zapiekankę warzywną z kremem szafranowym oraz kawę. - Zamknęłam kartę dań, odkładając ją na stół.
- Poproszę łososia w cieście francuskim i również kawę.
Kelnerka odeszła, zostawiając nas samych.
- Może powiesz mi coś o sobie? - Jego pytanie wywołało niemałe zaskoczenie. W końcu ja jestem tu w sprawach zawodowych.
- Dlaczego?
- Powinienem wiedzieć kogo zatrudniłem. - Uśmiechnął się, a jego oczy patrzyły wprost w moje.
- Wiesz jak się nazywam, więc nie będę ci się przedstawiać. Mam dwadzieścia pięć lat, pracuję w firmie organizującą wesela od półtora roku, wyp...
- Przepraszam, że ci przerywam, ale mogłabyś powtórzyć ile masz lat, bo chyba źle dosłyszałem. - Powiedział Zayn lekko się przechylając w moją stronę.
- Dwadzieścia sześć lat. - Akcentowałam każdą literę, a na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Zmierzył mnie wzrokiem, kręcąc głową.
- W życiu bym nie pomyślał, że masz tyle lat.
Czułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. Malik jest chyba pierwszą osobą, od której to usłyszałam. Uśmiechnęłam się, po czym postanowiłam kontynuować swoją wypowiedź.
- Na czym to ja skończyłam? Już wiem. Wyprowadziłam się z Sheffield w wieku dziesięciu lat do Londynu. Moi rodzice zginęli w katastrofie lotniczej parę lat temu i od tamtego czasu wychowywała mnie moja babcia. Myślę, że to wystarczy.
- Przykro mi z powodu twoich rodziców. - Skinęłam głową z bladym uśmiechem. Na stole została postawiona kawa. Chwyciłam kubek i zamoczyłam usta w gorącym napoju. - A twój mąż?
Nagle zaczęłam gwałtownie kaszleć. Oczy zaszły mi łzami, zaś ja nadal nie mogłam uwierzyć w wypowiedziane przez niego słowa.
- Mąż? - Spytałam, gdy się uspokoiłam, na co z powagą skinął głową. - Nie wyszłam za mąż.
- Narzeczony?
- Nie, jestem singielką.
Wtedy dostrzegłam na jego twarzy uśmiech, a przynajmniej tak mi się wydawało. Te słowa wywołały u niego radość? Nie, na pewno mi się wydawało.
- Może opowiesz mi o sobie i Perrie? - Spytałam, ponownie upijając łyk kawy. Czekałam z niecierpliwością na zamówienie, które jak na razie nie za widniało na stole. Patrzyłam na Zayna, który najwyraźniej się speszył. - Przepraszam, jeśli nie chcesz nie musisz mówić.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu to dość krępująca historia, o której nikt nie wie. Jednak czuję, że mogę ci zaufać.
Posłałam mu ciepły uśmiech. Czułam w środku ogromną radość. Nie wiem, dlaczego, lecz było to uczucie nie do opisania.
- Byłem z Perrie parą od sześciu miesięcy, lecz czułem, że ten związek dłużej nie ma sensu. To co nas łączyło, już dawno wygasło. Jednak postanowiłem dać nam ostatnią szansę i chciałem spędzić z nią czas na wyspach karaibskich. Na miejscu już pierwszego wieczoru udaliśmy się na imprezę do jednego z popularnych klubów. Był tam barman, który za dobrą dopłatą robił drinki, które jak to ujmował „ pozwalały bawić się lepiej”. Cóż, spróbowałem. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że będę tego żałował do dziś. Faktycznie, czułem się lepiej. Mimo to, gdy obudziłem się rano, nie pamiętałem nic z poprzedniego wieczoru. Wydaje się to być kiepskim scenariuszem z filmu, lecz to prawda. Znajdowałem się w łóżku w naszym apartamencie, zaś głowa bolała mnie niemiłosiernie. Gdy znalazłem się w kuchni, na szyję rzuciła mi się Perrie. Była cała w skowronkach, a ja nie wiedziałem dlaczego. Wtedy podziękowała mi za pierścionek. Nie zrozumiałem o co jej chodzi, póki nie powiedziała mi, że jej się zaręczyłem. Perrie pocałowała mnie i zniknęła w łazience. Zastanawiałem się jak to się mogło wydarzyć. Jednak nie potrafiłem jej uświadomić tego, że byłem pijany i nic nie pamiętam. Nie potrafiłem patrzyć jak cierpi. Mimo, że nie kocham jej tak jak na początku, jest dla mnie jak siostra. Do dziś nie dowiedziała się prawdy. Sam nie wiem co mam robić.
Słuchałam z przejęciem jego słów i nie mogłam w to uwierzyć. To wszystko wydaje się być nierealne. Opadłam na oparcie krzesła i już rozchyliłam usta by to jakoś podsumować, lecz przed nami zostały postawione nasze zamówienia. Gdy kelnerka odeszła, zebrałam myśli.
- Nie spodziewałam się tego. Gdy was ujrzałam w firmie wydawaliście się być zakochani bez końca. Kurde, trudna sprawa.
- Tak, wiem. Teraz tylko jedno pytanie mnie dręczy. Czy to małżeństwo ma sens? - Chwyciłam widelec i włożyłam do ust kawałek zapiekanki. Była wyśmienita, lecz nie potrafiłam się skupić na jedzeniu.
- Nie wiem, Zayn. Naprawdę nie jestem w stanie ci pomóc. To twój wybór.
- Dzięki, że mnie wysłuchałaś. Od razu poczułem ulgę.
- Zawsze do usług. - Uśmiechnęłam się, po czym ponownie skosztowałam mojego dania.
Obydwoje zmęczeni wsiedliśmy do samochodu. Obejrzeliśmy wszystkie oferty, które przygotowałam, jednak Zaynowi chyba najbardziej przypadła do gustu ta pierwsza. Każde miejsce porównywał z tamtym i o ile Perrie się zgodzi, właśnie w tamtym miejscu odbędzie się uroczystość.
Chłopak wyjechał spod parkingu i ruszył w kierunku firmy. Zamknęłam oczy, wygodnie usadawiając się na siedzeniu. Cieszyłam się, że jedziemy w ciszy, gdyż nie miałam siły na rozmowę. Jednak usłyszałam klakson należący do innego pojazdu i zostałam wyrwana z transu. Podskoczyłam na miejscu i wyjrzałam przez szybę. Nawet nie miałam ochoty dowiadywać się o co chodzi. Utkwiłam wzrok na linii horyzontu. Słońce właśnie zachodziło, a niebo przybrało piękną barwę. Uśmiechnęłam się pod nosem i przypomniałam sobie dzieciństwo. Ja i rodzice. Wakacje nad morzem i te wszystkie niezapomniane chwile. Mój ojciec zawsze oblewał mnie zimną, morską wodą znienacka, pomagał lepić zamki z piasku czy nawet grać w piłkę plażową. Moja matka zaś zawsze chroniła mnie przed słońcem, nakładając na mnie tony kremów z filtrem, kupowała mi lody czekoladowe lub robiła ze mną naszyjniki z muszelek. To był najlepszy czas w moim życiu, bo spędzony z nimi. Oddałabym wszystko by ponownie pojawili się przy moim boku. By powiedzieć „Przepraszam” za te wszystkie złe rzeczy, które im wyrządziłam i sprawiły im ból. By powiedzieć „Dziękuję” za to, że byli. By mocno ich przytulić i nie pozwolić im odejść. Westchnęłam głośno i usłyszałam głos Zayna.
- [T.I]! Jesteśmy na miejscu. - Dotarło do mnie, że znajdujemy się przed budynkiem firmy. Pośpiesznie odpięłam pas i chwyciłam torebkę.
- Dziękuję za podwiezienie, porozmawiaj z Perrie, a gdy się zgodzi, daj mi znać. Cześć. - Wysiadłam z pojazdu i jeszcze raz spojrzałam w jego piękne oczy. Kąciki jego ust uniosły się do góry, a jego lewa dłoń wykonała zamaszysty gest w powietrzu. Zamknęłam drzwi i ruszyłam w kierunku mojego czerwonego land rovera. Obejrzałam się jeszcze raz przez ramię, by móc dostrzec jak czarne BMW wyjeżdża z parkingu. Zasiadłam za kierownicą mojego samochodu i ruszyłam do domu. Do mojego przytulnego mieszkanka, w którym będę mogła na spokojnie wszystko przemyśleć. Gdzie zapewne nie zmrużę oka, gdyż moje myśli będą zaprzątnięte przez niego. Przez Zayna.

***

Osiem dni i cholerna złość tylko i wyłącznie na mnie. Mimo wakacji u mnie się sporo dzieje. Dwa spotkania z projektu, opieka nad kuzynką i jeszcze dziś. Znalazłam na swojej nodze kleszcza. Zaczęłam panikować jak to ja, no i do szpitala. Myślałam, że oni mi go po prostu wyciągną i po problemie. Jednak najpierw dostałam znieczulenie (zastrzyk), którym byłam przerażona, bo nie cierpię igieł, a potem dopiero kleszcz został wyjęty. Na szczęście już po wszystkim. Teraz tylko przez pięć dni muszę brać antybiotyk na boreliozę. A to tylko przez jednego kleszcza! Mam nadzieję, że wam się spodoba ta część. Od razu mówię, że to nie koniec ale pewnie się domyślacie. Dziękuję za komentarze, choć zauważyłam, że tracę czytelników. Niepokoi mnie to... I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar black.ivy❤: Zawsze byłam Twoją fanką, ale dzisiaj to się stałam chyba jakąś MEGAFANKĄ. Nie spodziewałam się takie obrotu spraw, związanych z zaręczynami Zayn'a i Perrie. To oznacza, że wszystko jeszcze może się zdarzyć i nasz Malik się nie ożeni. Nie wiem co powinnam jeszcze napisać. Nie będę pisać tego, jak genialna i utalentowana jesteś, bo chyba uwzględniłam to pod prawie każdym imaginem. Uwielbiam Cię, kobieto! Życzę weny i czekam na kolejną część! Pozdrawiam :)
  • awatar arrosa ♥: Świetnie piszesz .:D + zapraszam również do mnie na opowiadanie :D
  • awatar ♥Everything About You♥: omg! omg! omg! faza, faza, faza! ta historia z Perrie, awww! kurna, tego się nie spodziewałam... i te ostatnie słowa w tej częśći, o cholercia *.* to jest magiczne! <333 wiesz co? też nie znoszę igieł, ale ostatnio tyle się tułałam po lekarzach, pobranie krwi i takie tam, że już się chyba uodporniłam xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Opadłam zmęczona na krzesło w "moim" pokoju. Należał do mnie, a przynajmniej o tym świadczyła tabliczka na drzwiach. "[T.I] [T.N] organizacja ślubów". Kochałam swoją pracę i o niej marzyłam od zawsze. Już jako rozbrykana sześciolatka organizowałam "śluby" dla moich koleżanek i kolegów. Dla nich była to zabawa, której już nie pamiętają, lecz dla mnie już wtedy było to powołanie. Parę lat później jako nastolatka wyobrażałam sobie siebie na czele wielkiej firmy. To wszystko wydawało się takie nierealne, lecz marzenia się spełniają, prawda? Każde wyobrażenie sprzed lat stało się rzeczywistością. Jednak ta praca różniła się od moich wyobrażeń. Trzeba było włożyć w nią nie tylko dużo serca, lecz również sił i czasu. Mimo to nie żałuję. Gdybym miała jeszcze raz wybierać, pokierowałabym swoje życie na ten sam tor.
Już myślałam, że na dziś pozostanie mi jedynie papierkowa robota, jednak drzwi się otworzyły. Do pomieszczenia wkroczyła Chelsea - moja zaufana asystentka. Miała osiemnaście lat i iście azjatycką urodę. Jej włosy przypominały kasztanowe sprężynki utrzymane jak zwykle w nieładzie, który dodawał jej uroku, do tego oczy, które były tak czarne, że z trudem dało się odróżnić źrenicę od tęczówki. Oczywiście śnieżnobiały uśmiech i jeszcze ta figura. Zazdrościłam jej urody odkąd się tu pojawiła. Zaczęłam ją podziwiać jeszcze bardziej, gdy pokazała, że jest również inteligentna, ambitna i sumienna. Podała mi z tym swoim firmowym uśmiechem teczkę, po czym opuściła pomieszczenie. Oznaczało to kolejną zakochaną parę. Naokoło mnie aż roi się od szczęśliwych i darzących się wzajemną miłością ludzi, tylko ja jedyna od nich odstaję. Jestem i najwidoczniej pozostanę sama jak palec. Ironia losu?
Szybko zaczęłam wertować pliki kartek. No proszę! Dwie sławne gwiazdy. Będzie to świetna reklama dla firmy. Oczywiście nie brakowało nam zleceń od celebrytów, lecz za każdym razem czułam dumę z tego co osiągnęłam. W takich momentach wiem, że moje wysiłki zostały docenione. Przecież sławne osoby żyją na najwyższym standardzie i tego samego oczekują. Więc po prostu czuję radość, że uważają, że potrafię zapewnić im ten standard. Spojrzałam na wyznaczoną godzinę spotkania. Świetnie! Za parę minut zawitają do mnie nowi klienci. Chelsea naprawdę później nie mogła przynieść mi tych dokumentów. Nim zdążyłam dokładniej zapoznać się z materiałem, rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę. - Powiedziałam na tyle głośno by osoby stojące za drzwiami usłyszały mój głos.
Do moich uszu dotarło skrzypnięcie i wtedy w progu dostrzegłam kobietę i mężczyznę. Od razu rozpoznałam w blondynce Perrie Edwards, zaś w Mulacie Zayna Malika. Posłałam im uśmiech, który odwzajemnili.
- Pani [T.N]? - Spytała dziewczyna miękkim głosem.
- Tak, możecie mówić mi [T.I].
Podniosłam się z krzesło i szybkim krokiem podeszłam do tej dwójki. Uścisnęłam im dłonie, po czym gestem ręki wskazałam na dwa fotele naprzeciwko mojego. Już na początku ustaliliśmy, że mówimy sobie po imieniu. Było mi to na rękę, gdyż lubiłam utrzymywać dobry kontakt z klientami. Denerwowały mnie sztywne wymiany zdań, brak uśmiechów i tylko formalności.
- Więc moglibyście przedstawić mi swoją wizję? - Spytałam, chwytając w dłoń długopis by od czasu do czasu zapisać kluczowe słowa.
- Dobrze. Chcielibyśmy zaprosić na tą uroczystość pięciuset gości. Myśleliśmy o tym by ta oficjalna część nie odbyła się w kościele, lecz w plenerze. Na plaży, nad jeziorem, w ogrodzie. Samo przyjęcie odbyłoby się w sali lub również na otwartej w przestrzeni, najlepiej niedaleko miejsca gdzie zostałoby zawarte małżeństwo. Trzeba przede wszystkim zapewnić porządne wyżywienie i catering. Muzyką zajmiemy się my, z tym nie będzie problemu. Najważniejszy jednak jest brak wstępu dla paparazzi, tylko prywatny fotograf i goście robiący zdjęcia.
Podobała mi się ta wizja. Perrie powiedziała mi czego wymagają i to mi wystarczy. Słowa kluczowe zostały nabazgrane, więc pozostawała jeszcze jedna kwestia.
- Co z budżetem?
- Pieniądze nie graja to roli.
Postawiłam "X" przy napisie budżet po usłyszeniu odpowiedzi Edwards. Nie wydawali się być osobami, którzy są dumni ze swojej sławy i zarabianych pieniędzy. Polubiłam ich.
- Dobrze, dziś już więcej nic nie zdziałam, więc ustalmy termin spotkania. - Szybko przekartkowałam terminy w kalendarzu i odnalazłam jeden, jedyny wolny. - Tak właściwie jaka jest data ślubu?
- Za trzy tygodnie w sobotę.
- Więc nie pozostało nam dużo czasu. Jedyny termin w najbliższym czasie wypada w ten piątek o godzinie dziesiątej. Co wy na to? - Para wymieniła między sobą spojrzenia, gdy nagle Perrie drgnęła.
- Niestety ale nie uda mi się przełożyć wywiadu, na pewno nie ma dostępnego terminu?
- Nie, lecz jeśli spotkamy się później wszystko będzie "na ostatnią chwilę", rozumiecie? - Skinęli głowami, lecz chłopak się zamyślił.
- Ja mam piątek wolny. - Powiedział Zayn. Dziś pierwszy raz się odezwał. Wow, jego głos był zniewalający. - Perrie, nie będziesz miała nic przeciwko jeśli przyjdę sam?
- Oczywiście, że nie. Świetny pomysł! - Odpowiedziała blond włosa bez żadnej urazy.
- Skoro tak, to na piątek przygotuję oferty miejsc, w których mogłaby się odbyć uroczystość. - Podniosłam się z fotela i tak samo uczyniła para. - Na następnym spotkaniu mam nadzieję, że już cię zobaczę. - Uścisnęłam dłoń Edwards z uśmiechem, zaś z jej gardła wydobył się melodyjny śmiech. - Do zobaczenia, Zayn. - Podałam dłoń Malikowi również unosząc kąciki swoich ust ku górze. Skinął głową z lekkim uśmiechem, zaś jego wzrok wywiercał we mnie dziurę. Jego ciemne jak węgielki oczy patrzyły w moje. Puściłam jego dłoń, tym samym uwalniając się od dziwnego uczucia.
Gdy Perrie zniknęła za drzwiami, Zayn odwrócił się w moją stronę. Posłał mi jeszcze jeden uśmiech, który wywołał mrowienie wzdłuż kręgosłupa, po czym opuścił pokój. Opadłam na fotel, myśląc o tej dwójce. Wyglądają jakby byli dla siebie stworzeni. Jednak w nim kryje się coś, co powoduje, że mam ochotę stać się sobą, poznać go bliżej. Zapowiada się ciekawe spotkanie w piątek.

***

PRZEPRASZAM! To po pierwsze, bo te piętnaście dni mnie przerażają i jeszcze raz przepraszam, że ta część jest taka krótka i niefajna ale będzie to imagin paro częściowy i chce was wprowadzić w "temat". Nie gniewajcie się na mnie. Wiem, że wakacje ale mój komputer się zepsuł i pozostał mi jedynie do dyspozycji laptop mamy, przy którym potrafi siedzieć godzinami i miałam do niego ograniczony , a nawet nie miałam dostępu. Więc przepraszam i zapraszam do czytania i komentowania. Następna część pojawi się szybko, obiecuję! I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar Paper Rainbow: NIEFAJNA ? Zartujesz sobie ? Świetnie sie zapowiada ! Nareszcie coś dłuższego ; ) Już się nie mogę doczekać ! Ahhh Zaynn <3
  • awatar ♥Everything About You♥: Jaka niefajna? Jest boska! I wcale się nie gniewam. Na Ciebie? Nigdy♥ Tak więc, pisz kolejną równie boską część. Już się nie mogę doczekać kochana. Mam nadzieję, że faktycznie szybko dodasz, bo Cię uwielbiam ♥
  • awatar black.ivy❤: Brak mi słów! W - O - W! W ostatnim komentarzu powiedziałaś, że jesteś zła, że nie potrafisz pisać tak jak ja, a to JA powinnam być zła, że nie potrafię pisać tak jak TY. Jesteś fenomenalna, kochana! Więcej wiary w siebie! :) Imagin jest cudowny i z bardzo ciekawym pomysłem. Zawsze podobały mi się takie zawody jak organizatorka wesel i gdyby nie moi podcinający mi skrzydła rodzice, może zadziałabym coś w tym kierunku. Może nie wszystko stracone. Nie wiem co jeszcze powinnam dodać do swojej wypowiedzi, ale chce żebyś wiedziała, że Cię ubóstwiam, kobieto! Będę czekać na Twoje imaginy wieczność, bo jesteś ŚWIETNA! Czekam na kolejną cześć z niecierpliwością! Pisz szybciutko! Dodawaj szybciutko! Życzę weny i pozdrawiam ciepło :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

- Przysięgnij, że wrócisz. - Wyszeptałam, hamując napływające mi do oczu łzy. Chłopak przyciągnął mnie do siebie, oplatając swoimi rękoma moją talię. Moja głowa spoczęła w zagłębieniu obojczyka. Broda drgała mi niebezpiecznie. Jego dłoń jeździła po moich plecach, dając przyjemne uczucie bezpieczeństwa. Doniosłość tej sytuacji przerwał natarczywy dźwięk klaksonu. Jego uścisk zelżał.
- Przysięgam.
Jego wargi złożyły delikatny pocałunek na moim czole. Zacisnęłam usta w wąską linię, ponieważ bałam się, że pod wpływem emocji powiem coś, czego później będę żałować. Nasze spojrzenia się spotkały. Serce przepełniał mi ból, gdy musiałam patrzeć w jego piękne niebieskie oczy. Nie widziałam w nich niczego. Zero szczęścia, zero emocji, zero uczuć. Tak bardzo pragnęłam zatrzymać tego uroczego blondyna przy sobie. Po tych wszystkich spędzonych razem nierozłącznie latach, tak po prostu on z dnia na dzień mówi mi słowa, które sprawiają, że moje życie przestaje mieć sens - „Wyprowadzam się do Londynu”. Dlaczego? W pewnym stopniu przyczyniłam się do tego. To ja całymi dniami męczyłam go by spróbował. By wziął udział w tym cholernym X - Factorze. Pewnie sobie myślicie, że jestem egoistką, lecz naprawdę zrobiłabym wszystko by cofnąć czas. Na szczęście czy nieszczęście chłopak wraz zresztą zespołu zajął trzecie miejsce i udało im się podpisać kontrakt jedną z największych wytwórni muzycznych. Patrząc na jego szczęście, na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, mimo że cierpiałam. Zaczęło się od wykręcania się od spotkań, potem unikania i nieodbierania telefonów, a teraz największy cios – przeprowadzka. Z Niallem łączyła nas tylko przyjaźń. Przynajmniej dla niego. A ja? To zupełnie inna historia. Ten chłopak zawrócił mi w głowie i zrobiłabym wszystko by usłyszeć od niego „Kocham cię”. Jednak dobrze wiem, że marzenia się nie spełniają, przynajmniej w moim wypadku. Uścisk Horana całkowicie zelżał. Bawił się nerwowo palcami.
- Żegnaj [T.I]. - Wypowiedział te słowa ledwo słyszalnie, lecz dotarły do moich uszu. Moje serce pękało na milion kawałków, więc jedyne co udało mi się zrobić to skinąć głową. Blondyn odwrócił się na pięcie i zaczął wlec się w kierunku samochodu jego rodziców. Patrzyli na nas zza przyciemnianych szyb, mimo że ich nie widziałam. Blondyn posyłając mi ostatni blady uśmiech, zamknął za sobą drzwi od pojazdu. Mój zaszklony wzrok podążał za oddalającym się autem. Gdy zniknął z pola widzenia, oparłam się plecami o pień stojącej za mną brzozy. Zawsze piękny widok roztaczający się stąd zapierał dech w piersiach, dziś, był niewartościowy. On odjechał, zniknął i zapewne nie wróci.

Dziś mijają trzy lata. Trzy pieprzone lata od kiedy mnie opuściłeś, Niall. Przysięgałeś, że wrócisz. Do tej pory nie dostałam od ciebie żadnej wiadomości, żadnego telefonu, żadnej wizyty. Ty robisz karierę, nie zważając na uczucia najlepszej przyjaciółki, zaś ja nadal czekam na ciebie w Mullingar. Każdego dnia mam nadzieję, że staniesz w progu moich drzwi, oznajmiając, że wróciłeś. Marzenie. Tak jak wspominałam. W moim przypadku marzenia się nie spełniają. Miałam tyle ambicji, tyle planów na przyszłość, lecz właśnie TY, a raczej brak ciebie sprawiły, że wszystko przestało mieć znaczenie. Uniwersytet w Cambridge był niczym w porównaniu z tobą.
Leżę teraz na łóżku, jak każdego dnia, obracając w dłoniach znane zdjęcia. Widzę twój piękny uśmiech i tryskające energią oczy. Jak zwykle słona łza spływa na pościel, na której leżę. Moja głowa przekrzywiła się by móc dostrzec godzinę. Osiemnasta dwanaście. Nadchodzi ten moment. Zwlekłam się z mojego dwuosobowego łóżka, na którym jak do tej pory spoczywała tylko jedna osoba. Nie potrafiłam po twoim wyjeździe znaleźć drugiej połówki, ty nadal zajmowałeś największą część w moim sercu. Powoli schodziłam do kuchni, do której również wchodziła moja matka z pustym kubkiem po gorącej, malinowej herbacie.
- Wybierasz się gdzieś? - Spytała, uważnie przypatrując się moim ruchom. Sięgnęłam po jabłko z półmiska, po czym odgryzłam kawałek z tej najbardziej dorodnej strony. Skinęłam w odpowiedzi głową, przez co w kuchni przez chwilę zapanowała cisza, przerywana jedynie odgłosami meczu dochodzącymi z salonu. - To dziś, prawda?
- Tak.
- Nie uważasz, że czas rozpocząć nowe życie, bez niego? Tak będzie lepiej dla wszystkich. Dobrze wiesz, że on nie wróci...
- On wróci! - Krzyknęłam, jakby przekonując sama siebie, po czym szybko wybiegłam z domu. Przecież on wróci, musi wrócić. Moje nogi kierowały mnie w znanym kierunku. Jeszcze kiedyś przesiadywałam tak każdego dnia z blondynem, wpatrując się w beztrosko w chmury, opowiadając śmieszne historie czy nawet biegając po polanie. Mullingar. Moje rodzinne, piękne miasto. Nie wiem czy dałabym rady się z nim pożegnać. Łączy mnie z nim zbyt dużo wspomnień, od trzech latach, więcej tych złych, lecz rozstanie z nim nie wchodzi jak na razie w grę. Uniosłam głowę w górę. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie. Zawsze urzekał mnie ten widok. Wielka pomarańczowa kula chowająca się za horyzontem oraz mieszanina pastelowych kolorów, perfekcyjnie współgrająca ze sobą na niebie. Niall uwielbiał zachody słońca w Mullingar. Jego imię wypowiedziane w myślach sprawia tyle bólu. Może moja matka ma rację? Może czas zacząć od nowa? Czas pomyśleć o sobie i zapewnić dobra przyszłość? Nawet gdybym chciała, nie potrafię.
Skręciłam w ścieżkę prowadzącą mnie do celu. Otaczała mnie wysoka bujna trawa, w której przeplatały się różnorodne kwiaty. Wtem ujrzałam brzozę. Dla każdego przechodnia jest to zwykłe drzewo, dla mnie obiekt wspomnień. Powoli pokonałam dystans dzielący mnie i roślinę by ujrzeć wyryty na korze napis. Co jakiś czas odnawiałam go by nie poszedł w niepamięć. Mój palec delikatnie dotykał liter i znaków.
- Niall i [T.I], najlepsi przyjaciele na zawsze. - Przeczytałam po cichu, by opanować emocje. Jaki sens mają te dziecinne bazgroły, skoro go tu nie ma. Mówił, że wróci, pisał, że na zawsze, a rzeczywistość okazała się inna. - Okłamałeś mnie, więc dlaczego nadal tęsknię?
- Ponieważ nadal ci zależy na tym d*pku.
Podskoczyłam, słysząc za plecami głos. Nie potrafiłam się odwrócić, bo wiedziałam do kogo należał. Rozpoznałabym go wszędzie.
- Niall? - Odwróciłam się, stając twarzą w twarz z blondynem. Mimowolnie moja dłoń spoczęła na moim policzku, gdyż to wszystko wydawało się być tylko jednym, zbyt pięknym snem. Bałam się, że chłopak jest tylko iluzją, a moja wyobraźnia płata mi figle.
- Dobrze cię widzieć.
Poczułam jakby ktoś mnie spoliczkował. „Dobrze cię widzieć”?! Wystarczyłoby „Tęskniłem”, lecz mogłam się tego spodziewać. Zabrałam dłoń z twarzy Horana, mimo że naprawdę walczyłam ze sobą by nie rzucić się mu w ramiona. Usiałam zachować kamienna twarz.
- Nie wiem czy tak dobrze. - Rzuciłam oschle, przekręcając głowę w bok.
- Nie rozumiem.
- Może cię olśnię? - Ponownie ujrzałam te piękne, niezmienne, niebieskie oczy. - Pojawiasz się tu po trzech latach i stać cię tylko na bezużyteczne „Dobrze cię widzieć”. Myślisz, że to sprawi, że zapomnę o tych wszystkich nieprzespanych nocach, litrach wypłakanych w poduszkę łez i innych rzeczach tylko i wyłącznie spowodowanych twoją osobą? Nie wiem czego tu w ogóle szukasz.
Wiedziałam, że zabolało go każde słowo, lecz patrzyłam na niego z pogardą. Zresztą czego się spodziewał?
- Ja... przepraszam. - Wyszeptał, spuszczając głowę, lecz ja jedynie kpiąco się zaśmiałam.
- Przepraszasz? Zawiodłam się na tobie. Myślałam, że choć odrobinę ci na mnie zależy, lecz widzę, że nie zasługiwałeś na moją przyjaźń.
Te słowa ledwo przeszły mi przez gardło, lecz nie potrafiłam inaczej wyrazić swoich uczuć. Minęłam chłopaka bez słowa, by po prostu znów zniknął z mojego życia, lecz zatrzymały mnie jego słowa.
- Masz rację, nie zasługiwałem na twoją przyjaźń, ani na twoją miłość.
Odwróciłam się z lekko rozchylonymi ustami. Nie potrafiłam wydukać ani jednego słowa. Niall patrzył an mnie ze skruchą.
- Co takiego? - Wyszeptałam, ponownie zmniejszając dzielący nas dystans.
- Kocham cię.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Chciałbym byś wiedziała, że nie byłaś mi obojętna przez te trzy lata. Nie pojawiłem się tu, nie zadzwoniłem, ani nie napisałem, ponieważ gdybym usłyszał twój głos nie potrafiłbym wrócić do Londynu. Nie potrafiłbym cię tu zostawić. Myślałem, że tak będzie lepiej, jednak ucieczka od przeszłości nie pomogła. Codziennie zastanawiałem się jakby wszystko potoczyło się inaczej, gdybym nie wziął udziału w X – Factorze? Może wtedy udało by mi się skraść twoje serce? [T.I], wiem, że moje słowa po tym wszystkim co wycierpiałaś są nieistotne, lecz chciałem byś wiedziała.
Naprawdę nie potrafiłam nic powiedzieć. Te słowa... to zbyt duże zaskoczenie. On przez ten cały czas mnie kochał.
- Nie chcę byś znów przeze mnie cierpiała, więc pragnę byś ty zdecydowała. Powiedz tylko słowo, a ja obiecuję, że postaram się by wszystko było tak jak kiedyś, jednak jeśli nie, to zniknę raz na zawsze z twojego życia. - Słyszałam drżenie jego głosu podczas wypowiadania tych słów. Otworzyłam usta, by z powrotem je zamknąć. A co jeśli znów mnie skrzywdzi? Nie chcę cierpieć. Spuściłam głowę, zamykając oczy. - Rozumiem, więc żegnaj.
Jego załamany głos sprawił nieprzyjemne uczucie w moim sercu. Niall minął mnie w ciszy, po czym jego kroki zaczynały cichnąć. Podjęłam decyzję.
- Niall! - Krzyknęłam, obracając się w kierunku chłopaka. Zatrzymał się, patrząc na mnie z nadzieją. Biegłam w jego kierunku, ile tylko sił mi starczało. Bez namysłu musnęłam usta chłopaka, który odwzajemnił gest. Wtuliłam się w jego tors, mocząc jego łzami koszulkę.
- Nie płacz, proszę.
- Jak mam pohamować łzy szczęścia. - Zaśmiałam się cicho, lecz spoważniałam. - Niall, obiecaj, że już nigdy mnie nie opuścisz i nie skrzywdzisz.
- Nie pozwolę byś cierpiała.
Ponownie musnął moje wargi, przyciągając mnie do siebie. Może jednak marzenia się spełniają?

*

Cześć wszystkim. Dzisiaj fajny dzień, więc też w miarę happy imagin. Poprzednie opinie mnie mile zaskoczyły, dziękuję! Ten imagin z Niallem jak prosiła jedna z czytelniczek, następny będzie z Liamem, a jeśli macie jekieś specjalne życzenia to piszcie. I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar Paper Rainbow: kiedy bedzie nowy ? ; [
  • awatar Paper Rainbow: nareszcie imagin z Niallem ; ) taki wspaniały i szczęśliwy ; ) od razu poprawił mi humor , dziękuję ; *
  • awatar Gleam of hope ♡: To jest świetne! *-* Dodaję do obserwowanych i z wielką niecierpliwością czekam na kolejną notkę. Zapraszam do najnowszej notki. Mam nadzieję, że znajdziesz odrobinę czasu i wpadniesz ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

- Gotowi? - Skinęliśmy jednocześnie głowami, dając tym samym znak Paulowi. Chwyciłem w dłoń mikrofon z zaznaczonym na nim paskiem koloru czerwonego – mojego ulubionego. Reszta zespołu dokonywała poprawek w swoim wyglądzie, ćwiczyła głos lub koiła nerwy. Dobrze być z powrotem w Londynie. Po pół rocznej trasie koncertowej czas na „odpoczynek”. Myśląc odpoczynek mam na myśli koncerty o mniejszym formacie tak jak ten. Chwyciłem jedną z butelek wody, po czym upiłem z niej parę łyków, zaspokajając pragnienie. Oblizałem spierzchnięte wargi, a po chwili poczułem czyjąś dłoń na ramieniu.
- Wszystko w porządku stary? - Posłałem Harremu ciepły uśmiech. - Damy czadu, Louis!
- No ba! - Obydwaj zareagowaliśmy śmiechem, po czym opuściliśmy przytulną garderobę. To uczucie. Stoisz za sceną. Nigdy do końca nie wiesz co cię czeka. Za każdym razem ludzie krzyczący na nasz widok przekazują nam inne emocje. Poprawiłem koszulę i jak zawsze wraz z chłopakami wymieniliśmy się uśmiechami. Głos spikera przerwał ciszę.
- Pięciu chłopaków. Pięć różnych charakterów. Pięć diametralnie różniących się od siebie głosów. Lecz jeden kierunek. Zróbcie trochę krzyku dla One Direction!
Z uśmiechem wbiegliśmy na scenę, a to co ujrzałem zaparło mi dech w piersiach. Tysiące osób skandujących twoje imię. Codziennie budzę się w przekonaniu, że to tylko jeden z tych pięknych i nierealnych snów, lecz z zadumy wyrwało mnie klepnięcie po plecach Liama.
- So tell me girl if every time we... - Moja krótka solówka, a następnie parę sekund na zaczerpnięcie oddechu by móc dać z siebie wszystko podczas refrenu.
- And let me kiss you.
Usłyszeliśmy głośny aplauz widowni, przez co uśmiech sam nasunął mi się na twarz. Kocham to.
Mijały kolejne piosenki. Gdy podczas utworu „Rock Me” przebiegłem na lewe skrzydło sceny mój wzrok spoczął na fanów. Każdy trzymał w dłoniach telefon, plakat lub po prostu wyciągał je w naszą stronę. Ich usta poruszały się oznaczając, że śpiewają wraz z nami. Wtem ujrzałem wpatrzone we mnie zielone tęczówki. Tryskały energią, radością i ciepłem. Zlustrowałem spojrzeniem całą twarz dziewczyny, czując jak serce bije mi szybciej. Była piękna. Zielone oczy, które okalał wachlarz ciemnych rzęs, na policzkach widniały urocze piegi, zaś kąciki jej ust były uniesione ku górze, ukazując najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem. Ideał. Ie mogłem oderwać od niej wzroku, lecz gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, ona tak po prostu spuściła głowę. Nie wiedziałem co się stało w tamtym momencie. Czułem się winny, a zarazem zaintrygowany tą osobą. Niestety koło mnie pojawił się Zayn, co oznaczało, że miałem wrócić na środek. Przechodząc na wyznaczone miejsce z nadzieją spojrzałem na rudowłosą, która była wpatrzona jak w obrazek w Malika. Westchnąłem ciężko, ciągle śpiewając. Kolejne brawa, lecz na mojej twarzy nie ukazał się te sam szczery uśmiech. Po prostu czułem się inaczej, przez nią.
Nadszedł koniec naszego występu, więc też ostatnia piosenka, którą nasz menażer zostawił na deser. Smutna ballada, która skłaniała do refleksji jak i momentu chwilowego ukojenia – Little Things. Na scenie zjawiło się pięć głośników. Zawsze pojawiały się na scenie, gdy mieliśmy wykonać balladę. Zająłem miejsce na ostatnim z nich by móc przez chwilę ją ujrzeć. Udało się. Dojrzałem jej piękne zielone oczy, lecz nie patrzące na mnie.
- Your hand fits in mine, like it's made just for me... - Gdy Zayn rozpoczął swoją solówkę można było usłyszeć pisk. Czasami zastanawiałem się czemu jestem w zespole, patrząc na nich. Utalentowani, przystojni, po prostu zgrywają się w całość. Czuję się jak piąte koło u wozu. Jednak nie chcę, nie mogę porzucić zespołu. Tu już nie chodzi o mnie, chodzi o nich. Są dla mnie jak bracia, to byłby cios. Po za tym kocham to co robię i uważam, że jest to najlepsze co mnie w życiu spotkało.
- And all your little things.
Koniec refrenu, a także mój moment. Mimo wszystko mój wzrok skierował się na nieznajomą. Serce zabiło mi mocniej, gdy ujrzałem skupione na mnie zielone tęczówki.
- You can't go to bed, without a cup of tea... - Mój głos niebezpiecznie drgał z nadmiaru emocji. Jednak wszystko nagle pękło jak mydlana bańka. Rudowłosa spuściła głowę, tym samym zasłaniając swoją twarz okalającymi ją włosami. - Though it's make no sense to me.
Nie słuchałem Stylesa. Jego słowa nie docierały do mnie. Liczyła się tylko ona. Moje serce biło coraz szybciej, gdy na mnie zerknęła, lecz nagle czułem, że się zatrzymuje. Nieznajoma zawróciła, po czym zaczęła przepychać się wśród tłumów fanów, którzy nawet nie myśleli by ustąpić jej z drogi. Patrzyłem ze smutkiem jak zmierza do wyjścia. To moja wina? To wszystko było skomplikowane. Prowadziłem „walkę” pomiędzy umysłem, a sercem. Umysł mówił: „Nie znasz jej. Dlaczego miałbyś walczyć o obcą dziewczynę, która pewnie i tak nie zwróciłaby na ciebie uwagi. Nie warto”. Brzmiało to logicznie i sensownie. Jednak serce szeptało: „Nigdy nie poczułeś niczego takiego i możliwe, że już nigdy nie poczujesz. Jeśli nie zaryzykujesz możesz stracić szansę na prawdziwą i jedyną miłość. Zaufaj mi”. Zacisnąłem trzymany w dłoni mikrofon. Oddalała się coraz bardziej, a ja coraz bardziej nie wiedziałem co mam zrobić. Gdy dziewczynę dzieliło zaledwie parę metrów od wyjścia, stanąłem niepewnie na scenie.
- Przepraszam chłopaki, ale muszę to zrobić. - Ujrzałem ich zdezorientowane miny, lecz nie przerwali mi. Muzyka ucichła, zaś na sali zapanowała kompletna cisza. Widziałem ją dobrze mimo dzielącej nas sporej odległości. Przez to całe zamieszanie, zatrzymała się, próbując wzrokiem przebić się ponad tłumy fanów i dojrzeć mnie. - Wiem, że to głupie i może dziecinne, lecz właśnie tu i teraz uwierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia. - Zszedłem ze sceny i poczułem ulgę widząc, że fani zamiast rzucić się na mnie, po prostu się rozstąpili. Reflektor został skierowany na moją osobę, a ja obrałem kierunek do wyjścia. Nie miałem pewności, że nadal tam stoi po prostu miałem nadzieję. - Wśród wielu pięknych fanek, ujrzałem ją. Wygląda idealnie, jak anioł tylko, że zamiast blond włosów, ujrzałem jeszcze piękniejsze – rude. Zamiast niebieskich oczu, dojrzałem cudowne zielone. Jej policzki zdobią piegi, a uśmiech jest niesamowity. - Zbliżałem się coraz szybciej z sercem bijącym w oszalałym tempie. Z daleka widziałem górną część drzwi, gdzie jeszcze przed chwilą stała ona. Zgromadzeni chyba zrozumieli jaki obrałem kierunek, więc usunęli się z drogi do drzwi. Wtedy ujrzałem ją. Stała oniemiała w miejscu, patrząc na mnie tym wzrokiem. Czułem przyjemne ciepło rozchodzące się po moim ciele. - Może to głupie, ale zakochałem się w niej. Zakochałem się i mam nadzieję, że mimo tego wyznania ta osoba da mi szansę. Chciałbym jej udowodnić jak bardzo mi na niej zależy mimo że jej nie znam. - Stałem na wprost rudowłosej. Na jej twarzy widniał delikatny uśmiech. Odsunąłem mikrofon od ust, czując zdenerwowanie. Czekałem na jej ruch jak pozostali. Wtedy stało się coś czego się nie spodziewałem. Jej usta wpiły się w moje. Mimo zaskoczenia odwzajemniłem gest, oplatając ją rękoma w talii. Jej dłonie wplotły się w moje włosy. Przyciągnąłem ją do siebie, napawając się tą bliskością.
- Głuptasie, nie musiałeś się tak starać. - Jej melodyjny głos spowodował, że moje kolana zmiękły.
- Musiałem, straciłbym wtedy taką dziewczynę.
Zaśmiała się dźwięcznie, ponownie składając na moich ustach słodki pocałunek. W tym czasie tłum zaczął bić brawa. Już nigdy nie zwątpię w żadne przysłowie, lecz szczególnie w to: „Miłość od pierwszego wejrzenia”.

*

Okey, jeden z najkrótszych i najmniej mi się podobających imaginów. Ogółem sam pomysł mi się podoba, lecz gorzej z moją realizacją. Cóż, dziękuję za poprzednie komentarze. Są bardzo, ale to bardzo motywujące! Opinia ogółem należy do was. Teraz pytanie...
Kogo jako głównego bohatera z One Direction byście chciały ujrzeć w następnym imaginie?
I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar Paper Rainbow: jak ci sie moze nie podobac ? jest swietny kocham <3 louis <3
  • awatar black.ivy❤: Co Ty gadasz? Jak to najmniej Ci się podoba? Jest fantastyczny i mega romantyczny. Przekazuję coś, na co większość mężczyzn nigdy nie odważyła by się zrobić. Coś niesamowitego. Naprawdę imagin zawodowy. Kogo? Cóż, ciężka decyzja. Liam? Zayn? Nieważne kogo będzie jego bohaterem, wiem, że będzie wspaniały. Pozdrawiam ciepło i czekam szybko na następny xx
  • awatar ♥Everything About You♥: O ghksjguihsugsuueguygs! Awwww! Genialny i nawet nie waż się myśleć inaczej, jasne?! ♥ Cudowny i taki magiczny, awwwwwww! Kocham te twoje pomysły ; Louis tutaj jaki romantyk, awww *.* O Boże, aaa, fazzzzzza xoxo Hahahahahahahahahahhahaha XD A co do następnego, strasznie chciałabym, żebyś napisała coś z Niallerkiem, bo z tego co pamiętam, o nim nic się jeszcze nie pojawiło xD No ale jak wiesz, to tylko i wyłącznie twoja decyzja ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Z przerażeniem patrzyłem na [T.I]. Grymas bólu na jej twarzy świadczył o cierpieniu. Przez chwilę nie mogłem się ruszyć, lecz wziąłem się w garść i jak najszybciej potrafiłem pobiegłem do naszej sypialni. Chwyciłem przygotowaną od paru miesięcy torbę i wróciłem do dziewczyny. Leżała na kanapie, jej czoło było oblane potem, zaś z oczu wypływały łzy. Bałem się o nią. Wiem, że kobiety podczas porodu odczuwają bolesne skurcze, lecz do tego stopnia? Bez namysłu chwyciłem ją na ręce, po czym wybiegłem z domu. Mojej nodze udało się zamknąć frontowe drzwi. Szybko otworzyłem pojazd, po czym usadziłem [T.I] na miejscu pasażera. Sam obiegłem samochód, by wsiąść na miejsce kierowcy. Zapiąłem jej pas, po czym powtórzyłem czynność. Auto z piskiem opon wyjechało spod naszego domu. Naciskałem na pedał gazu słysząc jej jęki i krzyki. Czułem się bezradny. Nie mogłem jej ani pocieszyć ani pomóc. W moich oczach pojawiły się łzy gdy z jej gardła wydobył się szloch. Najgorsze to usłyszeć jak osoba, którą kochasz cierpi. Zrobisz dla niej wtedy wszystko, nie zważając na siebie.
Udało mi się dojechać przed szpital. Ciężko oddychając wysiadłem, chwyciłem na ramię ciężką torbę, po czym chwyciłem moją ukochaną na ręce. Miała zamknięte oczy i nic nie mówiła. Zemdlała. Widząc to, zacząłem biec w kierunku wejścia, potykając się i trącając ludzi. Wbiegłem do środka, rozglądając się nerwowo. Ujrzałem pielęgniarkę pchającą wózek inwalidzki z starszym mężczyzną. Udało mi się do niej dobiec, mimo że moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa.
- Niech pani mi pomoże. Moja żona rodzi. - Ton mojego głosu był wręcz nieodgadniony.
- Przykro mi, nie mogę panu pomóc.
- Jak to nie może pani?! Do cholery jasnej moja żona rodzi! Po co pani pracuje w tym szpitalu, skoro nie pomaga pani ludziom?! - Przyznam, że możliwe, że zbytnie poniosły mną emocje. W tamtym momencie pielęgniarka szybko zawróciła, by móc zniknąć za jedną z wielu par drzwi. Usłyszałem jęk z ust [T.I]. Ulżyło mi gdy odzyskała przytomność, lecz mój koszmar miał się dopiero zacząć. Wbiła swoje paznokcie w skórę na moich dłoniach. Wtem ujrzałem tą samą niską kobietę wracającą warz z mężczyzną po trzydziestce w białym fartuchu.
- Doktorze, moja żona rodzi.
Zerknął na dziewczynę trzymaną na moich rękach, po czym obrócił się.
- Szybko! Przygotować salę porodową! - Wtedy co najmniej trzy kobiety wybiegły zza drzwi pchając ze sobą nosze. [T.I] została na nich umieszczona, co spowodowało krzyk. Zacisnąłem usta w wąską linię próbując powstrzymać łzy. Chwyciła moją dłoń, kurczowo się jej trzymając. Nosze wraz z nią zaczęły kierować się w stronę wahadłowych drzwi. Musiałem być przy niej, lecz pielęgniarki zatrzymały mnie, mówiąc, że nie mogę tam wejść. Widziałem łzy spływającą po jej policzkach i smutny wzrok utkwiony we mnie. Po moim policzku spłynęła słona kropla przepełniona dosłownie wszystkim. Bólem, bezradnością, złością, uczuciem... Nie mogąc się opanować uderzyłem otwartą dłonią w ścianę. Poczułem jak moja ręka drętwieje, lecz powtarzałem czynność, póki nie zaczęła się sączyć czerwona ciecz. Wtedy coś we mnie pękło. Szlochając, osunąłem się na zimną posadzkę. Czułem się bezradny.
Mój wzrok był utkwiony w ścianie naprzeciwko. Od ponad dwóch godzin nikt nie wychodził, ani nie wchodził tymi drzwiami. Nie wiedziałem co się teraz dzieje z moją żoną. Bałem się o nią. Pamiętam poród Danielle. Liam mówił, że krzyczała „Jedź szybciej!” podczas drogi do szpitala, lecz nie mdlała. Jeśli to coś oznacza? Jeśli coś jest nie tak? A co jeśli coś jej się stanie? Ponownie ukryłem twarz w dłoniach. Wtem z sali wyszła pielęgniarka. Zerwałem się z posadzki, zaś ona skinęła w moim kierunku głową. Przeszedłem przez drzwi by móc znaleźć się w kolejnym holu. Lecz zza jednych zamkniętych drzwi właśnie wyszła pielęgniarka trzymając na rękach małe zawiniątko. Zakryłem dłońmi usta ukrywając tym samym uśmiech. Kobieta kierowała się w moim kierunku.
- Panie Styles, oto pana zdrowy synek.
Wyciągnęła w moim kierunku maleństwo, które ja delikatnie chwyciłem, bojąc się, że jakikolwiek g***towny ruch spowoduje jakiś uszczerbek na jego zdrowiu. Po moim policzku spłynęła łza widząc jego spokojną twarzyczkę. Ten nosek, usta, cała twarz tak bardzo przypominała mi o [T.I]. Wpatrywałem się w mojego synka jak urzeczony. Gdy dowiedzieliśmy się o płci dziecka postanowiliśmy dać mu imię, które nam obojgu od razu nam się nasunęło na myśl – Conor. Ucałowałem delikatnie czubek główki malca. Ujrzałem pod niebieskim kocykiem, którym został owinięty jego małą rączkę. Chwyciłem ją niepewnie, bojąc się ją zgnieść. Ucałowałem ją również, nadal nie mogąc uwierzyć, że w swoich ramionach trzymam mojego syna, naszego syna. W mojej głowie pojawiła się [T.I]. Usiadłem z Conorem na jednym z krzesełek, kołysząc się od przodu, do tyłu i z powrotem. Po paru minutach ciszy ujrzałem doktora, który opuścił salę, ściągając z dłoni rękawiczki. Jego mina była posępna i nie wyrażała pozytywnych emocji.
- Panie doktorze, kiedy będę się mógł z nią zobaczyć? - Spytałem z nadzieją, że odpowie „Teraz”. Jednak mężczyzna położył dłoń na moim ramieniu, niepewnie unosząc kąciki swoich ust ku górze.
- Bardzo mi przykro.
- Nie, to nie może być prawda... - Mój ton głosu stawał się rozpaczliwy.
- Zrobiłem co w mojej mocy, naprawdę mi przykro.
Lekarz minął mnie, a po moich policzkach spływały strumienie łez. Wtedy ujrzałem jak z sali wyjeżdżają nosze. Pielęgniarki zakryły jej bezwładne ciało, przez co moje serce rozpadło się na kawałki.
- [T.I]! Proszę, nie zostawiaj mnie! Kocham cię... - Kobiety posłały mi spojrzenia pełne współczucia, gdy ja z dzieckiem na rękach biegłem za noszami, póki nie znikły w prosektorium. Upadłem na kolana, patrząc zamglonym wzrokiem z powodu płaczu na Conora. Musiałem wziąć się w garść. Wiedziałem, że muszę żyć dal naszego dziecka. Roztrzęsiony podniosłem się z podłogi , po czym chwiejnym krokiem znalazłem się w korytarzu, gdzie dostrzegłem moich najbliższych. Widząc ich z mojego gardła wydobył się szloch. Przytuliłem bliżej serca Conora, jakby pragnąc by była to [T.I]. Nikt nie wiedział co się dzieje, póki nie wydukałem „Ona nie żyje”. Każdy z nas utracił cząstkę siebie, lecz ja straciłem wszystko. Gdy opuszczaliśmy to miejsce w oczy rzuciła mi się ulotka. Bez namysłu chwyciłem ją, tak, by inni nie zauważyli. Bałem się, że to wszystko mnie przerośnie.
Zamknąłem za sobą drzwi od domu, opierając się o nie. Chciałem w tym momencie usłyszeć jej głos z głębi mieszkania i poczuć zapach przygotowywanego posiłku. Jednak zastałem rzeczywistość. Głucha cisza, przerywana szumem wiatru na dworze. Conor smacznie spał, więc po wejściu ułożyłem go do przygotowanego przeze mnie łóżeczka. Rozejrzałem się po pokoju dla naszego synka, w który [T.I] włożyła tak dużo pracy i miłości. Spędzała tu każdy dzień by przenosić różne pluszaki, sprawdzając gdzie będą lepiej wyglądały. Kąciki moich ust uniosły się ku górze. Tak bardzo mi jej brakowało. Widząc jak maluch śpi, skierowałem się do sypialni. Nie zdjąłem ubrań, po prostu opadłem na łóżko. Łzy moczyły poduszkę. Patrzyłem na połowę, na której zawsze spała. Przejechałem po niej dłonią, próbując wyczuć jej obecność. Oczami wyobraźni widziałem jak się do mnie uśmiecha i bawi moimi lokami. Gdy chwyciłem w dłonie jej poduszkę, na której zawsze spoczywała jej głowa, uderzyła do moich nozdrzy woń jej ulubionych perfum. Łkałem coraz głośniej. Łzy przynosiły ulgę, chwilową, lecz ulgę. Płacz nie zaleczy ran i nie przywróci jej do życia.
- Wróć. - Wyszeptałem, po czym poczułem jak ogrania mnie senność.
Płacz dziecka. Zakryłem twarz poduszką, próbując odizolować się od tego drażniącego moje uszy dźwięku. Mimo wszystko słyszałem go dokładnie. Podniosłem się z łóżka i zaspanym wzrokiem wodziłem po pokoju. Stawiałem kroki w kierunku wyjścia z sypialni. Przeszedłem przez pogrążony ciemnością hol, poprawiając niesforne loki. Zapaliłem światło w pokoju Conora. Światło oślepiło mnie przez chwilę, lecz płacz dziecka wyrwał mnie z tego stanu odrętwienia. Stanąłem nad łóżeczkiem patrząc na twarz malucha. Jego płacz sprawiał mi równie wielki ból jak jej. Chwyciłem więc go na ręce, lecz to nie pomogło.
- O co chodzi? - Dziwnie się czułem, pytając niemowlaka o jego stan. Skarciłem się w duchu i pomyślałem co by w tym momencie uczyniła [T.I]. - Może jesteś głodny?
Z nadal płaczącym synkiem na rękach udałem się do kuchni. Okazało się, że nie tak łatwo wykonywać dwie czynności naraz. Przygotowywałem mleko zgodnie z podanym przepisem na opakowaniu. W końcu pokarm był gotowy, nie za ciepły i nie za zimny.
Usiadłem z Conorem na kanapie, po czym ułożyłem go siebie wygodniej. Podałem mu butelkę do buzi, przez co płacz ucichł. Z uśmiechem patrzyłem jak malec je. Gdy butelka została już prawie opróżniona, chłopczyk przestał ssać smoczek. Mimo to w domu panowała błoga cisza. Odłożyłem ją na stół, zaś z maleństwem wróciłem do jego pokoju. Ułożyłem go na dnie łóżeczka, przykrywając kocykiem. Może jednak dam sobie radę?
Rano obudził mnie mój budzik. Godzina ósma, zaś na dziesiątą miałem wywiad. Mimo wszystko czułem niewyspanie. Wczoraj prócz karmienia, wstawałem jeszcze cztery razy. By przewinąć mu pieluszkę, dwa razy by go potrzymać i raz, wstałem z własnej inicjatywy, gdyż nie mógł mnie znużyć sen.
Schowałem twarz w poduszce, chcąc by to wszystko co się wczoraj wydarzyło było tylko snem. Jednak słysząc ponownie płacz dziecka i nie widząc koło siebie [T.I], wiedziałem, że to wszystko to prawda. Mieszkanie było oświetlone przez naturalne promienie słoneczne. Będąc w pokoju Conora, chwyciłem go na ręce. Wtedy rozległ się dzwonek w moim telefonie.
- Zaraz zwariuję! - Krzyknąłem, idąc z dzieckiem na rękach w kierunku sypialni. - Halo?!
- Cześć Harry, mam nadzieję, że cię nie obudziłem.
- Mój syn cię uprzedził. Co jest? - Mogłem się spodziewać, że po drugiej stronie usłyszę głos Paula.
- Bardzo mi przykro, Harry. Wiesz, z powodu [T.I]. - Moje serce ścisnął smutek.
- Dziękuję, wiele to dla znaczy.
- Po za tym gratulację z bycia ojcem. I jeszcze jedno. Nie przychodź dzisiaj na wywiad. Potraktuj to jak urlop.
- Dzięki, przyda się.
Rozłączyłem się, gdyż Conor nie przestawał płakać. Westchnąłem ciężko, kierując się do kuchni. Pewnie znowu był głodny, zresztą tak jak ja. Jednak po przygotowaniu mleka, maluch go nawet nie tknął. Pampers był również czysty. Czułem się skołowany. Wszystko było w normie, więc na czym polegał problem? Mijały minuty, a Conor nadal płakał. Czułem ogarniającą mnie złość.
- [T.I], dlaczego mnie zostawiłaś?! Obiecywałaś mi, że mnie nie opuścisz! Mówiłaś, że dożyjemy osiemdziesiątki i razem będziemy bawić nasze wnuki! Kłamałaś! - Mój syn leżała na kanapie owinięty w koc, gdy ja wyrzucałem z siebie wszystkie złe emocje. To spotęgowało jego płacz. Gdy minęło to co się we mnie dusiło przez tą noc, poczułem pustkę. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, zaś ja sam opadłem na panele w salonie. Ukryłem twarz w dłoniach.
- Wróć, proszę.
Nadal słyszałem płacz, a moje słowa nic nie dawały. Nie daję rady. Podniosłem się i ujrzałem wtedy ulotkę, którą chwyciłem wczoraj w szpitalu. Patrzyłem na napis „Adopcja” coraz bardziej biorąc go pod uwagę. Jednak pod tym skrawkiem papieru ujrzałem inne, zaś na dnie kamerę. To na niej [T.I] nagrywała każdy dzień podczas ciąży. Usiadłem na kanapie koło Conora, który nadal płakał. Włączyłem urządzenie, po czym wszedłem na nagrania. Ujrzałem film z wczoraj. Kliknąłem opcję „Odtwórz”. Na ekranie pojawiła się jej uśmiechnięta twarz. Zaczęła przemawiać kojącym głosem. Do moich oczu napływały łzy. Wtedy zrozumiałem, że nie słyszę płaczu. Spojrzałem na mojego syna i ujrzałem jego niebieskie oczy. Oczy po mamie. Chwyciłem go na ręce, po czym pokazałem mu nagranie. Zero łez, zero szlochu, zero płaczu. Ucałowałem go w czoło, po czym z uśmiechem wpatrywałem się w jego twarz. Ponownie spojrzałem na ulotkę z napisem „Adopcja”. Chwyciłem ją, po czym zgniecioną w kulkę miotłem o ziemię. Jak mogłem o tym w ogóle pomyśleć? Teraz mam już pewność, że wystarczy tylko chcieć i podarować odrobinę miłości drugiej osobie by wszystko zaczęło się układać. Jeśli nie obiecuję tego sobie, to tobie [T.I]. Przysięgam, że dołożę wszelkich starań by wychować naszego syna. I pamiętaj, że na zawsze pozostaniesz w naszych sercach.

*

Wiem, że smutny ale słysząc piosenkę "Nickelback - Lullaby" i widząc ten wzruszający teledysk po prostu musiałam napisać taki imagin. Mimo wszystko mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Pinger szwankuje. Mam nadzieję, że wróci do normy. I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar karolly: o Boże, świetny imagin !! Bardzo smutny Tak dokładnie to opisałaś że poczułam się jak Harry idealnie pasuje do tego teledysku C U D O !!
  • awatar Paper Rainbow: piszesz chyba najlepsze imaginy ! <3
  • awatar black.ivy❤: Tak właśnie myślałam, widząc tytuł imagina. To się zgadza. Jest bardzo smutny. Zarówno teledysk i historia w nim opowiedziana jak i Twoja twórczość. Co nie znaczy, że mi się nie podoba. Podoba mi się i to bardzo. Czekam na następny. Pozdrawiam xxx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Rozbrzmiał dzwonek gdy wraz z brunetką opuściliśmy tutejszy sklep. Godzina szesnasta, lecz mimo to Londyn tętnił życiem. Nastolatkowie zbierali się w swoich ulubionych miejscach i cieszyli się swoją obecnością. Tka było z naszą dwójką. Ja i ona. Nierozłączni od pierwszej klasy podstawówki. Ja – zawsze broniący ją przed innymi i ona – nadająca sens mojemu życiu. Dopełnialiśmy się mimo przeciwieństw. Po opowiedzeniu kolejnego dowc*pu obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. W dłoniach trzymaliśmy alkohol, który stał się naszym przyjacielem. Nie mówię, że jestem uzależniony, lecz z nim zabawa była bardziej interesująca. [T.I] chwyciła zakrętkę od butelki Jacka Danielsa i odkręciła ją w oka mgnieniu. Wzięła głęboki wdech, po czym jakby nigdy nic, na środku chodnika przyłożyła alkohol do ust i upiła parę łyków. Wypuściła głośno powietrze, mrugając parę razy.
- No Zayn, twoja kolej. - Podała mi butelkę, po czym ja powtórzyłem ruch brunetki. Czułem jak fala ciepła rozchodzi się po moim ciele, a alkohol buzował w żyłach. Oddałem jej już widocznie opróżnioną butelkę, czując szczypanie w gardle. Uwielbiałem ten stan. Rozpoczęliśmy naszą prawie codzienną przechadzkę ulicami Wielkiej Brytanii. Butelka stawała się coraz lżejsza, a my coraz bardziej weseli. Nie zwracałem uwagi na spojrzenia ludzi, które wskazywały na pogardę. Wyznawałem zasadę [T.I] – żyję się tylko raz.
Dotarliśmy na plac główny czując się lżej. Alkohol zaczynał działać. Patrzyłem na dziewczynę, z której twarzy nie schodził uśmiech. Była taka piękna. Oczy szare pełne tajemnic, długie kasztanowe włosy, wyjątkowy uśmiech oraz przeurocze piegi. Nie ukrywam, że ta dziewczyna zawróciła mi w głowie. Mimo wszystko czuję, że ona zasługuje na kogoś lepszego. Nagle poczułem szarpnięcie na nadgarstku. Brunetka ciągnęła mnie na sam środek gdzie kręciło się jak zawsze mnóstwo ludzi. Stanęliśmy, zaś ona ku mojemu zdziwieniu zaczęła śpiewać. Patrzyłem jak tańczy w rytm wykonywanego utworu. Parsknąłem śmiechem, lecz [T.I] podeszła do mnie tanecznym krokiem, przez co przyłączyłem się do tego „tańca”. Przechodnie zatrzymywali się by przyjrzeć się szalejącej dwójce nastolatków. Podziwiałem ją za to, że opinie innych miała po prostu w d***e. Dzięki niej nauczyłem się tego samego. Gdy skończyliśmy usłyszeliśmy niemały aplauz. Spletliśmy nasze dłonie kłaniając się w kierunku ludzi. Gdy zamieszanie minęło my jakby nigdy nic, dalej ruszyliśmy przed siebie.
- Gdzie teraz? - Spytałem nadal rozbawiony zaistniałą sytuacją, gdy na horyzoncie dostrzegłem wesołe miasteczko oraz główną trakcję.
- Zawsze chciałam to zrobić! - Krzyknęła brunetka i zaczęła koślawo biec w kierunku atrakcji. Butelka Jacka Danielsa została już opróżniona. Ruszyłem za oddalającą się postacią, która przystanęła przed tym czego się obawiałem.
- Nie namówisz mnie na to. - Kręciłem głową patrząc w górę.
- Idziemy!
Nie mogłem uwierzyć, że dałem się namówić, lecz kto by się nie oparł jej pięknym oczom, które przypominały skrzywdzone dziecko. Platforma podnosił się coraz wyżej i wyżej przez co zbierało mi się na wymioty.
- Nie dam rady. - Dziewczynie właśnie przymocowywali do nogi elastyczną linę.
- No nie mów mi, że ten bad boy Zayn Malik boi się zwykłego skoku na bandżi?
- Przesadziłaś.
Podszedłem do krawędzi by móc zobaczyć wyczyn [T.I]. Bramka została otworzona, a brunetka stanęła na krawędzi. Widziałem, że nie czuła strachu, ponieważ na jej twarzy widniał ogromny uśmiech. Posłała mi zadziorny uśmieszek, po czym uniosła kciuk do góry i z krzykiem oddała się skokowi. Patrzyłem jak opada w dół by po chwili wrócić do góry, lecz nie na tą samą wysokość. W końcu opadła na rozstawiony na podłożu materace i chwiejnym krokiem zeszła z niego. Uniosła obydwa kciuki do góry. Pokręciłem głową, dając zacisnąć na swojej kostce linkę. Podszedłem dok krawędzi, lecz nie poczułem strachu, tylko adrenalinę. Zrobiłem krok i z krzykiem opadłem w dół. Zbliżałem się do materaca, lecz poczułem szarpnięcie, które spowodowało ponowne wzbicie się w górę. Ta czynność została powtórzona parę razy póki nie poczułem jak opadam na bezpieczny grunt. Stanąłem na ziemi chwiejnie i ujrzałem [T.I]. Biła głośne brawa śmiejąc się przy tym.
-To było z***biste! - Krzyknęła, zwracając na siebie uwagę zniesmaczonych ludzi.
- Nienawidzę przyznawać ci racji.
- Idziemy dalej podbijać Londyn! - Z zapałem opuściliśmy wesołe miasteczko i podpierając się nawzajem ruszyliśmy w miejsce, w którym wszystko wydawało się inne. Odizolowane od ludzi, lecz mimo to często uczęszczane. Tory kolejowe. To niesamowite uczucie, gdy czujesz te emocje i wiatr we włosach gdy w ostatniej chwili udaje ci się skoczyć na boczny tor przed rozpędzoną maszyną. Ta granica między życiem, a śmiercią, to jest to. Śpiewając tylko nam znane piosenki kierowaliśmy się w tamto miejsce. Pomarańczowa kula słońca chyliła się ku horyzontowi. Ta pora dnia była mi najbliższa, najlepiej znana. Wtedy dopiero miasto budziło się do życia. Ludzie, wiecznie zapracowani, opuszczali teraz swoje mieszkania by wraz ze znajomymi podbijać te popularne i mniej znane kluby. Pora dnia, w której czuję, że żyję. Najbardziej obawiałem się poranków. Tego potwornego bólu głowy, który towarzyszył ci przez resztę dnia i brak jej obecności przy sobie. Bardzo bym chciał po przebudzeniu ujrzeć twarz i uśmiech, który byłby przeznaczony tylko dla mnie.
Moje rozmyślenia przerwał widok miejsca, do którego zmierzaliśmy. Dokładnie znaliśmy rozkład tutejszych pociągów, więc następny miał minąć ten peron za dokładnie dziewięć minut. Usiedliśmy na skraju wejścia n tory, w ten sposób, by nasze nogi bezwładnie zwisały. Patrzyłem w przestrzeń przed siebie, zaś brunetka oparła swoją głowę na moim ramieniu. Przyjemny dreszcz na chwilę całkowicie mnie sparaliżował. Nie wiem co mną wtedy pokierowało: alkohol czy jej bliskość. Może jedno i drugie? Objąłem ją ramieniem przyciągając do siebie. Nie pamiętam by kiedykolwiek brunetka znajdowała się w tak bliskim kontakcie ze mną. Zawsze utrzymywała dystans, więc nie zdziwiłem się gdy się odsunęła. Mimo to poczułem rozczarowanie. Patrzyła uważnie w moje oczy, jakby próbowała rozszyfrować moje myśli. Wtedy ujrzałem jej kuszące usta i przysunąłem się bliżej. Nie drgnęła, nadal jej szare tęczówki lustrowały moją twarz. Moja prawa dłoń spoczęła na jej policzku, a jeszcze bardziej dodał mi odwagi fakt, że dziewiętnastolatka nadal nie wykonywała żadnych ruchów. Nie chciałem przedłużać tego momentu, więc wpiłem się w jej usta. Odsunąłem się niepewnie czując nerwy. Mimo alkoholu zachowałem jeszcze w miarę trzeźwo myślący umysł. Wtedy [T.I] otworzyła swoje przymknięte powieki.
- Uświadomiłem sobie jedną, lecz bardzo istotną rzecz. Kocham cię. - Wtedy dziewczyna podniosła się, kręcąc głową. Zeskoczyła w dół, ledwo łapiąc równowagę, po czym przeszła na środek torów. - [T.I], co ty robisz?
Niepokoiłem się coraz bardziej, gdyż moich uszu dobiegał znany warkot oznaczający tylko jedno – pociąg. Tym bardziej, że brunetce nie śpieszyło się na zejście z torów.
- Swoje uczucia do mnie potrafisz zawrzeć tylko w dwóch słowach? - Widziałem rozczarowanie w jej smutnych oczach.
- A co mam powiedzieć? Ze ty nauczyłaś mi żyć? Że twój uśmiech jest dla mnie rzeczą, dla której codziennie mam ochotę wstawać? Że twoje oczy, które są pełne radości, powodują, że mimo okropnego nastroju czuję się lepiej? Że tylko ty pozwoliłaś mi się nie przejmować się opinią innych ludzi?
- Dokładnie tak.
Mimo tych słów dziewczyna nadal tkwiła na jednym z pasów, na który właśnie wjeżdżał pociąg. Widziałem światła i przód maszyny. Moje serce biło w oszalałym tempie. Brunetka nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Patrzyła na mnie wyczekująco, gdy mnie zżerały nerwy.
- [T.I], pociąg jedzie!
- Wiem. - Prychnęła śmiechem, a ja nerwowo patrzyłam na pociąg, który był coraz bliżej. Nie mogłem zastanawiać się dłużej. Podniosłem się i prawie upadając wskoczyłem na tory. Pojazd znajdował się paręnaście metrów dalej. Ruszyłem w kierunku dziewczyny. Nie myślałem, po prostu robiłem to, co kazało mi serce. Pchnąłem dziewczynę by mogła uniknąć wypadku. Ja sam przygniotłem ją swoim ciężarem gdy opadliśmy na inny pas. Maszyna minęła nas parę sekund później. Patrzyłem w jej oczy nadal leżąc na torach. Pociąg oddalał się, lecz ja nie mogłem się oderwać od jej tęczówek.
- Jesteś szalona.
- Myślałam, że za to mnie kochasz. - Jej wzrok spoczął na moich ustach. Nim zdążyłem wykonać pierwszy ruch, [T.I] złączyła nasze usta w długim pocałunku.
- Kocham cię, mała.
- Ja ciebie też, duży.
Wybuchnęliśmy śmiechem, który został przerwany namiętnym pocałunkiem.

*

Hej wszystkim. Ostatnio nie dodawałam, bo moje życie przeżyło mały kryzys związany z ocenami. Gdy ujrzałam swoją proponowaną średnią... myślałam, że umrę. Byłam na siebie cholernie zła. Jak mogłam z tak dobrej średniej, tak nisko upaść? Teraz już nic nie nadrobię ale ostatnia, kluczowa, trzecia klasa gimnazjum musi być udana. MUSI. Dobra, koniec moich problemów. Wielkie dziękuję za komentarze, które naprawdę mnie zmotywowały. No i przede wszystkim mimo doła udało mi się napisać myślę, że bardziej wesoły od poprzednich rozdział. Nie jest jakiś specjalnie dobry ale to wy już oceńcie. I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar ♥Everything About You♥: Jezu, boże, jaki wspaniały i szczęśliwy w końcu *.* No kocham cię! A wiesz, że już myślałam, że ten pociąg ją jebnie? Ale na szczęście nieeee, Zayn ją uratował i żyli długo i szczęśliwie, prawda? xD Jeeeej, no napiszę to jeszcze raz, kiocham cię!!!!♥
  • awatar black.ivy❤: wow..spędzić z Nim taki dzień <3 pozostaje jedynie marzyc. co ja mogę powiedzieć? Uwielbiam Twoje imaginy, strasznie fajnie i przyjemnie się je czyta. Może powinnaś zacząć pisać jakieś opowiadanie,co ? Nie no. Tak tylko mówię :) Tak więc imagin wspaniały. Uwielbiam go! Czekam na następny :) Xx
  • awatar My dreams, my stories...: "Kocham cię"- te słowa się wypowiada rzadko, bo trzeba mieć osobę, której się to szczerze wyzna ♥ Beutyfull :* Nie wiem dlaczego nie wyświetla się ten wpis na twoim blogu... i tak jest świetnie. I cenzura się zrobiła na "dowc*pu" o lol :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

mirrrors
 
alejandra18
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Pojedyncza łza zmoczyłam moją czarną koszulę. Twoja kredowobiała twarz nadal wyglądała równie pięknie. Mimo, że wiedziałem, że już nigdy nie ujrzę twoich lazurowych tęczówek ani promiennego uśmiechu. To wszystko bolało. Najbardziej jednak cierpiałem z powodów wyrzutów sumienia. Przymknąłem powieki, a wszystkie wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą.
„Trzymałaś w wyciągniętej dłoni mikrofon. Odtrąciłem go od siebie, kręcąc głową.
- Nie zaśpiewam. - Wzruszyłem ramionami, a dłonie włożyłem w kieszenie spodni. Chciałem się odwrócić, lecz jej delikatna dłoń ścisnęła mój nadgarstek.
- Wiem, że umiesz śpiewać więc nawet nie próbuj chrzanić mi tu głupot. Bierz ten mikrofon i na scenę, ale już! - Jej ton nie znosił sprzeciwu, więc westchnąłem chwytając niechętnie przedmiot, po czym w człapałem się na podest. Spojrzałem na nią błagalnie. Skinęła głową ze zwycięskim uśmieszkiem. Krępowałem się mimo że w auli znajdowała się tylko [T.I] i ja. Najbardziej bałem się przed jej opinią. Zapewne zapomnę dobrze znanych mi słów, lecz postaram się włożyć w to całe serce. Przymknąłem powieki, po czym z moich ust gładko zaczęły wypływać słowa w rytm melodii. Mój wzrok był skierowany na drobną brunetkę siedzącą w pierwszym rzędzie. Zajmowałaś zaledwie połowę siedzenia, lecz mimo to codziennie odmawiałaś sobie słodkości, ponieważ jesteś na diecie. Skupiłem się ponownie na utworze, mimo że rozpraszała mnie twoja osoba. Wtedy postanowiłem zrobić ruch, którego nie byłem pewien. Zszedłem ze sceny, nadal śpiewając. Widziałem jak wstrzymujesz oddech. Kąciki moich ust uniosły się ku górze. Moje stopy zmierzały w twoim kierunku. Serce biło mi coraz szybciej. W końcu odsunąłem od ust mikrofon, a ty stałaś przede mną. Twoje policzki zalały się rumieńcem, zaś oczy wyrażały więcej emocji niż nigdy dotąd.
- [T.I], od dłuższego czasu próbowałem ci to powiedzieć, lecz boję się zniszczyć naszą przyjaźń. Nie postrzegam cię już jako przyjaciółki, lecz jako kogoś więcej. Oczywiście zrozumiem jeśli odrzucisz mnie, nie chcę nalegać, jednak nie mogę tego dłużej dusić w sobie. Gdy na ciebie patrzę moje serce zaczyna bić w oszalałym tempie, nie wiem co się ze mną dzieje, lecz...
- Pocałuj mnie wreszcie. - Odrzekła śmiejąc się, na co ja wziąłem głęboki wdech.
Przybliżyłem się w ten sposób, że ta niewielka szczelina, która nas dzieliła, zniknęła. Oddychałem nierównomiernie, a gdy pochyliłem się, nasze oddechy złączyły się w jedność. Nasze spojrzenia spotkały się jeszcze na chwilę, lecz muśnięciu jej warg, wszystko w około straciło sens. Liczyła się tylko ta chwila i [T.I].”
Na mojej twarzy na parę sekund za widniał uśmiech, który od razu zbladł. Widziałem się niewyraźnie mimo paręnastu centymetrów, które nas dzieliły. Łzy, które napływały mi nieustannie do oczu mgliły mój obraz przed oczami. Tym bardziej, że wspomnienia, które nastąpiły niedługo potem zmieniły moje, nasze życie.
„ - Może jeszcze jest czas by się wycofać? - Zacząłem tchórzyć gdy niedługo miała nastąpić moja kolej.
- O nie, wystąpisz, dasz czadu i wygrasz ten program, zrozumiano? - Czasami naprawdę nie mogłem pojąć jaką ona miała nade mną kontrolę. Mimo wszystko westchnąłem, bo moje protesty nic by nie dały. Czułem ucisk w żołądku spowodowany stresem. Jeszcze tylko dwie osoby i na scenę wkroczę ja. Nie wiem jakim cudem [T.I] udało się mnie namówić na występ w takim show jak X-Factor. Na scenę właśnie wkroczyła dziewczyna, zaś tuż po niej miałem wystąpić ja.
- Boisz się?
- Nie, w ogóle. Nigdy nie czułem się bardziej spokojnie i na luzie. - Rzuciłem z sarkazmem, oddychając głęboko. Przede mną stanęła drobna brunetka karząc mi spojrzeć w jej piękne oczy.
- Ej, słyszysz? - Pokiwałem głową, zamykając oczy. - Wierzę w ciebie. Nigdy nie spotkałam bardziej utalentowanej wokalnie osoby. Nie zapomnisz tekstu, nie zafałszujesz, ani nie pomylisz się, okey? - Ponowne skinięcie głową, lecz bardziej niepewne. - Wiem, że jak wyjdziesz na tą scenę i zaśpiewasz to powalisz wszystkich na kolana. Tak jak to robiłeś zawsze ze mną. Pamiętaj, stoję tu za kulisami i niezależnie od wyniku dla mnie zawsze jesteś zwycięzcą.
- Codziennie zastanawiam się czym ja na ciebie zasłużyłem. To niemożliwe by pokochał mnie ideał. Takiego zwykłego chłopaka.
- Dla mnie zawsze będziesz wyjątkowy. - Wtuliła się we mnie, co spowodowało chwilowe zatrzymanie czasu. Nic się teraz nie liczyło. Odsunąłem się delikatnie, po czym musnąłem jej usta. Oderwaliśmy się od siebie słysząc głos mężczyzny wywołującego moje imię i nazwisko.
- Zayn Malik! O, tutaj jesteś. Wchodzisz na scenę. - Poklepał mnie po ramieniu, po czym nerwy zaczęły powracać. Nasiliły się jeszcze bardziej, gdy po swoim występie wróciła zapłakana dziewczyna. Nie były to łzy szczęścia.
- Trzymam za ciebie kciuki!
Pomachałem na odchodne [T.I], po czym zacząłem zmierzać w kierunku sceny. Zostałem powitany gromkimi oklaskami, co mnie zmotywowało. Zmierzałem w kierunku „X” na środku i tam też się zatrzymałem. Mój wzrok spoczął na czwórce jury. Najbardziej obawiałem się mężczyzny na końcu – Simona Cowella. Był znany z ciętego języka i bezwzględności.
- Witam, jak się nazywasz.
- Nazywam się Zayn. - Odpowiedziałem do mikrofonu, na co zgromadzeni znów zareagowali brawami. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Opowiedz nam coś o sobie, Zayn.
- Przyjechałem tu z Bradford z moją dziewczyną. - Tłum ponownie zaczął piszczeć, przez co przerwałem odpowiedź.
- Dziewczyną? Jak się nazywa?
- [T.I].
- Pozdrawiamy [T.I], lecz teraz przejdźmy do sedna. Co masz zamiar zaśpiewać?
- Piosenkę Ne-yo – Let me love you. - Rozległy się brawa, a następnie ochocze proszę ze strony Simona.
Muzyka dobiegła z głośników, a ja w tym momencie pomyślałem o liczącej na mnie brunetce. Wiedziałem, że zgrywa tylko twardą, bo w środku zżerają ją nerwy. Zacząłem wykonywać utwór jak tylko najlepiej potrafię. Włożyłem w niego wszystkie emocje. Wymagał on wiele starań i ćwiczeń przed występem.
Zakończyłem piosenkę, a po chwili ciszy zgromadzeni wszczęli najgłośniejsze brawa i krzyki odkąd moja noga po stanęła na tej scenie. Uśmiechnąłem się, czując ulgę. Tak jak mówiła [T.I]. Było bezbłędnie, lecz mimo to teraz liczyła się decyzja sędziów. Patrzyłem na ich nieodgadnione wyrazy twarzy, które mówiły cztery razy nie.
- Dobór piosenki był wręcz idealny. Wszedłeś na scenę, dałeś naprawdę dobre show, gratuluję. - Brawa zagłuszyły moje ciche „Dziękuję”.
- Nie spodziewałbym się, że w tobie drzemie taki potencjał. Cieszę się, że mogłam cię wysłuchać. Świetny występ.
- Dziękuję bardzo.
- Wow, na to czekałem. Brak nam takich skromnych wokalistów. - Uśmiechnąłem się ciepło w kierunku jury. Czekały mnie jeszcze tylko słowa Simona, a następnie werdykt.
- Masz w sobie to coś, Zayn. Jednak czy nie jesteś za młody by rozpocząć przygodę taka jak X-Factor?
- Jestem gotowy. Przyszedłem tu by coś osiągnąć.
W ciągu tych paręnastu minut zdążyłem pokochać tą publiczność.
- Gratuluję występu, to było naprawdę dobre. - Kamień spadł mi z serca po usłyszeniu miłych słów z ust tego mężczyzny.
- Więc jaki werdykt? - Spytał Cowell patrząc na sędziów, którzy skinęli porozumiewawczo głowami. - Cztery razy tak, przechodzisz do następnego etapu.
Tłum zaczął szaleć, a emocje, które w tym momencie mną targały były nie do opisania. Nagle na scenę wbiegła [ T.I], która zmierzała w moim kierunku. Uniosłem ją do góry, okręcając na około. Słyszałem jej dźwięczny śmiech tuż przy uchu.
- Mówiłam, że się uda. - Złożyłem na jej ustach długi pocałunek, przez co dało się słyszeć gwizdy i piski. Skinąłem głową w kierunku jury i trzymając się za ręce opuściliśmy scenę.
Siedziałem z brunetką za kulisami nadal nie dowierzając w osiągnięty przed chwilą sukces. Martwiłem się jednak o dzisiejsze eliminacje. W końcu jedna osoba zostanie wykluczona. Moje przeczucie mówiło, że padnie na mnie. Rozmawialiśmy, dopóki casting nie dobiegł końca. Ponownie pojawiłem się na scenę w otoczeniu różnych osób.
- Witam wszystkich, każdy z was posiada ogromny talent i potencjał, lecz musieliśmy podjąć tę decyzję...
- Zaczekaj! - Simon przerwał w połowie wypowiedzi patrząc na mnie oraz na parę innych osób. - Możecie na chwilę udać się na kulisy. - Wszyscy ponownie znaleźliśmy się za sceną, gdzie czekała [ T.I] ze zmarszczonymi brwiami.
- Co się dzieje? - Spytała podchodząc do mnie.
- Chciałbym to wiedzieć.
Nagle rozległ się głos Simona.
- Poprosimy na scenę Liama Payna, Harrego Stylesa, Nialla Horana, Louisa Tomlinsona i Zayna Malika. - Moje serce przyśpieszyło i ze strachem ponownie wkroczyłem na scenę. Stałe już tam czwórka diametralnie różniących się od siebie chłopaków.
- Witajcie panowie. Pewnie myślicie co tu robicie, lecz nie bójcie się, to nie jest koniec waszej przygody w tym programie. - Ogromny kamień spadł mi z serca. Uśmiechnąłem się pod nosem, nadal przysłuc**jąc się Cowellowi. - Wraz z moimi kolegami uznaliśmy, że jako soliści nie macie szansy na zajście wysoko. Jednak jako zespół, tworzylibyście grupę, której szanse automatycznie wzrastają. Więc możecie wybierać. Zostajecie jako zespół lub rezygnujecie i wracacie do swojego dawnego życia. Decyzja należy do was.
Rozejrzałem się po pozostałej czwórce, lecz ja nie miałem zastrzeżeń co do mojej decyzji.
- Zgadzacie się? - Cała nasza piątka skinęła głowami, po czym przeszliśmy za kulisy by lepiej się poznać. W końcu mieliśmy tworzyć zespół...”
Zespół, a następnie również najlepszych przyjaciół. To tylko dzięki [T.I] poznałem chłopaków. Gdyby nie jej natarczywe prośby pewnie miałbym teraz jakąś nędzną pracę i zarabiałbym grosze. Zawdzięczam jej tak wiele, lecz ona przeze mnie tylko cierpiała przez następne miesiące.
„Szykowałem się wraz zresztą zespołu do wejścia na scenę. To już dziś – finał. Nie spodziewałem się, że zajdziemy tak daleko. Oczywiście mimo nerwów nie zabrakło żartów. Gotowy przyjrzałem się w lustrze, po czym ujrzałem czekającą [T.I]. Przez te wszystkie występy nie opuściła mnie ani razu. Wspierała mnie swoją obecnością. Nawet w pół finale przełożyła samolot do Bradford z powodu mojego występu. Z dania na dzień stawała się wspanialsza co chyba nie było możliwe. Nie można przecież udoskonalić ideału. Przytuliliśmy się bez słów. Wiedziała, że każdy występ kosztuje mnie sporo stresu. Złożyłem na jej czole pocałunek, który wyrażał więcej niż tysiąc słów. Mimo, że wszystko było dopracowane do perfekcji ta niepewność zawsze się mnie trzymała.
- Zayn, wszystko będzie dobrze. Powtarzam ci to za każdym razem i za każdym razem mam rację. - Zaśmiała się wdzięcznie, na co ja nie mogłem się oprzeć zawtórowaniu jej. - Cześć chłopcy.
[T.I] poznała resztę zespołu już na początku i od razu nawiązali ze sobą dobry kontakt. Naszą szóstkę połączyła przyjaźń.
- Życzę powodzenia, macie wygrać! - Droczyła się z nimi jak zawsze, lecz to było u niej wspaniałe. Ta pogoda ducha nawet w takich sytuacjach stawała się wręcz zaraźliwa. Koło nas przeszedł mężczyzna, którego widziałem podczas castingu. Za dosłownie parę minut mieliśmy zaśpiewać ostatnią piosenkę w programie zwanym X-Factor. Teraz nie zależy mi na wygranej. Oczywiście, radość była by ogromna gdyby okazało się, że jesteśmy numerem jeden. Jednak to nie jest najważniejsze co udało mi się zyskać podczas tego show. Udało mi się zyskać prawdziwą przyjaźń. Gdy czasy X-Factora miną, my nie porzucimy siebie, lecz wręcz przeciwnie. Już ustaliliśmy, że za wszelką cenę nie możemy dopuścić do rozpadu zespołu.
- Powitajcie zespół, który podbił X-Factor i również serca widzów. Gorące brawa dla One Direction! - Przesłałem jej całusa w powietrzu, po czym weszliśmy na scenę zanim zdążył na nią rzucać blask reflektor. Światła rozbłysły, a my zatraciliśmy się w naszym wspólnym świecie – muzyce.
Piosenka skończyła się głośnymi wiwatami. Ogromną radość, a także rozbawienie wywołały u mnie plakaty trzymane przez niektórych widzów. Stanęliśmy na dobrze znanym „X” wyczekując na werdykt.
- Chłopcy, nawet nie wiecie jak się cieszę, że zaszliście tak daleko. Nie ważne jakie miejsce zajmiecie, osiągnęliście ogromny sukces i nie ukrywam, że dla mnie zawsze będziecie zwycięzcami.
- Czy to możliwe żeby każdy wasz występ był coraz lepszy? Dzisiaj pokazaliście na co was stać i, że nie bez powodu dziś stoicie na tej scenie.
- Widać, że robicie to, co kochacie. Słychać to w waszych utworach, które są przepełnione pozytywnymi emocjami. Gratuluję świetnego występu.
- One Direction... Co mogę dopowiedzieć? Wygrajcie ten program! - Słowa Simona pozytywnie mnie zdziwiły. Widzowie skandowali nazwę zespołu, a my opuściliśmy scenę udając się za kulisy. Rozglądałem się za [T.I], gdy nagle poczułem czyjeś drobne dłonie na moich oczach. Odwróciłem się, a moim oczom ukazała się brunetka. Promieniała radością. Przytuliłem ją mocno do siebie.
- A nie mówiłam!
Zaśmiała się melodyjnie, po czym cała nasza szóstka wyczekiwała na jeszcze jeden występ, a następnie moment największych nerwów – werdykt.
- Mamy już wyniki. - Stałem z chłopakami oraz dwoma innymi finalistami na scenie. Panowała głucha cisza. - Głosy zostały podliczone. Decyzją widzów trzecie miejsce w programie X-Factor zajął, zajęła lub zajęli... - Czułem, że wszyscy zgromadzeni słyszą szybkie bicie mojego serca. Zamknąłem oczy, spuszczając głowę. - Trzecie miejsce zajął zespół One Direction!
Poczułem jednocześnie zawód i szczęście. To, że zaszliśmy tak daleko to sukces. Widzowie bili gromkie brawa, gdy z chłopakami schodziłem ze sceny. Nie słuchałem już reszty wyników. Chciałem znaleźć się przy [T.I]. Podbiegła w moją stronę i wtuliła się w moje ciało mocniej niż nigdy dotąd.
- Przykro mi. - Szepnęła, lecz ja pokręciłem głową.
- Nie masz się czym przejmować. Najważniejsze, że zdobyłem przyjaciół i mam ciebie. - Nasze usta złączyły się w pocałunku, który stawał się coraz bardziej czuły. Odsunęliśmy się od siebie, gdy usłyszeliśmy chrząknięcie. Spodziewałem się, że to któryś z członków zespołu, lecz dostrzegłem Simona. Uśmiechał się do nas na ten swój sposób.
- Gratuluję trzeciego miejsca. - Odpowiedzieliśmy „Dziękuję”, czekając na dalsze słowa Cowella. - Widzę w was ogromny potencjał chłopaki. Wiem, że ta nagroda jest tylko dla zwycięzcy, lecz moje przeczucie mówi mi, że podbijecie branżę muzyczną. Przejdźmy do rzeczy. Chciałbym podpisać z wami kontrakt, a dokładniej z wytwórnią Syco Music. Co wy na to?
Nie mogłem uwierzyć w słowa jednego z największych producentów muzycznych. To była dal nas szansa na odniesienie jeszcze większego sukcesu.
- Zgadzamy się! - Liam wywnioskował to po naszych minach, więc odpowiedział za cały zespół. Do jego ręki została wręczona wizytówka. Mężczyzna pożegnał się i opuścił kulisy. Wtedy z naszych gardeł wydał się krzyk. Skakaliśmy jak opętani i nie obchodziło nas, że inni ludzie patrzą na nas krzywo. Już po chwili udało nam się chociaż chwilowo opanować emocje. Cała nasza szóstka zrobiła takiego „grupowego miśka” co się w następnych latach stało naszym rytuałem.”
Otarłem kolejne łzy, coraz bardziej starając się powstrzymać szloch. Gładziłem twoją twarz delikatnie, bojąc się, że mogę ci zaszkodzić. Radość tych chwilach minęła, a wszystko zaczęło się psuć.
„Dzisiaj miał odbyć się nasz pierwszy koncert. Staliśmy za przygotowaną sceną, a pod nią czekały tysiące ludzi, którzy doceniali naszą muzykę. Makijażystka właśnie kończyła swoją pracę, po czym miała zająć się mną fryzjerka. Kątem oka patrzyłem na resztę zespołu, która... jadła żelki. Mimo tego czasu, który upłynął od zakończenia X-Factora i podpisania kontraktu nadal pozostaliśmy sobą. Nie rozpieszczonymi gwiazdami, które osiadają na laurach. Moje myśli krążyły wokół [T.I]. Dziś doszło do kolejnej kłótni. Dlaczego ona nie potrafi pojąć, że kariera jest dla mnie równie ważna? Położyłem telefon, po czym podniosłem się by poprawić moje nieogarnięte włosy. Żałowałem, że w tym czasie nie zabrałem swojego telefonu. Gdyby nie to, wszystko jeszcze mogłoby się potoczyć inaczej. Gotowi opuściliśmy garderobę, by chwycić w dłoń mikrofony. Na wielkim ekranie rozpoczęło się odliczanie. Tłum zaczął krzyczeć, gdy nasza piątka wkroczyła, a raczej wbiegła na scenę.
Ostatni utwór został wykonany. Patrzyłem na uśmiechnięte twarze fanów. Nie żałowałem ani sekundy tego występu.
- Dziękujemy! Jesteście wspaniali, cześć! - Payne zakończył słowami pożegnania, po czym pomachaliśmy do zgromadzonych i znaleźliśmy się za kulisami. Przybiliśmy piątki, lecz gdy po wejściu do garderoby każde spojrzenie utkwiło we mnie, poczułem, że stało się coś, coś strasznego.
- Zayn, możemy pogadać na osobności? - Paul wskazał na osobne pomieszczenie, na co ja niepewnie skinąłem głową. Mężczyzna zamknął drzwi za nami, a w pokoiku zapanowała niezręczna cisza. - Dostaliśmy już informację na początku koncertu, lecz nie chcieliśmy przerywać twojego występu. Kariera jest dal ciebie przecież taka ważna... - Mężczyzna wyraźnie przeciągał by przejść do sedna. Naprawdę zżerała mnie coraz bardziej niepewność i złość. Podniosłem się z krzesła, na które klapnąłem i stanąłem na wprost rosłego mężczyzny.
- Paul, powiedz co się dzieje.
- Chodzi o [T.I]. - W mojej głowie zaczęły się rodzić najczarniejsze scenariusze. Pokręciłem głową, zaś on skinął. - Przykro mi, ona... ona nie żyje.
- Wszystko na około mnie zaczęło wirować. Z powrotem opadłem na drewniane krzesło, ciężko oddychając. Ukryłem twarz w dłoniach, ponieważ nie chciałem okazywać słabości. Mimo wszystko oczy zaczęły szczypać, a już po paru sekundach łzy spływały po moich policzkach. Paul wyszedł, zostawiając mnie samego ze swoimi myślami. Nasuwało mi się na język tyle pytań, na które nie znałem odpowiedzi. Puściłem więc pomieszczenie, po otarciu łez, lecz mimo to moje oczy były zapuchnięte. Znowu wszystkie spojrzenia utkwiły we mnie. Widziałem w nich współczucie i smutek.
- Jak to się stało? - Wydukałem, lecz najwidoczniej nikt wlał nie odpowiadać na moje pytanie.
- Ona próbowała się od ciebie dodzwonić, gdy przechodziła na pasach i... rozpędzony samochód nie zdążył wyhamować. Bardzo mi przykro. - Znowu Paul zabrał głos, a moje serce pękało z bólu.
- To wszystko moja wina. - Wydukałem przez płacz, po czym opadłem na kanapę. Czułem czyjąś dłoń na ramieniu, lecz nie byłem w stanie nic zrobić. Wszystko straciło swój sens. Bez niej życie to nie to samo...”
Twoje powieki były nadal zamknięte, mimo że miałem nadzieję, że zaraz się otworzą i ujrzę twoje lazurowe tęczówki. Klęczałem przy drewnianej trumnie z twoim ciałem. Wtedy czyjaś dłoń spoczęła na moim ramieniu. Ujrzałem Harrego, który również miał zapuchnięte od płaczu oczy. Skinął głową. Wiedziałem co to oznacza, lecz nie chciałem puszczać twojej bezwładnej dłoni. Mimo wszystko zrobiłem to, po czym podniosłem cię. Wraz z przyjacielem odwróciłem się by wrócić na swoje miejsce, lecz nim to zrobiłem z moich ust wydobyło się „Przepraszam”. Wiedziałem, że nic to nie zmieni, jednak musiałem. Oprócz nas nie pozostał nikt. Skinąłem wdzięcznie głową w kierunku księdza, który pozwolił mi na ten kontakt z nią. Odwróciłem się po raz ostatni i ze łzami w oczach patrzyłem jak trumna się zamyka. Straciłem wszystko.

*

Przepraszam, że znowu smutny ale wczoraj to pisałam. Wczoraj nie miałam nastroju, bo zjadłam coś nieświeżego co wywołało wymioty. Mimo to wyszedł długi i nawet mi się podoba. Czasami jest nie spójny ale ogółem jest okey. Mam nadzieję, że podzielicie moje zdanie. Przepraszam, że nie dodałam wcześniej. Opuściła mnie wena, a parę dni przerwy naprawdę dobrze mi zrobiło. Nie zamęczam was już moimi przeżyciami. I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar Paper Rainbow: znowu smutny , ale jak zwykle genialny ; ) dziękuję, że dodajesz takie piekne wpisy, które mogę czytać ; *
  • awatar black.ivy❤: Wow..jestem pod ogromnym wrażeniem, naprawdę! Żałuję tylko, że wcześniej nie odkryłam Twojego bloga i nie przeczytałam reszty imaginów, ale obiecuję, że gdy znajdę trochę czasu, na pewno nadrobię. Masz talent i podoba mi się sposób jaki piszesz :) Oby tak dalej :) Co do samego imagina, zgadzam się z poprzedniczkami...bardzo smutny. Mam nadzieję, że następny będzie weselszy...chociaż trochę. Czekam na kolejne :)
  • awatar My dreams, my stories...: Ty to piszesz tak realistycznie i każdy szczegół, każde zdanie potrafisz opisać "na 5 linijek" jak prawdziwy Szekspir po prostu ;) Podziwiam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Poprawiałem nadal włosy, mimo że wiedziałem, że stylistki zrobią z nimi co chcą. Patrzyłem w odbicie, opierając się dłońmi o umywalkę. Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy. Kolejny koncert, kolejni zadowoleni ludzie i kolejne niezapomniane emocje. Uśmiechnąłem się na myśl, że po tym wszystko wrócę z powrotem tu – do osób, które kocham. Wiedziałem, że będzie czekała tu na mnie moja wspaniała żona [T.I] z gotowym śniadaniem. Ucałuję mnie w policzek i rozpocznie rozmowę od słów „Koncert się udał?”. Potem gdy będę pił poranną kawą do moich stóp przybiegnie mała [I.T.D]. Odłożę kubek na stół o chwycę ją na ręce, po czym z uśmiechem przytulę. Dziewczynka swoje małe ręce na mojej szyi, po czym szepnie bolesne słowa „Tęskniłam”. Tak, bolały mnie one za każdym razem. Wiedziałem, że przez karierę oddalam się od najbliższych, lecz była to rzecz, w której się spełniałam. Na scenie byłem w stu procentach sobą. Widząc uśmiechających się, płaczących, skandujących nasze imiona i nazwę zespołu oraz trzymających transparenty zazwyczaj z przekomicznymi napisami fanów, wiesz, że to co robisz jest dobre. Potrafimy robiąc to co kochając odmienić ludzi na lepsze. Dziś na szczęście miał nastąpić nasz występ w rodzinnym mieście – Londynie. Cieszyłem się, że szybko wrócę do domu. Opuściłem łazienkę i po sprawdzeniu piętra w poszukiwaniu żony i córki, pojawiłem się na parterze. Dziewczęta siedziały na kanapie w salonie opatulone kocem, mimo temperatury sięgającej powyżej piętnastu stopni na zewnątrz, zaś w mieszkaniu dwudziestu. W dłoniach trzymały gorącą czekoladę z bitą śmietaną, trzema piankami i posypką czekoladową. Ich ulubiony napój na wiosenne wieczory. Na ekranie telewizora leciała jedna z popularnych bajek Disneya, które razem tak bardzo uwielbialiśmy oglądać. Stanąłem w framudze drzwi i dałem o sobie znać znaczącym chrząknięciem. Córeczka poderwała się z kanapy i oplotła rękoma moje nogi. Uniosłem ją do góry, biorąc na ręce. Złożyła na moim policzku słodkiego całusa, po czym pokazała parę mleczaków.
- Tatusiu, wrócisz do nas? - Kolejne nieprzyjemne ukłucie w sercu, które spowodowało momentalne zaszklenie się moich oczu.
- Oczywiście, że tak, skarbie. - Ucałowałem ją w czoło, po czym przytuliłem i wypuściłem z objęć.
Mały szkrab powrócił do przerwanego seansu, zaś z sofy wstała [T.I]. Wyglądała pięknie nawet w szarych, zdecydowanie za luźnych dresowych spodniach, starym podkoszulku i różowych kapciach. Bez słowa przyciągnęła mnie do siebie, kładąc głowę na moim torsie. Objąłem ją w talii i zacząłem kołysać od lewej strony do prawej, a następnie od prawej do lewej.
- Baw się dobrze, Liam. - Zmarszczyłem brwi słysząc, że wypowiada moje imię. Zawsze, naprawdę to już stało się rutyną, że przed występem mówiła do mnie „Skarbie”. Przegoniłem tę myśl, ponieważ uważałem, że panikuję. Niedługo wpadnę w jakąś paranoję.
- Słodkich snów, widzimy się rano. - Ucałowałem ją w czoło, po czym [T.I] wykrzywiła swoje usta w sztucznym uśmiechu. Tak, sztucznym. Wiedziałem kiedy kłamie, kiedy coś ukrywa lub się czegoś boi. Potrafiła to ukryć przed innymi, lecz nie przede mną. Przystanąłem na moment i w skupieniu patrzyłem na jej twarz, która uniosła. Złożyła na moich ustach pocałunek, po czym zaczęła wyswobadzać się z mojego uścisku. Położyła swoją dłoń na moim policzku, westchnęła i niepewnie odwróciła.
- Kocham cię. - Jej słowa poważnie mnie zaniepokoiły, lecz nie wiedziałem czemu tak miłe i czułe dwa wyrazy potrafią namieszać w głowie.
- Miłych snów! - Rzuciłem wychodząc, gdyż na dworze było już ciemno co było spowodowane godziną dziewiętnastą trzydzieści. Na zewnątrz czekała czarna limuzyna z zapalonymi światłami. Mimo, że nie widziałem kto znajduje się za przyciemnionymi szybami, to wiedziałem, że są tam chłopaki. Jeszcze raz zerknąłem na dom i dostrzegłem w oknie salonu moją żonę. Opierała dłoń na szybie, lecz gdy ujrzała utkwiony w niej wzrok zniknęła za firankami. Stałem jeszcze parę sekund w miejscu, lecz nie pojawiła się już. Ocknąłem się, słysząc za sobą dźwięk klaksonu i głosy przyjaciół. Otworzyłem drzwi limuzyny i zająłem miejsce.
- Cześć. - Tyle zdołałem powiedzieć, gdyż zaistniałe przed chwilą sytuację zbiły mnie z tropu. Widać było, że reszta zespołu dostrzegła nagłą zmianę w moim zachowaniu, lecz dziękowałem im za milczenie. Ceniłem w nich to, że nie naciskali, lecz potrafili w swoim czasie dowiedzieć się prawdy. Kierowca ruszył, lecz w głowie miałem cały czas te niepokojące zdarzenia.
Limuzyna zatrzymała się, a ja jako ostatni z sztucznym uśmiechem na twarzy wygramoliłem się z pojazdu. Usłyszałem znajome piski naszych zagorzałych fanów co podniosło mnie na duchu. Mimo, że te krzyki potrafiły czasem doprowadzić do szaleństwa, cieszyłem się, że w ten sposób mogę usłyszeć wsparcie z ich strony. Rozejrzałem się po setkach zgromadzonych dziewczyn za barierkami. Wodziłem wzrokiem po tłumie, gdy dostrzegłem malutką dziewczynkę, przestraszoną najwidoczniej tym zamieszaniem. Nagle po jej policzku spłynęła łza, na co od razu zareagowałem. Podszedłem do barierek, przez co rzucił się na mnie tłum fanów. Odgarnąłem ich dłonie i sięgnąłem po małą osóbkę. Ustawiłem ją na czerwonym dywanie, kucając przy niej. Czułem na sobie flesze, lecz nie przejmowałem się tym.
- Cześć, jak się nazywasz? - Spytałem z uśmiechem dziewczynki, na co ona otarła łzy z policzków.
- Tamitha. - Szepnęła, bawiąc się małymi rączkami.
- Ja mam na imię Liam, gdzie jest twoja mama?
- Przyszłam tu z siostrą, ona was kocha.
- Dobrze, więc gdzie jest twoja siostra?
- Tam. - Tamitha wskazała na tłum dziewczyn, lecz nie dokładnie na jedną osobę.
- Która to twoja siostra?
- Nie widzę jej, zgubiłam się i... boję się. - Wtedy moje serce pękło. Najgorsze to usłyszeć z ust bezbronnego dziecka „Boję się”. Wstałem i podałem jej dłoń, która po paru sekundach namysłu chwyciła. Ruszyliśmy w kierunku wejścia, gdzie czekała na mnie reszta zespołu.
- Kogo my tu mamy? - Lou kucnął przy małej, która zrobiła krok w tył, lecz po chwili powróciła do przodu.
- To jest Tamitha, nie może nigdzie znaleźć swojej siostry.
Już bez zbędnych pytań postanowiliśmy zabrać dziewczynkę za kulisy, po czym pomóc jej w odnalezieniu rodziny. Na początku była skryta i nieśmiała, lecz potem wyzwoliła się z niej energia jak to bywa u sześciolatków. Patrzyłem z bladym uśmiechem jak Tamitha siedzi na ramionach Harrego, a chłopak biega z nią po całej garderobie. Mała śmiała się w najlepsze, tak jak reszta. Jednak ja siedziałem w skórzanym fotelu patrząc na ich wygłupy, jednak myślami będąc przy rodzinie. Poczułem większy niepokój gdy po napisaniu paru wiadomości do [T.I], ona na żadną nie odpisała, ani nie oddzwoniła, jak to miała w zwyczaju. Jednak odpędziłem od siebie te myśli, znowu uważając, że zbytnio panikuje. Nagle do pomieszczenia wpadł Paul informując byśmy udali się do naszych stylistek. Z niechęcią podniosłem się z fotela i posłałem uśmiech wpatrującej się we mnie Tamithie. Dziewczynka pewnie zastanawiała się dlaczego nie uczestniczyłem w tych wygłupach. Bez słowa usiadłem na krześle i pozwoliłem mojej stylistce zająć się fryzurą i make-upem. Gdy gotowy skinąłem głową na efekt pracy, założyłem przygotowane ubranie. Zlustrowałem się w odbiciu i usiadłem na sofie koło małej.
- Dlaczego jesteś smutny? - Tamitha wlepiła we mnie ten swój bursztynowy wzrok, a ja przykleiłem na twarz sztuczny uśmiech.
- Nie jestem smutny, wydaje ci się.
- Dlaczego kłamiesz? - Wtedy mój wyraz twarzy był nieodgadniony. Byłem pod wrażeniem inteligencją zaledwie sześciolatki. Westchnąłem i wbiłem wzrok w ścianę. - Sprawy sercowe?
- Można tak powiedzieć. - Odpowiedziałem, coraz bardziej zdziwiony jej mądrością.
- Nie kochasz jej?
- Oczywiście, że kocham tylko, że dziś była taka... inna. - Dziwiłem się, że otwieram się przed zwykłą małą osóbką, a nie potrafię przed najlepszymi przyjaciółmi.
- Moja siostra miała chłopaka i była z nim szczęśliwa. Niedawno jednak zaczęła zachowywać się inaczej i następnego dnia zerwała z nim. - Wsłuchiwałem się w jej krótką wypowiedź i poczułem strach. Czy to, że [T.I] zachowuje się niepokojąco oznacza, że chce mnie opuścić? Nie, przecież nie może. Przecież mówiła mi, że mnie kocha. Wmawiałem sobie coraz bardziej, że tak się nie stanie, lecz oszukiwałem samego siebie.
- Dziękuję za rozmowę. Wiesz, muszę przyznać, że jak na swój wiek jesteś bardzo mądra.
- Wiem, każdy mi to mówi. - Uśmiechnęła się promiennie i podniosła z kanapy. W tym momencie w głowie pojawił mi się pewien plan. Chwyciłem dłoń Tamithy i obydwoje opuściliśmy garderobę. Za kulisami wytłumaczyłem parę spraw dziewczynce, która posłusznie zgodziła się zostać za nimi dopóki nie dostanie „znaku”. Chwyciłem mój mikrofon i czekałem aż donośny głos zapowie nasz występ. Wtedy wraz z chłopakami wybiegliśmy na scenę rozpoczynając koncert piosenką „Live While We're Young”. Fani śpiewali razem z nami, a nawet głośniej od nas. W tym momencie zapomniałem o wszystkich problemach i dałem się ponieść muzyce. Gdy utwór się skończył wynagrodzono nas gromkimi brawami i okrzykami. Skinąłem reszcie zespołu głową, dając tym tym samym porozumiewawczy sygnał.
- Jak się bawicie?! - Krzyknąłem, na co zareagowałem uśmiechem po usłyszeniu pisków. - Myślę, że świetnie, lecz jest wśród was osoba, która w tym momencie pewnie martwi się o swoją siostrę. Tamitha, chodź do nas. - Na scenę wyszła dziewczynka, która ujęła moją dłoń. - Właścicielkę tego małego szkraba prosimy do nas na scenę. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Młoda zaledwie dziewiętnastoletnia dziewczyna wbiegła na scenę, po czym podbiegła do dziewczynki. Mała rzuciła się siostrze w ramiona, na co uśmiechnąłem się pod nosem. Poczułem tęsknotę za moją małą córeczką. Ujrzałem zapuchnięte oczy dziewiętnastolatki, która wyraźnie była nam wdzięczna.
- Dziękuję! - Krzyknęła i obróciła się by zejść z podestu. Na pożegnanie pomachaliśmy małej Tamithie i rozpoczęliśmy kolejny utwór.
Dwie godziny koncertu minęły w bardzo szybkim tempie. Wykończeni pomachaliśmy zgromadzonym tłumom, po czym przeszliśmy za kulisy. Wiedziałem, że teraz czeka nas jak zawsze spotkanie z osobami posiadającymi bilet VIP oraz after party. Jednak teraz chciałem być przy najbliższych, na co nie zgodziłby się manager. Nie mogłem zawieść zespołu. Nie po to pracujemy tyle lat, bym ja teraz mógł to zepsuć. Po rozdaniu autografów, za pozowaniu do zdjęć i wymienieniu paru zdań z fanami, udałem się wraz z pozostałymi na after party. Sięgnąłem po szklankę coli i podszedłem do okna małej sali. Patrzyłem w gwieździste niebo i zastanawiałem się czy słusznie robię będąc teraz w tym miejscu. Jedna strona mówiła mi „Tak”, ale druga zdecydowane „Nie”. Jednak dałem pochłonąć się zabawie, nie wiedząc jakie czekają mnie tego konsekwencję.
Z uśmiechem wracałem z powrotem do domu. Myślałem o tym jak będę mógł spokojnie przytulić te dwie kobiety, które kocham ponad życie. W końcu limuzyna zatrzymała się przed domem, a ja po krótkim pożegnaniu opuściłem pojazd. Wziąłem głęboki oddech i szybciej niż zazwyczaj znalazłem się przed drzwiami. Wyciągnąłem klucze i nie wiem czemu, ale drżącymi rękoma otworzyłem je.
- Wróciłem! - Rzuciłem wesoło i zamknąłem za sobą drzwi. W domu panowała głucha cisza. Nadal uśmiechnięty stanąłem w drzwiach kuchni. Nie ujrzałem ani uśmiechniętej [T.I] ani mojej córki. Jakby nikt tu nigdy nie mieszkał. W salonie panowała zupełnie ta sama cisza. Z niepokojem biegałem po domu, zaglądając we wszystkie miejsca. Dopiero w sypialni nie dostrzegłem rzeczy [T.I]. Oddychając ciężko dostrzegłem skrawek papieru na łóżku. Chwyciłem go w dłoń i od razu rozpoznałem pismo mojej żony. Zacząłem czytać...
„Liamie,
Wiem, że zapewne zastanawiasz się gdzie się teraz znajdujemy, lecz nie masz się o co martwić. Postanowiłam wraz z naszą córką rozpocząć nowe życie. Dlaczego? Nigdy nie protestowałam, nie odzywałam się ani nie robiłam kłótni, ponieważ wiedziałam, że muzyka to jest to, co kochasz. Czasami zdawałam sobie sprawę, że wybierałeś karierę niż najbliższych. Nie chcę dłużej prowadzić takiego życia, to nie miałoby sensu. Nie mogłam dłużej patrzeć na naszą kochaną córkę. W nocy mówiła przez sen twoje imię, po czym płakała. Gdy byłeś w trasie, potrafiła parę razy w ciągu dnia pytać „Gdzie jest tatuś? Lub „Kiedy wróci?”. Nie chciałam by wychowywał ją ojciec, dla którego ceniły się bardziej marzenia niż najbliżsi. Pomyślałeś też czasem o mnie? Przebywasz podczas wyjazdów z pięknymi modelkami i celebrytkami, a ja mam tak po prostu siedzieć w domu i udawać, że nic się nie dzieje. Wierzyłam ci, gdy mówiłeś, że te twoje romanse to tylko plotki, lecz zaczynałam mieć wątpliwości. Zawsze byłam ci wierna, Liam. Dobrze wiedziałeś, że życie w ciągłej niepewności i pośpiechu jest nie dla mnie. Tłumaczyłam ci to na początku naszego związku. Mówiłeś, że to wszystko się zmieni i zmieniło się – na gorsze. Nie chcę więcej cierpieć. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz, zawsze tobie wierna [T.I]”
Łzy spływały po moich policzkach, by zaznaczyć się na tej kartce papieru. Odłożyłem ją i ukryłem twarz w dłoniach. Karciłem się w myślach za moje zachowanie na przeciągu lat. Dotarło do mnie, że ją zaniedbywałem, nie mówiąc już o mojej córeczce. Patrzyłem w dywan, szlochając. Nie wiedziałem co teraz mam zrobić. Moje życie przestało mieć sens bez tych dwóch wspaniałych osób. Jednak nie mogłem się poddać, to było największą oznaką tchórzostwa. Najwidoczniej nie zasługiwałem na te oto osoby. Musze iść dalej prze życie, lecz sam.

*

Przepraszam, że te imaginy takie smutne ale jakoś nie mam weny na wesołe. Oby i taki wam się spodobał. Powiem tak, mógłby być lepszy ale beznadziejny też nie jest. Dziękuję za poprzednie komentarze. I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar arrosa ♥: Ale smutny ; ( + Dodaję do obserwowanych .:D I również zapraszam do mnie :P
  • awatar I can do something for you ♥: no no no jest taki taki , no wierz taki -taki sad ! ale tak czy siak boski !
  • awatar Paper Rainbow: smutny , ale i tak go kocham ; ) pierwszy z liamem , mam nadzieję , że nie ostatni ; ) ja bym nie odeszła od liama ; p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Patrzyłem na kupiony przed chwilą bukiet bordowych róż i zastanawiałem się czy podjąłem słuszną decyzję. Minęły dwa długie lata, które przez ten czas mogły ulec diametralnej zmianie. Jednak uczucie do niej nie wygasło. Zrozumiałem, że wtedy popełniłem błąd, zostawiając ją z tym natłokiem problemów. Bałem się, że mnie przerosną. Tak po prostu, bez słowa, z dnia na dzień, rozpocząłem nowe życie. Nowe, nie znaczy, że lepsze. Bez niej straciło ono swój dawny urok. Dni mijały, lecz nie przynosiły tej radości. Niepewnie ruszyłem w kierunku jej obecnego adresu mieszkania, który zdołałem wyciągnąć od mojego znajomego. W drodze myślałem o największym błędzie mojego życia. Już następnego dnia po opuszczeniu jej, poczułem wyrzuty sumienia. Jednak powinna mnie zrozumieć... Nie! To czego się dopuściłem było nie do pomyślenia.
„ - Harry, usiądź proszę. - Jej zawsze pełen optymizmu głos był zmieniony.
Wykonałem bez słowa jej polecenie i wyczekiwałem na dalszy rozwój wydarzeń. Przez parę minut [T.I] krążyła bez celu po sypialni, lecz w końcu drgnęła, zatrzymując się przede mną. Splotła razem dłonie i delikatnie zajęła miejsce koło mnie. Mój wzrok utkwiony był w jej twarzy. Próbowałem z niej wyczytać jakąkolwiek informację, lecz bez rezultatów. W końcu dziewczyna wzięła głęboki wdech i spuściła głowę.
- Jest pewna sprawa, o której musisz wiedzieć. Wiem, że to nie będzie łatwe, lecz nasza miłość przetrwa wszystko, prawda? - Ujrzałem jej zaszklone oczy, które skierowały się na mnie. Widziałem w nich nadzieję, więc pewnie skinąłem głową, ujmując jej roztrzęsioną dłoń. - Harry, jestem w ciąży.
Mój uścisk na jej ręce się rozluźnił, zaś wszystko zawirowało. Podniosłem się, słysząc jej szloch za sobą. Stałem na środku sypialni, a to wszystko mnie przytłoczyło. Przeczesałem dłońmi loki i poczułem silną chęć utopienia tego wszystkiego w alkoholu. Ruszyłem w kierunku drzwi.
- Harry, nie odchodź. Potrzebuję cię, dziecko cię potrzebuję. Dobrze wiesz, że nie dam sobie bez ciebie rady. Harry... - Mimo tych słów szybko przemierzyłem jej dom i zniknąłem po raz ostatni za frontowymi drzwiami mieszkania...”
Miałem wtedy zaledwie osiemnaście lat. W głowie miałem tylko dziewczyny, dobrą zabawę i korzystanie z życia. Wyobrażacie sobie bym mógł zostać ojcem? Wtedy nie, lecz dotarło do mnie, że pozostawiłem dziewczynę, którą kocham i to z moim dzieckiem. Myślałem, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach, lecz prawdziwe życie potrafi przynieść o wiele gorsze problemy. Poznałem okolicę, w której się znalazłem. Nieopodal znajdował się jej dom, nowy dom. Najgorsze jednak było to, jak ona zareaguje na moją obecność po tych dwóch nieusprawiedliwionych latach. Nie mogłem przecież stanąć z nią prosto w twarz i powiedzieć „Cześć”. Dobrze wiem, że ono nic nie zmieni. Wątpię by w ogóle jakieś moje słowa cokolwiek zmieniły w naszych stosunkach. Jednak czułem obawę przed zobaczeniem naszego dziecka. Ma już przecież dwa lata. Przed oczami stanął mi obraz najpierw pięknej dziewczynki, zaś później uroczego chłopczyka. Najgorsza w tym wszystkim była niepewność. Wiedziałem, że każdy scenariusz rozmowy, którą ustalałem w drodze nie okaże się tym właściwym. Mijałem domy, na każdym widniał inny numer. Dwadzieścia jeden, dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy... Zerknąłem na podany adres i miałem pewność, że trafiłem. Biały dom jak z bajki, o takim właśnie zawsze marzyła. Wysoki płot sięgający trochę poniżej mojej klatki piersiowej. Przełknąłem gulę w gardle, gdy w ogrodzie dostrzegłem ją. Uśmiechnąłem się na widok jej pięknej twarzy, która mimo upływu dwóch lat nie zmieniła się. Jej długie włosy na końcówkach przybrały teraz odcień blondu. Jednak jej styl ubierania zmienił się. Z dziewczęcego w kobiecy i poważny. Mimo wszystko zawsze dostrzegałem w niej nutę nastolatki. Nagle dostrzegłem również inną osobę. Moje serce przyśpieszyło jeszcze bardziej widząc małego chłopczyka, który chodził tuż przed jego matką. Dostrzegłem an jego głowie bujne, kasztanowe loki oraz przenikliwe zielone oczy. Był tak bardzo podobny do mnie co jeszcze bardziej ścisnęło moje serce. Rozchyliłem usta by w jakikolwiek sposób dać znak o swoim istnieniu, lecz zamknąłem je z powrotem widząc mężczyznę wychodzącego z domu. Był w moim wieku, najwyżej rok starszy. Moje serce zatrzymało się gdy objął [T.I] od tyłu i złożył na jej policzku pocałunek. Moje oczy zaczęły niebezpiecznie szczypać. Stałem i przypatrywałem się tej radosnej rodzinnej scence. Zdjąłem zakrywające moje oczy okulary, a po moim policzku spłynęła słona łza. Bukiet róż upadł na ziemię, po czym wzrok [T.I] utkwił we mnie. Zmarła, a na jej twarzy dostrzegłem ból i... uczucie? Nie byłem zdolny do myślenia, gdy moje serce pękało na miliony małych kawałeczków, które nigdy nie ułożą się w tą samą całość. Szepnąłem bezgłośne „Kocham cię” i zawróciłem.
- Harry! - Za sobą usłyszałem załammy głos, lecz tylko przyśpieszyłem. Nie chciałem wdawać się niepotrzebne rozmowy by na jaw wyszły z powrotem błędy z przeszłości. Kierowałem kroki w stronę miejsca, w którym mogę spojrzeć na wszystko z dystansem, gdzie świat wydaje się być w zasięgu mojej ręki, wszystko sprawia, że to miejsce jest magiczne. Co parę sekund musiałem rękawem bluzy ocierać łzy, gdyż spływały nieustannie po moich policzkach. Na horyzoncie dostrzegłem jeden z większych, a przynajmniej wyższych budynków w stolicy Wielkiej Brytanii. Wziąłem głęboki wdech i znalazłem się w środku. Zamiast skorzystać z windy, postanowiłem przejść cały odcinek schodami. Coraz bardziej łapczywie nabierałem powietrza do płuc, a nogi odmawiały mi posłuszeństwa już po paręnastu piętrach. W końcu z ulgą stanąłem na szczycie i podskoczyłem chwytając się drabiny, która prowadzi na wolność. Pchnąłem klapę, która zawsze ustępowała i wygramoliłem się na zewnątrz. Moim ciałem targnął wiatr, lecz mimo tego zrobiłem parę kroków w kierunku krawędzi. Wtedy ujrzałem ten zapierający dech w piersiach widok. Wszystko nadawało magiczną atmosferę, lecz nie taką jak zawsze. Dziś coś sprawiało, że wszystko była szarawe. Bez wyrazistych kolorów i bez życia. To nie było coś, lecz ktoś. Ból przepełnił moje serce, gdy ponownie przypomniałem sobie widok tej szczęśliwej i kochającej rodziny. Dałbym wszystko by być teraz na miejscu tego mężczyzny. To ja chciałbym uczyć naszego syna pierwszych kroków, to ja chciałbym w późniejszych latach wozić go na treningi piłki nożnej, to ja chciałbym mu dawać porady w sprawach sercowych i być z niego dumnym podczas zdobycia osiągnięć. Najbardziej na świecie pragnąłbym usłyszeć z jego słów proste, ale znaczące „Kocham Cię, tato”. Szlochałem jak dziecko i nie powstrzymywałem tego. Usiadłem na krawędzi budynku, skąd miałem świetny widok na rozpościerający się pode mną widok. Ludzie, którzy śpieszyli się by móc zdążyć w wyznaczone miejsca. W tym zabieganym życiu nikt pewnie nie zauważyłby zniknięcia jednej osoby. Moja miłość, mój syn... znaleźli osobę, którą pokochali. Ie byłem im potrzebny. Przecież przez te dwa lata udało im się normalnie funkcjonować i wieść życie „American Dream”. Zespół? Wszędzie naokoło można spotkać wielu młodych i bardziej utalentowanych ludzi, którzy lepiej odnaleźli by się w zespole. Ta czwórka była moimi przyjaciółmi, lecz... czy mogłem ich zostawić? Podniosłem się, tak, że moje czubki butów nie wyczuwały gruntu pod nogami. Dłonie ułożyłem wzdłuż ciała i zastanawiałem się czy dokonuje słusznego wyboru. Jeśli nie zniknę z tego świata, świadomość życia mojego syna i [T.I] będzie mnie wyniszczała od środka. W końcu chęć do życia z niknie i prędzej czy później doszło by do tego. Chcę uniknąć tego cierpienia, najwidoczniej jestem tchórzem. Boję się stawić czoła przeciwnością czego zawsze jej zazdrościłem. Wychowała wspaniałego chłopca i pewnie jeszcze nie raz o nim świat usłyszy. Zrobiłem niewyraźny krok i spojrzałem w dół. Ten widok przyprawił mnie o lekkie zawroty głowy. Nagle dostrzegłem jak przechodnie zaczynają się zatrzymywać, powstało zamieszanie. Nie wątpię, że spowodowane moją osobą. Przecież rzadko można spotkać osobę, która tak po prostu ma ochotę postać na krawędzi śmierci. Czy to będzie bolało? Czy po zetknięciu z gruntem odczuję jakiś ból, czy zgon nastąpi natychmiastowo? Nurtowały mnie te pytania, lecz chciałem to wszystko zakończyć jak najszybciej. Parę minut dłużej, a na miejscu pojawiła by się policja, straż pożarna i psychologowie. Nikt nie zmieni mojej decyzji.
- Żegnajcie, zawsze was kochałem i będę o was pamiętał. - Wyszeptałem sam do siebie, po czym zacisnąłem powieki robiąc ostatni w tym życiu krok w przód...

*
Nie wyszedł tak dobrze jak myślałam ale nie jest najgorszy. Dziękuję! I hope you like it, enjoy! XX
  • awatar Paper Rainbow: jezu , nie spodziewałam się takiego zakońćzenia ;[ mój biedny harry ;[ każdy twój nowy imagin jest coraz lepszy ! kocham je <3 / NICA
  • awatar ♥Everything About You♥: EEEEj! Ryczę! Skoczył -.- No nie moge no...dlaczego skoczył?... Wiesz co? Mimo, że smutne to genialne ;* Masz ogromny talent i będę ci to cały czas powtarzać ;***
  • awatar thisisaaaaaaaaa: ŚWIETNE ! *_* ZAPRASZAM !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Leżałem na łóżku i wpatrywałem się tępo w sufit. Przez ostatnie dwa dni to było moje zajęcie. Co jakiś czas słyszałem pukanie w drzwi mojej sypialni i głosy moich przyjaciół, lecz nie reagowałem. Tylko raz dziennie opuszczałem moje cztery kąty by zaspokoić głód i pragnienie. Cała czwórka nie znała przyczyny mojej nagłej zmiany zachowania. Jedynie ja odczuwałem ją boleśnie. Tak bardzo chciałem cofnąć czas by ujrzeć z powrotem [T.I]. By bez pamięci zatopić się w błękicie jej oczu i usłyszeć jej złośliwe uwagi. Jeden fałszywy ruch, jedno nieprzemyślane zachowanie, a człowiek potrafi stracić wszystko. Na początku nie docierała do mnie informacja, że zakochałem się w ledwo poznanej dziewczynie, teraz ma pewność, że się nie myliłem. Po za tym jeszcze bardziej bolała świadomość, że najprawdopodobniej już jej nigdy nie ujrzysz. Jednak najgorszym ciosem prosto w serce, była prawda. Ona cię nie kocha i nigdy nic do ciebie nie poczuje. Zakryłem dłońmi twarz i przymknąłem zmęczone powieki. Ostatnie noce spędzam na rutynowym wpatrywaniu się w sufit. Wszystko jest bolesne, lecz postanawiam zrobić ruch by zapomnieć o tamtym zdarzeniu. Chcę wyrzucić z głowy to wspomnienie i nigdy więcej do niego nie wracać. To co przeżyłem przez te dwa dni było udręką i jednym z gorszych okresów moim życiu. Musisz się wziąć w garść, Styles. Podniosłem obolałe ciało i stanąłem na ciemnych panelach mojej sypialni. Chodziłem na oślep po pokoju, ponieważ mimo późnej pory dnia w pomieszczeniu panował mrok. Dotarłem do okna o po omacku odsunęłam żaluzję. Syknąłem z bólu i zacisnąłem z całej siły powieki. Światło, które mnie oślepiło było nie do zniesienia. Powoli zacząłem otwierać oczy i stopniowo przyzwyczajać się do światła. Po paru minutach nadal z trudem wyglądałem przez okno, lecz to już był postęp. Dzień był słoneczny, mimo chmur na niebie. Pomyślałem, że przydałoby mi się świeże powietrze. Obróciłem się i chwyciłem bluzę i okulary – mój niezbędnik by pokazać się ludziom, a raczej się przed nimi ukryć. Opuściłem pokój i zszedłem schodami na dół. Na mój widok w domu zapadła głucha cisza. Patrzyłem na czwórkę siedzącą na kanapie i wlepiającą we mnie swoje spojrzenia.
- Ducha zobaczyliście czy co? - Uśmiechnąłem się blado, zarzucając na ramiona buzę.
- Nie, ale faktycznie myślałem przez pewien czas, że nie żyjesz.
Parsknąłem śmiechem, po czym założyłem okulary i wyszedłem z domu nim padły pytania, na które wolałem nie odpowiadać. Przeszedłem przez posesję domu i wyszedłem na uliczki Londynu. Spuściłem głową i schowałem dłonie w kieszeniach. Dzisiaj naprawdę wolałem nie spotkać namolnych fanek. Mimo, że były wsparciem i otuchą to ich piski doprowadzały do szału. Gdy po paru minutach uniosłem głowę, zacząłem przyglądać się otoczeniu. Nagle zamurowało mnie. Nieopodal mnie dostrzegłem znajomą burzę loków. Niska dziewczyna szła szybkim tempem przed siebie. Zamrugałem kilka razy pod osłoną okularów i śledziłem wzrokiem sylwetkę kobiety. Czyżby udało mi się ją odnaleźć? Przyśpieszyłem, wymijając ludzi. Znajdowałem się coraz bliżej, a moje serce zaczęło bić szybciej. Wyciągnąłem dłoń i położyłem ją na ramieniu dziewczyny. Zamarłem gdy zatrzymała się i odwróciła w moim kierunku głowę. Wziąłem głęboki wdech, lecz poczułem rozczarowanie gdy ujrzałem zupełnie nieznajomą mi twarz. Ciemno brązowe oczy, piegi oraz kolczyk w nosie.
- Przepraszam, pomyliłem cię z kimś. - Dziewczyna krzywo się na mnie popatrzyła i ponownie ruszyła przed siebie.
Stałem w miejscu lekko przybity zaistniałą sytuacją. Rozejrzałem się naokoło i obrałem kierunek na pobliski park. Znajdował się zaledwie trzy ulice dalej. Wszedłem powolnym krokiem w alejkę i szedłem do przodu dopóki przed sobą nie dostrzegłem grupki dziewczyn. Spuściłem głowę, myśląc, że uda mi się jakoś ominąć bez zbędnego zamieszania. Skarciłem się w duchu, gdy usłyszałem pisk.
- Przecież to jest Harry Styles! - Pięć nastolatek rzuciło się na mnie i powyciągało z swoich torebek kartki, długopisy i aparaty lub telefony. Z sztucznym uśmiechem ściągnąłem okulary i rozdałem autografy oraz za pozowałem do zdjęć. Gdy chciałem się oddalić podeszła do mnie kolejna grupa nastolatek, a za nią następna i następna. Zrobiło się spore zbiorowisko i szum związane z moją osobą.. Dłoń zaczęła mi powoli odmawiać posłuszeństwa, a uśmiech, nawet ten sztuczny zaczął znikać z mojej twarzy, a zastąpił go obojętny wyraz. Nie dostrzegłem nigdzie kolejnych fanów, więc szybko rozdałem ostatnie autografy i odwróciłem się by odejść, lecz na drodze stanęła mi dziewczyna.
- Autograf czy zdjęcie? - Nie patrzyłem jej w twarz, lecz wyciągnąłem dłoń czekając na kartkę i długopis.
- Wolałabym się dowiedzieć, która jest godzina, bo zapomniałam z domu telefonu. Twój autograf nie jest mi potrzebny do szczęścia.
Zamarłem gdy usłyszałem ten ton głosu. Mimo, że słyszałem go zaledwie parę razy to rozpoznałbym go wszędzie. Moje serce zabiło szybciej, a mój wzrok utkwił w jej pięknych oczach.
- [T.I]. - Tyle zdołałem z siebie wydusić, a dziewczyna w tym momencie zamiast uśmiechać się ironicznie, spoważniała. Stała w bezruchu, tak samo jak ja. Naprawdę nie spodziewałem się takiej sytuacji.
- Harry. - Uśmiechnąłem się lekko, słysząc w jaki słodki sposób wymawia moje imię. Chciałam doprowadzić do rozpoczęcia się rozmowy, lecz [T.I] minęła mnie i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Pobiegłem za nią i stanąłem jej na drodze. - Zejdź mi z drogi!
- Nie rozumiem co ja ci takiego zrobiłem, że traktujesz mnie w ten sposób.
Spuściła wzrok i wpatrywała się w beton. Czekałem na odpowiedź i nie naciskałem.
- Przez te dwa dni byłam na siebie zła jak nigdy dotąd. Wiesz dlaczego? Bo zakochałam się w chłopaku, z którym spotkałam się tylko raz. W podrywaczu o pięknych włosach, oczach i przesłodkich dołeczkach. Cały czas o tobie myślałam, a twoja osoba nie dawała mi spokoju. Najgorsze jednak jest to, że jesteś gwiazdą. Gwiazdą, która nigdy nie pokocha takiej zwyczajnej dziewczyny jak ja. Kocham cię, Harry. - Stałem i czułem się zbity z tropu mimo szczęści, które mnie ogarnęło. Uśmiechnąłem się szeroko, a na jej twarzy dostrzegłem niezrozumienie. Ująłem jej twarz w dłonie i wpiłem się w jej usta. Na początku nie reagowała, lecz odwzajemniła pocałunek.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że to słyszę. Kocham cię, [T.I]. - Objąłem jej w talii i złożyłem ponownie na jej ustach namiętny pocałunek.

*

Krótkie beznadziejne zakończenie, bo pisane na szybko. Nie mem czasu ale chciałam dziś dodać kolejną część. Pewnie zawiodłam tą końcówką ale przepraszam. Następny obiecuję, że będzie lepszy. I hope you like it, enjoy! xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Poprawiałem moją czerwoną muszkę, którą przed chwilą założyłem. Gdy wyglądała w miarę poprawnie, przyjrzałem się efektowi końcowemu. Czarny garnitur, biała koszula, białe conversy oraz muszka, wspomnianego wcześniej koloru. Tak wiem, powinienem był założyć bardziej odpowiednie obuwie, lecz nie chciałem być przesadnie elegancki. Wszystko tylko po to, by dobrze wypaść na balu maskowym, na który zostaliśmy zaproszeni. My, czyli ja i reszta mojego zespołu.
- Harry, złaź wreszcie, bo się spóźnimy! - westchnąłem i opuściłem łazienkę, a następne sypialnię położoną na pierwszym piętrze, słysząc słowa Louisa. Pokonałem szybko stopnie dzielące mnie i parter, po czym dostrzegłem zniecierpliwioną czwórkę chłopaków.
Wyszliśmy drzwiami frontowymi naszej willi, by przejść przez naszą posesję i wsiąść do czekającej na nas limuzyny. Zająłem swoje stałe miejsce przy oknie. Pojazd ruszył, a ja patrzyłem na dobrze znany mi Londyn i słuchać jednocześnie rozmowy pozostałych.
- Czy nie powinniśmy mieć masek, w końcu to bal maskowy. - Zamyśliłem się słysząc pytanie Nialla, gdyż faktycznie nie znałem na nie odpowiedzi.
- Tylko kobiety mają je mieć. - Niezauważalnie skinąłem głową, słysząc głos jak zawsze mogącego uratować sytuację Liama.
- Harry, gdzieś w tłumie tych dziewczyn może znajdować się ta jedyna. Nie zmarnuj tej szansy i podążaj za głosem serca. - Prychnąłem śmiechem jak pozostali po słowach Lou, który rozmarzonym wzrokiem patrzył w zadaszenie samochodu.
- Ta, może jeszcze zakocham się od pierwszego wejrzenia? - Spytałem z ironią i ponownie wbiłem wzrok w przeźroczystą taflę szkła. Nie wiedziałem, że jeszcze dziś te słowa okażą się prawdą.
Auto zahamowało, a drzwi otworzyły się przed nami otworem. Wziąłem głęboki wdech i opuściłem limuzynę jako ostatni. Chwilowo oślepił mnie blask fleszy natarczywych fotoreporterów, których usilnie odganiali ochroniarze. Machałem z uśmiechem w kierunku tłumów osób zgromadzonych za barierkami. Słyszałem „Kocham cię Harry!” z ust wielu dziewczyn. Ignorując ochronę wraz zresztą zespołu podeszliśmy do tłumu. Starałem się rozdać każdej osobie mój autograf i za pozować do zdjęcia. Jednak wszystko się skończyło i byłem zmuszony do udania się do budynku. W środku dostrzegłem ludzi z wyższych sfer. Mogłem powiedzieć, że byłem jednym z nich ale nie szczyciłem się tym. Gospodarz balu dostrzegając naszą piątkę, pośpiesznie opuścił poprzedniego rozmówcę, by rozpocząć konwersację z nami. Lubiłem przyjęcia i nie miałem do nich odrazy, lecz naprawdę wolałbym teraz po prostu poleżeć na sofie i obejrzeć dobry film. Udało mi się dotrzeć do bufetu, mimo dziewczyn, od których nie mogłem się odpędzić. Każda bez wyjątku na swojej twarzy posiadała maskę. Zamówiłem wytrawne martini i czekałem, opierając się o blat. Koło mnie pojawiła się kobieta w moim wieku. Nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi, lecz na kelnera.
- Coś do picia, nieważne co, byle by było mocne. - Zdziwiły mnie jej słowa ale również zaintrygowała mnie jej osoba. - Co się tak gapisz?
Faktycznie, mój wzrok był skierowany na osóbkę koło mnie. Sięgała mi zaledwie do ramienia, burza kasztanowych loków okalała jej twarz. Gdzieniegdzie dostrzegałem blond pasemka. Do tego piękne hipnotyzujące oczy. Ie potrafiłem opisać tego odcieniu. Lazurowy błękit połączony z morską zielenią. Prychnęła i odwróciła głowę. W tym momencie po raz pierwszy poczułem się skrępowany w obecności dziewczyny. Ja Harry Styles, znany flirciarz i kobieciarz nie wiem jak się zachować przy kobiecie.
- Zdradzisz mi swoje imię? - Spytałem, sięgając po postawiony przede mną trunek.
- Pomyślmy, nie.
W tym momencie byłem zupełnie zbity z tropu. Nigdy żadna mi nie odmówiła, wręcz pierwsza rozpoczynała rozmowę. Ta dziewczyna stawała się coraz bardziej intrygująca. Chwyciła postawiony przed sobą kieliszek z czerwonym winem i wypiła do dna za jednym razem. Odstawiła puste naczynie i wbiła wzrok przed siebie.
- [T.I], mam na imię [T.I]. - Skinąłem głową i pomyślałem, że nigdy bym nie wpadł na to właśnie imię. Było takie wyjątkowe, bo należało do niej.
- Piękne imię, jestem Harry.
Wyciągnąłem w jej kierunku dłoń, którą delikatnie uścisnęła.
- Więc Harry, co sprowadza takiego podrywacza na takie lamerskie przyjęcie? - Zaśmiałem się, na co [T.I] mi zawtórowała.
- Cholerne obowiązki.
- Jesteś jakąś ważną osobistością czy coś? - Zmrużyła oczy, a ja zrobiłbym teraz wszystko by ujrzeć jej całą twarz ukrytą pod tą maską.
- Można tak powiedzieć.
Dostrzegłem w jej oczach niezrozumienie i ciekawość. Zamiast ciągnąć dłużej rozmowę dostrzegłem chłopaków, którzy wołali mnie ze sceny. Czas na nasz występ. Jeden z powodów, dla których tu się znajduję. Uśmiechnąłem się w kierunku [T.I] i mijałem ludzi by dotrzeć na podest. Stało na nim pięć stołków, zaś na czterech z nich już wygodnie siedziała reszta zespołu. Zająłem ostatni z nich i chwyciłem wyciągnięty w moim kierunku mikrofon. Światła na sali zgasły, przez co dało się słyszeć szepty i zduszone okrzyki. Reflektory rozbłysły światłem i zostały skierowane na nas.
- Szanowni państwo, przyszedł czas na honorowy występ naszych gości. Oto One Direction w wykonaniu piosenki Little Things. - Brawa rozległy się w pomieszczeniu balowym, a z głośników ustawionych po bokach sceny rozległa się muzyka. Spokojna, która nadawała nastrój przyjęciu. Podczas gdy moi przyjaciele dawali z siebie wszystko ja wodziłem wzrokiem po tłumie, szukając [T.I]. Nie dostrzegłem jej przy bufecie, lecz dokładnie przed sceną. Stała w pierwszym rzędzie, a jej piękne oczy były zwrócone na mnie. Odwróciłem spojrzenie i wziąłem głęboki wdech, gdyż Louis właśnie kończył swoją solówkę. Odczekałem chwilę i ponownie wbiłem wzrok w osobę w pierwszym rzędzie.
- I know you're never loved the sound on your voice on tape, you never want to know how much you weigh. You still have to squeeze into your jeans, but you're perfect to me... - Widziałem na jej twarzy wymalowane zdziwienie. Uśmiechała się delikatnie, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Reszta piosenki minęła w równie spokojnym nastroju. Całkowicie pochłonęła mnie muzyka i [T.I]. Po wykonaniu swoje „roboty” zostaliśmy wynagrodzeni gromkimi oklaskami. Dla takich momentów śpiewam. Ludzie doceniają to co robię, więc staram się dać z siebie jak najwięcej.
- Dziękujemy wam chłopcy, a teraz panowie proszą do tańca damy.
Został puszczony wolny kawałek, a ja bez namysłu zszedłem ze sceny i podszedłem pod podest, a dokładniej w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stała dziewczyna. Rozglądałem się, lecz nigdzie nie dostrzegałem drobnej postaci w turkusowej sukni.
- Brawo panie Styles, już pan poszpanował na scenie? - Odwróciłem się z uśmiechem do kpiącej ze mnie dziewczyny.
- Zaszpanuje dopiero wtedy gdy zatańczę z najładniejszą dziewczyną na tym przyjęciu.
Wyciągnąłem w jej kierunku dłoń, zaś [T.I] chwyciła ją po namyśle, po czym poprowadziłem nas na środek parkietu. Nie było osoby, która w tym momencie nie podrygiwała delikatnie w rytm muzyki. Ułożyłem dłonie na jej drobnej talii, a w tym samym momencie dziewczyna splotła swoje dłonie na moim karku. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. Jak zaczarowany nie odrywałem wzroku od jej błękitnego spojrzenia. Widząc to [T.I] przekręciła głowę w bok. Uśmiechnąłem się pod nosem kiedy zobaczyłem w jaki sposób działam na nią.
- Czyżby ktoś tu się krępował? - Szepnąłem brązowowłosej wprost do ucha, na co drgnęła, a jej policzki pod maską oblał rumieniec. Zaśmiałem się cicho, na co ]T.I] zgromiła mnie wzrokiem. Wiedziałem, że zaraz utwór dobiegnie końca. Ponownie spletliśmy nasze spojrzenia razem. Moje serce biło jak szalone, zaś oddech przyśpieszył. Czy to możliwe by w ciągu godziny zawróciła mi w głowie dziewczyna? W tym momencie górę wzięły emocje, które mną targały. Zbliżyłem się i przyciągnąłem drobną osóbkę do siebie, w ten sposób by nasze ciała się stykały. Uniosłem jej maskę, nadal nie odsłaniając twarzy i musnąłem jej usta. Pocałunek był delikatny, lecz przepełniony uczuciem. Dziewczyna nie przerwała tej chwili, lecz nie odwzajemniła gestu. Bałem się, że popełniłem błąd. Gdy stanąłem naprzeciwko niej muzyka ucichła, a ludzie zaczynali wracać na swoje miejsca. Wpatrywałem się w [T.I], która nie wykonywała żadnych ruchów. Pokręciła głową i wyswobodziła się delikatnie z moich objęć. Spojrzała na mnie przepraszająco i zaczęła biec w kierunku wyjścia. Stałem sam na środku parkietu. Gdy niebieskooka zniknęła na zewnątrz, ocknąłem się i ruszyłem za nią. Wybiegłem na zewnątrz i rozglądałem się to w jedną, to w drugą stronę. Przed wejściem nadal stały tłumy fanów, którzy na mój widok wydali z siebie ogłuszający krzyk. Ochroniarze pilnujący wejścia starali się zatrzymać nakręconych nastolatków, lecz ja szukałem tu tylko jednej osoby.
- [T.I]! - Starałem się bez skutków przekrzyczeć tłum. W końcu pod presją ochrony pojawiłem się z powrotem w środku. Opadłem na krzesło i ukryłem twarz w dłoniach. - Świetna robota, Styles. - Mruknąłem do siebie, mając w głowie tylko niedawno poznaną dziewczynę.

*
Pierwsza część nowego imaginu już za mną, teraz będę musiała się wziąć za drugą. To naprawdę miłe, że http://paperrainbow.pinger.pl/ poleciła mnie na swoim genialnym blogu oraz jej przyjaciółki i komentuje moje wpisu. Z góry polecam tego cudnego bloga! Czytajcie, komentujce, to dal mnie cholernie ważne. I hope you like it, enjoy! xx
  • awatar I can do something for you ♥: Rany jak kopciuszek... tylko z One Direction ♥ Świetny czemu tylko imagin fajne by wyszło z tego opowiadanie ♥
  • awatar Paper Rainbow: kochamy cie , harrego i louisa ; *
  • awatar ♥Everything About You♥: OOOOOjejku, nawet nie wiem kiedy właściwie wszystko u Cb nadrobiłam, szybciutko zleciało. Wiedz, że bardzo przyjemnie czyta się to, co piszesz kochana. Ja chcę już kolejną część! I niechże Harry ją znajdzie!<Co ja gadam, musi ją znaleźć> Dobra, koniec, bo na łep mi już pada xd Pisz! Kochana, pisz♥.♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

W dłoni trzymałam zdjęcie, na którym widniała dwójka zakochanych ludzi. Otarłam powolnym ruchem łzę, która zmoczyła szybkę okrywającą fotografię. Słyszałam dźwięki dochodzące z sypialni. Dokładnie wiedziałam, że za chwilę moje życie wywróci się do góry nogami. Odejdzie z niego najważniejsza osoba – Zayn. Nasze kłótnie zazwyczaj kończyły się przeprosinami, lecz dzisiejsza była inna. Poruszyłam tematy, które chłopaka doprowadzały do szału. On nie pozostał mi dłużny i wspomniał o moim nieułożonym życiu przed jego poznaniem. Dzięki niemu udało mi się pozbyć okropnego uzależnienia, które o mało nie zrujnowało mi życia. Niestety padło na narkotyki. Słyszałam dźwięk zamka, a następnie ciężką rzecz kładzioną na panelach sypialni. Kółka walizki przetoczyły się przez hol i tak samo jak wszystko się nagłośniło, tak teraz ucichło. Czułam na sobie jego spojrzenie, lecz bałam się, że gdy na niego spojrzę emocje wezmą górę. Jednak nie udało mi się powstrzymać od zerknięcia na jego twarz zapewne po raz ostatni. Jego zawsze pełne radości oczy były smutne i bez życia. Usta, które zawsze wykrzywiał w swoim złośliwym uśmieszku, teraz były zaciśnięte w wąska linię. Zawsze myślałam, że bad boy Zayn Malik nie płacze, jednak podpuchnięte oczy wskazywały na coś innego. Uchyliłam usta, przez które chciałam powiedzieć miliony słów, które by go zatrzymały, ale nie wyszło z nich nawet jedno. Zamknęłam uchylone wargi i spuściłam głowę, zamykając oczy. Łzy szczypały i chciały ujrzeć światło dzienne. Jednak ja chciałam chociaż raz pokazać, że jestem silna, nawet w najtrudniejszym momencie mojego życia. W tym momencie pragnęłam tylko jednego – poczuć jego silne ramiona, które zamknęły by mnie w pełnym miłości uścisku. Miałam cichą nadzieję, że chłopak spełni tą prośbę. Zacisnęłam mocniej powieki, gdy usłyszałam oddalające się kroki i następnie dźwięk zamykanych drzwi frontowych. Wyszłam do holu i wpatrywałam się w drzwi, przez które przed paroma sekundami opuścił Mulat. Kolejna złudna nadzieja zawitała w moim sercu. Tak bardzo chciałam by zmienił decyzję i ponownie znalazł się w mieszkaniu. Podbiegł do mnie i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Na moim policzku za widniała słona łza, którą otarłam gdy ujrzałam jak klamka opada w dół. Drzwi się uchyliły, a moją duszę przepełniła nadzieja. W progu stanął Zayn. Patrzył na mnie w skupieniu, zaś ja w tym momencie chciałam rzucić się mu w ramiona. Wszystko minęło tak samo jak szybko jak się zaczęło. Malik zrobił krok w przód, spojrzał na komodę, na której leżał jego telefon, po czym chwycił urządzenie, chowając je do kieszeni spodni. Nie odzywając się słowem, przeszedł przez drzwi frontowe ostatni raz. Stałam w miejscu i byłam sparaliżowana bólem. Nie fizycznym, lecz jeszcze gorszym bólem psychicznym. Tkwiłam na środku korytarza, a panele moczyły nieustannie na nią kapiące łzy. W tym momencie otrząsnęłam się i jak wyrwana z transu, przejęłam władze nad własnym ciałem. Dobiegłam do drzwi i otworzyłam je zamaszyście.
- Zayn! - Z mojego gardła wydobył się krzyk,lecz nie widziałam na podjeździe zamówionej przez niego taksówki. Szybko przemierzyłam posesję domu i stanęłam na drodze. Dostrzegłam znikającą na końcu ulicy taksówkę, za którą nie miałam siły biec. Zamknęłam oczy, lecz zza moich pleców dobiegł dźwięk klaksonu.
- Zejdź z ulicy paniusiu! - Zły głos mężczyzny sprowadził mnie na ziemię. Jeszcze wczoraj odgryzłbym się złośliwym komentarzem, lecz teraz nie jestem w stanie tego zrobić. Z powrotem zniknęłam za drzwiami domu, po czym bezsilnie się po nich zsunęłam na ciemne panele. Ukryłam twarz w dłoniach i dałam upust emocjom. Po paru minutach moje ręce były wilgotne od łez, tak samo jak większość mojego dotychczasowego ubioru. W końcu na drżących nogach uniosłam się do góry i przeczłapałam przez hol by zamknąć się w łazience. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro. Byłam przerażona osobą, której odbicie widniało w lustrze. Czerwone i zapuchnięte oczy, pod którymi znajdował się rozmazany na całych policzkach tusz do rzęs. Do tego spierzchnięte usta i potargane włosy. Zawsze byłam osobą, która najpierw potrzebowała wiele czasu by przemyśleć pewne sprawy. Zazwyczaj mijało kilka dni, zanim podejmowałam słuszną decyzję. Jednak dziś byłam pewna jednego. Jeśli nie odzyskam Zayna moje życie będzie wyglądało tak jak teraz. Przepełnione wyrzutami sumienia i potwornym bólem. Nigdy nie zdołam pokochać żadnego mężczyzny, ponieważ Malik był wyjątkowy. Wzięłam głęboki wdech i szybko przeszłam przez łazienkę, następnie hol i posesję domu na zewnątrz. Wsiadłam do naszego samochodu i szybko znajdując kluczyki, włożyłam jednego z nich do stacyjki.
- No dalej!
Na mojej twarzy zagościł blady uśmiech, gdy usłyszałam znany mi warkot silnika. Wyjechałam z piskiem opon spod domu i naciskając pedał gazu, ruszyłam w kierunku lotniska. Dokładnie wiedziałam, że Zayna samolot odlatuje za niecałe pół godziny. Moje szanse na dotarcie w tamto miejsce były nikłe, co zmuszało mnie do mocniejszego depnięcia na pedał gazu. Mijałam samochody w miejscach nieprzepisowych, przez co słyszałam dźwięki klaksonów. Każda sekunda oddalała mnie od miłości mojego życia. Postanowiłam dopiero odrobinę zwolnić, gdy podczas nieregulaminowego wyprzedzania o mało nie zderzyłam się z jadącym z naprzeciwka tirem. Zerkałam coraz bardziej niepewnie na wyświetlacz telefonu. Za parę minut Mulat odleci z Londynu, a ja nie będę maiła odwagi do ruszenia za nim w podróż. Poczułam nagły przypływ radości, gdy na horyzoncie dostrzegłam lotnisko. Nadepnęłam mocniej na pedał gazu o ile to jeszcze było możliwe. Udało mi się bez szwanku zatrzymać pojazd na parkingu. Wysiadłam i pędem biegłam w kierunku wejścia na lotnisko. W środku znajdowały się tłumy ludzi, a mimo obelg przedzierałam się między nimi. Słyszałam głos dobiegający z głośników.
- Lot Londyn – Bradford właśnie się rozpoczął... - Przestałam słuchać, gdyż w tym momencie mój świat się zawalił. Stanęłam pod szybą, z której miałam widok na maszynę wzbijającą się w powietrze. Moja dłoń spoczęła na chłodnej tafli szkła, zaś oczy ponownie zaszły łzami. Nienawidzę tego uczucia – mogłam coś naprawić, lecz podjęłam słuszny wybór za późno.
- Coś się stało? Nie wyglądasz za dobrze. - Wszędzie rozpoznałabym głos dochodzący zza moich pleców. Odwróciłam się i z rozchylonymi ustami wpatrywałam się w Zayna, który uśmiechał się delikatnie.
- Dlaczego nie poleciałeś?
- Popełniłbym najgorszy błąd w całym życiu, zostawiając tu osobę, która jest całym moim światem.
Uśmiechnęłam się, po czym rzuciłam się w ramiona chłopaka. Mulat uniósł mnie lekko do góry, po czym okręcił naokoło. Gdy zostałam postawiona na ziemi, wbiłam wzrok w jego piękne oczy, które znów tryskały radością. Chłopak powoli zbliżał się do mojej twarzy, lecz ja byłam szybsza i wplotłam dłonie w jego ciemne włosy, złączając nasze usta w pocałunku. Staliśmy wtuleni w siebie, nie zważając na krzywo patrzących na nas ludzi. Liczyło się to, że mam przy sobie osobę, dla której mam ochotę żyć.

*

Kolejny imagin!! Jestem z niego dumna, naprawdę mi sie podoba. Dziękuję za komentarz. U hope you like it, enjoy! xx
  • awatar I can do something for you ♥: jeeeej taki słodki ,taki misasty taki pysiasty ♥
  • awatar ♥Everything About You♥: Jeeeeeej, cudowny, no aż płaczę no! To się tak strasznie szybko czyta, że nie wiem *.* Uwielbiam twoje pomysły. Każdy imagin jest lepszy od poprzedniego ♥
  • awatar Paper Rainbow: jest piękny , taki inny i realny . dobrze , ze zayn mnie nie zostawił ; ) czekam na następne , bo mogę je czytac nawet kilka razy ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Trzasnąłem drzwiami i słysząc za sobą głos Perrie, szedłem wściekły przed siebie. Nie mogłem uwierzyć, że ta dziewczyna mimo że jeszcze wczoraj mówiła mi „Kocham cię”, dziś jest już w ramionach innego. Błądziłem po Londynie, ignorując telefony od najbliższych. Przed sobą dojrzałem budynek z dużym neonowym napisem. Nie wiedząc co mam z sobą zrobić, pchnąłem drzwi i znalazłem się w środku. Klub najwidoczniej nie cieszył się popularnością, gdyż zastałem tu tylko trzy osoby. Parę siedzącą w rogu oraz dziewczynę w moim wieku pijącą kolejnego drinka, gdyż koło niej stały puste szklanki i kieliszki. Zająłem miejsce przy niej i od razu do mnie podszedł znudzony barman.
- Whiskey poproszę. - Mruknąłem i zwróciłem na chwilę uwagę nieznajomej. Po zlustrowaniu wzrokiem mojej twarzy, obojętnie wróciła wzrokiem do opróżnionego do połowy kieliszka. Podniosła szklankę i jednym duszkiem dopiła resztę wódki.
- Barman, jeszcze raz to samo. - Wybełkotała i poprawiła się na barowym krześle, gdyż za duża ilość alkoholu spowodowała, że dziewczyna o mało z niego nie spadła. Nie mogłem dostrzec jej twarzy, gdy przysłaniały ją długie kasztanowe włosy. Upiłem łyk napoju, który palił mnie w gardło. Mimo to przyniósł mi ulgę i pozwolił zapomnieć o smutkach. Reszta szklanki nie stanowiła dla mnie problemu, więc zamówiłem następnego. Nieznajoma zaś w tym czasie wypiła kolejne kieliszki wódki, aż barman nie wydał jej następnego mówiąc, że przeholowała.
- Nie, to nie! W innym klubie na pewno wydadzą mi alkohol. - Zapłaciła i wstała ze stołka. Patrzyłem na jej chód, który nie przypominał chodzenia. Gdy była już w połowie drogi, upadła i nie podnosiła się z parkietu. Podszedłem do niej, wcześniej kładąc banknot na ladzie. Mimo słów skierowanych w jej stronę, ani bezskutecznego klepania po twarzy, podniosłem ją i wziąłem na ręce. Opuściłem lokal i oparłem ją o ścianę, jedną ręką podtrzymując, drugą zaś wybrałem numer do Louisa. Wytłumaczyłem chłopakowi sytuację i podałem nazwę klubu. Schowałem telefon do kieszeni i chwyciłem nieznajomą. Wyglądała tak niewinnie, mimo że jej stan był spowodowany przedawkowaniem alkoholu. Miała zamknięte oczy, przez co nie mogłem dostrzec koloru jej oczu. Rozchylała delikatnie małe, barwy maliny usta. Za sobą dosłyszałem dźwięk klaksonu. Tomlinson machał mi z wnętrza samochodu. Chwyciłem dziewczynę na ręce, a widząc to Lou, wysiadł i otworzył drzwi na tylne siedzenia. Zająłem miejsce z przodu koło przyjaciela.
- Stary, powiesz mi dlaczego zabierasz tą dziewczynę skoro jesteś z Perrie? - Przed oczami mignął mi obraz jej, w objęciach znanego modela.
- Zdradziła mnie.
- Przykro mi, jednak nadal nie rozumiem dlaczego wraz z nami w samochodzie znajduje się nieprzytomna dziewczyna? Jak się nazywa? - Chłopak ruszył i przemierzaliśmy ciemne ulice Londynu, kierując się do willi.
- Nie wiem, nie zdążyłem z nią porozmawiać.
- Czyli wieziemy z sobą zupełnie obcą i mam rozumieć, że upitą do nieprzytomności dziewczynę? - Skinąłem głową na co chłopak zareagował śmiechem. Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy aż dotarliśmy pod dom. Wniosłem dziewczynę do środka i od razu zostałem zasypany masą pytań, na które odpowiedział Louis. Wchodziłem po schodach na górę i skierowałem się do mojej sypialni. Zamknąłem za sobą drzwi, kopnięciem i ułożyłem nieznajomą na łóżku. Zdjąłem z jej stóp buty, zaś z ramion bluzę. W bluzce i jeansowych spodniach, przykryłem ją kołdrą i odgarnąłem włosy z twarzy. Nagle uchyliła powieki, ukazując głęboki brąz swoich oczu.
- Randall, to ty? - Najwidoczniej poznała we mnie swojego chłopaka. Skinąłem niepewnie głową, na co ona uniosła głowę i ujęła moją twarz w dłonie. Głaskała mnie obuszkiem swojego wskazującego palca, po czym wpiła się w moje usta. Mimo woni alkoholu, czułem również słodki smak maliny. Nie myśląc co robię odwzajemniłem pocałunek, zaś nieznajoma go pogłębiła. Poczułem jak jej dłoń chwyta moją koszulkę i przyciąga do siebie. Wylądowałem na niej, podpierając się z dwóch stron jej osoby rękoma. Jej dłonie błądziły w moich włosach, zaś usta składały coraz bardziej namiętne pocałunki. Wszystko wymknęło się spod kontroli, gdy nasze ubrania wylądowały na podłodze...


Perspektywa [T.I]

Złapałam się za głowę, czując potworny ból głowy. Uchyliłam ociężałe powieki i ujrzałam sypialnię, lecz nie mój pokój. Co najgorsze po uniesieniu kołdry, nie dostrzegłam na swoim ciele żadnych ubrań. Podniosłam się i mimo zawrotów głowy, wstałam, szybko owijając nagie ciało kołdrą. Na krześle w rogu pokoju dostrzegłam moje wczorajsze ubranie. Założyłam je na siebie i stanęłam pośrodku pokoju. Zdecydowanie mieszkał tu chłopak, zorientowałam się o tym po braku żadnych kobiecych dodatków i ciemnych kolorów wyposażenia. Na półce dostrzegłam zdjęcia i chwyciłam jedno z nich, widząc na nim osiemnastoletniego, przystojnego chłopaka chyba wraz z rodzicami.
- Wiedzę, że już wstałaś. - Podskoczyłam, słysząc za sobą obcy głos. Odwróciłam się i dostrzegłam chłopaka z fotografii, którą odłożyłam na miejsce.
- Kim jesteś? Gdzie ja jestem? Co ja tu robię?
Zadałam trzy pytanie, mimo że na język cisnęło mi się ich o wiele więcej. Uśmiechnął się pod nosem, lecz ja na twarzy nadal miałam na twarzy obojętną minę.
- Jestem Zayn, jesteś w moim domu, a znalazłaś się tu, ponieważ wczoraj w klubie przeholowałaś z alkoholem i straciłaś przytomność.
- Czy między nami do czegoś doszło?
Nagle Mulat zmieszał się i skinął głową. Zamknęłam oczy i pogratulowałam sobie swojej głupoty. Znajduje się w domu prawie nieznajomego chłopaka i na dodatek dowiaduje się, że spędziłam z nim noc.
- Może mi powiesz jak masz na imię, bo wczoraj w klubie straciłaś przytomność, nim zdążyłam się o to ciebie zapytać?
- [T.I], miło było cię poznać, lecz muszę już iść, cześć. - Minęłam go szybko, nim zdążył zaprotestować. Zbiegłam schodami w dół i szybko opuściłam willę drzwiami wejściowymi. Poznawałam tą okolicę, mieszkali w niej sami zamożni ludzie, którym pieniądze uderzyły do głowy. Szłam w stronę mojego małego mieszkania, które wynajmowałam w centrum. W końcu dotarłam pod kamienicę i szybko pokonałam stopnie dzielące mnie od ostatniego piętra i zaszyłam się w moich czterech kontach. W myślach nadal miałam jego twarz, mimo że jeszcze wczoraj rozstałam się z Randallem. Jego sylwetka, wygląd i imię zgrywały się w jedną znajomą całość. Z ciekawości włączyłam laptopa i w wyszukiwarce Google wpisałam jego imię. Wyskoczyło przy nim nazwisko „Malik”, lecz nie spodziewałam się efektów. Skoro to nazwisko jest pierwsze, musi należeć do sławnej osoby. Jakie było moje zdziwienie, gdy wyszukane imię i nazwisko zgadzało się ze zdjęciami. Przeglądałam fotografię i byłam pewna, że to on. Po przeczytaniu kilku artykułów, dowiedziałam się, że jest on członkiem znanego zespołu, który zajął trzecie miejsce w programie X-Factor. Postanowiłam przesłuchać jedną z ich piosenek, padło na „They Don't Know About Us”. Gdy Mulat śpiewał refren, przez moje ciało przechodziły przyjemne dreszcze. To niesamowite, że ostatnią noc spędziłam z jednym z najbardziej rozchwytywanych nastolatków na świecie. Gdybym wtedy wiedziała jakie będą tego konsekwencje...

Cztery lata później, perspektywa [T.I]

- Mamo, pójdziemy na spacer? - Mały Leo podbiegł do mnie, gdy przygotowywałam obiad.
- Jeśli zjesz grzecznie obiad, możemy się przejść.
Uwielbiałam wywoływać uśmiech na jego słodkiej twarzyczce. Mimo, że tak bardzo przypominał mi ojca. Byłam samotną matką, gdyż nie planowałam dziecka, lecz cieszę się, że ta mała pociecha pojawiła się w moim życiu. Sam tato Leona pewnie nigdy nie dowie się o jego istnieniu. Wszystko działo się pod wpływem alkoholu. Mimo, że nadal żywiłem uczucie do tej osoby, to on już dawno o mnie zapomniał, a zapewne dokładnie cztery lata temu. Kto by pomyślał, że moje dziecko będzie posiadało sławnego ojca? Tak, sam Zayn Malik jest tatą Leo. Moje rozmyślania przerwało delikatnie szturchanie w nogę.
- Będzie obiad, czy nie? - Chłopczyk wyraźnie się niecierpliwił, kiedy ja przebywałam sama ze swoimi myślami. Postawiłam przed maluchem talerz z kawałkiem lazanii, a sama nałożyłam sobie drugi. Zjedliśmy posiłek przy stole, po czym spełniłam obietnicę i opuściliśmy mieszkanie, by urządzić sobie spokojną przechadzkę po Londynie. Spacerowałam z Leo różnymi ulicami, a także tą, na której mieszkał Zayn. Zamiast iść dalej, stanęłam przed jego domem, w którym nadal mieszkał wraz z zespołem. Przestraszyłam się, gdy dostrzegłam ruch za oknem. Chwyciłam synka za dłoń i zaczęłam szybkim tempem oddalać się od willi. Mimo to usłyszałam z a sobą jego głos.
- [T.I]!
Zatrzymałam się i niepewnie odwróciłam w jego stronę. Patrzył na mnie z niedowierzaniem, zaś ja na niego, ponieważ pamiętał moje imię. Po tylu latach, on wie kim jestem.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. - Podszedł bliżej, a ja dostrzegłam te same, piękne oczy i zniewalający uśmiech. Stałam w bezruchu, a mój wyraz twarzy był obojętny.
- Czego chcesz? - Rzuciłam oschle i spuściłam głowę. Pewnie nie wiedział dlaczego traktuję go w ten sposób.
- Zrobiłem coś nie tak, że zwracasz się do mnie w ten sposób?
Wtedy to wszystko o czym myślałam przez te cztery lata spotęgowało się we mnie. Wzięłam głęboki wdech i po prostu wybuchłam.
- Pamiętam ten dzień, kiedy opuściłam twoje mieszkanie, po tym jak dowiedziałam się, że spędziłam z tobą noc. Nie mogłam w to uwierzyć, że zakochałam się w takiej osobie jak ty. Przychodziłam parę razy do tego domu ale nie zastałam nikogo. Po paru tygodniach czułam się gorzej. Wszystkie objawy wskazywały na ciążę. Moje przypuszczenia okazały się słuszne. Cieszę się, że Leo przyszedł na świat, mimo że ma takiego ojca! - Chłopak patrzy na mojego, a raczej naszego syna w osłupieniu.
- Myślisz, że ja cię nie kochałem? Myślałem o tobie każdego dnia i każdej nocy. Gdybym dowiedział się, że jesteś w ciąży, walczyłbym o ciebie. Bym pomógł ci w wychowaniu dziecka, założył z tobą rodzinę. Widząc ciebie tu dzisiaj, wszystkie uczucia powróciły ze zdwojoną siłą. Zrozumiałem, że nadal kocham tą dziewczynę, która zemdlała w klubie i spędziła ze mną noc. Wybacz mi. - Uspokoił się, zaś po moim policzku spłynęła łza. Zamiast odejść, bo tak nakazywał mi rozum, posłuchałam serca. Wpiłam się namiętnie w jego miękkie wargi, zaś on przyciągnął mnie do siebie, odwzajemniając pocałunek.
- Tata? - Spytał Leo, patrząc na Malika. Chłopak odsunął się od mnie i skinął głową, po czym maluch rzucił mu się na szyję. Zayn wziął małego na ręce i podszedł do nas. Przytuliłam ich oboje. Pomyśleć, że mogłam stracić chłopaka, którego kochałam. Teraz czuję się szczęśliwsza i mimo niepowodzeń, z nimi uda mi si przejść przez resztę życia.

*

Udało mi się dodać kolejny imagin. Nie za bardzo mi wyszedł ale jednak postanowiłam go opublikować. Dziękuję za komentarze, nawet ten jeden pod poprzednim! I hope you like it, enjoy! xx
  • awatar ♥Everything About You♥: Boziu, cudowne *.* I pomyśleć, że przez przypadkowe spotkanie w klubie , zakochali się w sobie ♥ Awwwwwwww, cudowne no, cudowne♥.♥
  • awatar Paper Rainbow: piękne . Jej , jesteś taka zdolna ; ( Ja już czekam na kolejny . To jest dziwne, ze tak bardzo się wczuwam w twoje imaginy, no ale co się dziwić , w końcu są świetne ! ; * / NICA
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Powracam w to miejsce, by rozdrapać dawne rany z przyszłości. Niby to kolejne pojawienie się tu, lecz dla mnie to jest krok ku nowemu życiu. Błądzę wzrokiem po tych wszystkich zdjęciach i nazwiskach, by po chwili odnaleźć twoje. Zajmuję miejsce na ledwo trzymającej się ławce i przyglądam się jak uśmiechasz się w moją stronę. Minęło tyle lat, a mimo to uczucie do ciebie nie wygasa. Tak bardzo pragnąłbym cofnąć czas, aby ponownie cię ujrzeć. Chciałbym ponownie usłyszeć twój dźwięczny śmiech i poczuć twoje delikatne dłonie na mojej twarzy. Pragnę znów złączyć nasze usta w pocałunku i zapomnieć o całym świecie, ciesząc się wspólnie spędzonymi chwilami. Mimo obietnic, po moim policzku spływa słona łza, której nie ocieram. Brakuje mi nawet twoich uwag dotyczących swojego wyglądu. Tego, jak mówiłaś, że musisz stracić na wadze, a mimo to chwilę później otwierałaś szafkę by wyciągnąć z niej kolejny słodycz. Chciałbym byś znowu marudziła, mówiąc, że nie uśniesz dopóki nie wypijesz kubka gorącej herbaty malinowej z dokładnie jedną i pół łyżeczką cukru. Druga łza moczy moją koszulkę i nie próbuję jej hamować. Chcę usłyszeć jak śpiewasz, mimo że wstydziłaś się to robić przy ludziach, bo uważałaś, że fałszujesz. Pragnąłem śmiać się z ciebie jak obracałaś się w lustrze, pokazując według ciebie swoje niedoskonałości. Ty uważałaś się za zwyczajną dziewczynę, lecz dla mnie byłaś idealna. Zamknąłem oczy i pozwoliłem dać sobie upust emocjom. Poczułem chłodną dłoń na ramieniu i ze strachem zwróciłem głowę w tamtym kierunku. Twój uśmiech był jak zawsze ciepły i pełen uczucia.
- [T.I], czy to naprawdę ty? - Zadałem pytanie i patrzyłem jak kiwa znacząco głową. Dotknęła palcem mojego policzka, powodując dreszcz, który przeszedł przez moje ciało.
- Zayn, dlaczego mi to robisz?
Jej głos odbijał się echem w mojej głowie i nie ustawał.
- Nie rozumiem.
- Chcę abyś wiedział, że boli mnie twoje cierpienie. Nie mogę patrzeć na to nie śpisz po nocach, w dzień chodzisz nieobecny i ignorujesz kobiety, które dadzą ci wiele szczęścia i radości w reszcie twojego życia.
- Ty byłaś moim szczęściem. Osobą, która była światłem i sensem mojego życia. Gdy cię straciłem, wszystko przestało być dla mnie istotne.
Z każdym słowem [T.I] kręciła głową, a na koniec ją spuściła.
- Proszę cię, nie utrudniaj mi tego. Wiem, że nie powinno się tak mówić, lecz jeśli mnie nadal kochasz i zależy ci na mnie, to chcę byś był szczęśliwy. Nie udawał osobę pełną radości ale byś nią był. Pragnę byś pokochał inną kobietę równie mocno jak mnie i założył z nią rodzinę. Miał dwójkę dzieci i psa. Zrobisz to dla mnie?
- Nie potrafię, byłaś i liczyłaś się tylko ty.
- Zrozum, że na każdego kiedyś przyjdzie czas, tak jak mój minął. Ty masz jeszcze szansę by zacząć nowe życie, uwierz mi, nie zmarnuj jej. Za parę lat twój los się zmieni, lecz na gorsze. Proszę, zacznij znów żyć.
Zamyśliłem się i dotarł do mnie sens jej słów. Wiedziałem, że to nie będzie łatwe, lecz nie chciałem by cierpiała. Nawet nie będąc ze mną, z nami, zasługiwała na szczęście. Skinąłem niepewnie głową i dostrzegłem na jej twarzy uśmiech. Dokładnie taki, jakiego mi brakowało. Odwzajemniłem go blado, zaś [T.I] przybliżyła się do mnie i złożyła na moich ustach długi i słodki pocałunek. Dotknąłem jej chłodnego policzka, lecz ona podniosła się, a pogoda w tym momencie diametralnie się zmieniła.
- Nie zapomnij o mnie, Zayn. - Machnęła dłonią w powietrzu i rozpłynęła się w powietrzu, gdy silny powiew wiatru podniósł mieniące się barwami liście z ziemi. Spojrzałem jeszcze raz na zdjęcie i wszystkie dane zapisane na kamiennej płycie. „[T.I] [T.N], urodzona dnia szesnastego czerwca tysiąc osiemset osiemdziesiąt dziewięć, zmarła śmiercią tragiczną dnia dwudziestego czwartego grudnia dwa tysiące szesnastego roku. Niech jej dusza spoczywa w pokoju wiecznym, amen.” Koło wielu zniczów, ułożyłem bukiet jej ulubionych bordowych róż. Szepnąłem krótkie „Kocham Cię” i zacząłem stawiać kroki w kierunku cmentarnej bramy. Wsiadłem do zaparkowanego samochodu i odjechałem spod tego miejsca. Kierowałem się do domu i minąłem kobietę w moim wieku, stojącą przy samochodzie, w którym najwidoczniej wystąpiła usterka. Na zakręcie dostrzegłem [T.I]. Jej spojrzenie i znaki, które dawała mówiły tylko jedno – zawróć. Zahamowałem i nawróciłem, na co ona skinęła głową i rozpłynęła się w powietrzu. Stanąłem przy pojeździe kobiety i wysiadłem z niego. Drobna blondynka, o zielonym spojrzeniu, stała zmarznięta i patrzyła na mnie błagalnie. Ufałem [T.I] i wiedziałem, że to właśnie z nią miałem zacząć nowe życie.

*

Oto kolejny imagin. Trochę smutnawy, nudnawy i wgl ale jest! Nawet nie wiecie ile radości dały mi te dwa komentarze, dziękuję. I hope you like it, enjoy! xx
 

 

Perspektywa Harrego

Gdy patrzyłem jak wita się z tym chłopakiem, który głównie był zainteresowany jej kobiecymi atutami, to myślałem, że wyjdę z siebie. Skoro ona jednak go kochała, to nie mogę tego zepsuć. Mimo, że czuję do niej coś więcej niż przyjaźń, najbardziej pragnę by była szczęśliwa. Tak, kochałem ją jak nigdy dotąd żadnej dziewczyny. Zresztą jak można na jej nie pokochać? Jej zawsze idealnie ułożone włosy, tryskające radością oczy i pełen ciepła uśmiech. Najbardziej jednak ceniłem w niej nie jej wygląd, lecz charakter. Zaakceptowała mnie takiego jakim jestem. Nie sławnego członka znanego zespołu, lecz zwykłego nastolatka. Patrzyłem przed siebie i zastanawiałem się nad sobą. Jeśli wyznałbym jej prawdę, mógłbym ją stracić. Gdyby jej zabrakło w moim życiu, straciło by ono sens. Nie mogę do tego dopuścić. Dopiłem kawę i uregulowałem zapłatę za obydwie. Opuściłem lokal i wkładając ręce w kieszenie, zacząłem błąkać się po ulicach Londynu. Podczas moich rozmyślań, przed oczami stawała mi tylko ona. Nie wiem ile czasu minęło ale zauważyłem jak słońce zaczyna zbliżać się ku horyzontowi. Nie odczuwałem głodu, pragnienia ani innych potrzeb. Może oprócz jednej – miłości. Stałem właśnie na Tower Bridge i patrzyłem na spokojną taflę wody. Moja mina była przygnębiona, zaś oczy bez życia. Koło mnie przystanęła starsza kobieta z zdjęciem w dłoni. Zauważyłem, że jej strój mimo poszczególnych elementów garderoby był w całości czarny.
- Czyżby sprawy sercowe? - Zagadnęła kojącym głosem, nawet nie unosząc na mnie wzroku. Tak jak ja przed chwilą, wpatrywała się przed siebie i widok za barierką.
- Tak.
- Boisz się jej powiedzieć o swoich uczuciach? - Naprawdę coraz bardziej zaczynała mnie zdziwić ta osoba, która można powiedzieć, że odczytywała moje myśli.
- Nazywa się [T.I]. Jest moją najlepszą przyjaciółką ale od dłuższego czasu czuję do niej coś więcej. Jednak gdy ona ciągle opowiada mi o swoich nowo poznanych chłopakach, dociera do mnie, że ona ma mnie jedynie za przyjaciela. Nie chcę jej stracić, pragnę by była szczęśliwa.
- Chłopcze, skąd wiesz, że ona jest szczęśliwa? Kiedy byłam w twoim wieku poznałam mojego męża. Stał się moim przyjacielem, dopóki nie dostrzegłam w nim kogoś więcej. Nie widząc, że odwzajemnia to uczucie, zaczęłam znajdować sobie partnerów, by wzbudzić w nim zazdrość. Pewnego dnia, gdy przedstawiałam mu kolejnego z nich, on bez powodu uderzył go. Okładał go pięściami i wyznał mi, że nie może na to dłużej patrzeć. Powiedział mi, że mnie kocha, a ja zrozumiałam, że moje dziecinne zachowanie było błędem. Czasami ludzie wybierają drogę pełną przeszkód, zamiast pójść na skróty. Jeśli nie chcesz jej stracić, powiedz jej co naprawdę do niej czujesz. Jeśli nie spróbujesz, możesz żyć w nieświadomości. Dowiedz się prawdy, ona boli mniej niż kłamstwa.
Słuchałem z zapartym tchem słów tej kobiety. Spuściłem głowę, a gdy ją podniosłem i skierowałem wzrok na kobietę, jej już tam nie było. Rozejrzałem się i przebiegłem wzrokiem po obszarze znajdującym się niedaleko. Nigdzie nie dostrzegałem tej osoby. Przed oczami przeleciał mi jakiś przedmiot, który płynnie upadł na ziemię kawałek dalej. Podniosłem go i dostrzegłem ową staruszkę oraz mężczyznę w jej wieku. Na odwrocie dostrzegłem datę. Widniał tam rok tysiąc osiemset pięćdziesiąty pierwszy. Oniemiały myślałem o tym, że ta kobieta nie mogła mieć tylu lat. Przyjrzałem się dokładnie fotografii, na której wyglądała identycznie tak jak ją spotkałem, nawet miała na sobie to samo ubranie. Przetarłem oczy i schowałem zdjęcie do kieszeni. To by oznaczało, że przed chwilą rozmawiałem ze zjawą. Lekko zszokowany tym wydarzeniem, stawiałem kroki w kierunku mieszkania [T.I]. Wiedziałem, że muszę wyznać jej prawdę. Nie potrafiłem tego dłużej dusić w sobie. W końcu dostrzegłem znajomą kamienicę. Wchodziłem po schodach, a gdy znalazłem się pod drzwiami jej mieszkania, dosłyszałem krzyk. Następnie kolejny, który dochodził zza drzwi jej domu. Przerażony, zacząłem nasłuchiwać ale nie usłyszałem już niczego. Położyłem dłoń na klamce i podziękowałem w duchu, że drzwi były otwarte. Zamknąłem je bezszelestnie za sobą, gdy stałem już na panelach w holu. Moich uszu dobiegł głos.
- Teraz się zabawimy. Nie masz się czego bać.
Zgłuszone krzyki przypominały mi głos [T.I]. Strach narastał ale potęgowała się we mnie złość. Nie zważałem na to, że narobię hałas. Wpadłem do zamkniętej sypialni, z której dochodziły wszystkie dźwięki. Ujrzałem przywiązaną do łóżka [T.I] oraz Travisa, który właśnie odpinał pasek od swoich spodni. Nie zastanawiałem się, po prostu rzuciłem się na chłopaka, który upadł. Zadałem mu dwa ciosy w twarz pod wpływem impulsu i podniosłem się, widząc, że stracił przytomność. Słysząc jęk, zwróciłem wzrok ku niej. Odkleiłam jej taśmę, która zasłaniała usta, po czym odwiązałem węzły. Dziewczyna była w samej bieliźnie, więc podałem jej szlafrok. Okryła się nim i usiadła na skraju łóżka, ukrywając twarz w dłoniach. Przytuliłem ją do siebie, a ona uniosła głowę. Jej tusz do rzęs rozmazał się na policzkach, zaś jeden z nich był siny. Do tego łuk brwiowy, który został rozcięty. Na chwilę przestała płakać i w ciszy patrzyła w moje oczy. Nie odzywałem się, tylko czekałem na jakikolwiek ruch.
- Dziękuję. - Szepnęła, zaś gdy przeniosłem wzrok na jej usta, zacząłem się przybliżać. Chwyciłem jej twarz w dłonie i złożyłem na jej wargach pocałunek. Odsunąłem się delikatnie od [T.I] i niepewnie patrzyłem jej w oczy. Czułem, że zniszczyłem wszystko. Jednak ona oplotła dłonie na mojej szyi i złożyła na moich ustach długi pocałunek. Odwzajemniłem go, po czym odsunęliśmy się od siebie patrząc sobie w oczy.
- Nawet nie wiesz jak długo na to czekałam. - Szepnęła, a jej słowa sprawiły automatyczny uśmiech na mojej twarzy. - Kocham cię, Harry.
- Ja ciebie również, [T.I].

*

Dodałam już drugą część, zaś jutro pojawi się kolejny imagin. Od razu informuję, że jeśli nie pojawią się pod nimi komentarze, zacznę myśleć nad tym czy słusznie było zakładać tego bloga. Dziękuję dziewczynie, która już zaczęła mnie obserwować! Jest dla mnie otuchą. I hope you like it, enjoy! xx
  • awatar ♥Everything About You♥: PS. Poniższy gość to ja xD Zapomniałam się zalogować xoxo <mądra ja>
  • awatar Gość: Nie odczuwałem głodu, pragnienia ani innych potrzeb. Może oprócz jednej – miłości. - Ale cudowne *.* Cały imagin cudowny, awwww. Naprawdę. I Harry, jeeeeeej, jak dobrze, że wtedy do niej poszedł♥ Już po przeczytaniu 1 imagina wiem, że pokocham twojego bloga ;***
  • awatar Paper Rainbow: @New way to live: ja tez , odliczam minuty ; *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Przebudziłam się rano ze świadomością, że dzisiaj zapowiadają się dwa spotkania – z Harrym i Travisem. Styles był moim najlepszym przyjacielem i osobą godną zaufania. Travis zaś chłopakiem poznanym na ostatniej imprezie mojej przyjaciółki. Ujął mnie swoją pewnością siebie i stylem bycia. Wstałam i włożyłam na stopy przetarte kapcie od Harrego. Mimo, że posiadam je już dwa lata i już dawno straciły swój stan używalności, to ja byłam zbyt silnie związana z nim, a raczej z osobą, która obdarowała mnie tym prezentem. Stanęłam na małym balkonie mojego skromnego mieszkania na przedmieściach Londynu i z uśmiechem uniosłam głowę ku górze. O dziwo słońce wyszło zza chmur, co nie zdarzało się często w stolicy Wielkiej Brytanii. Czując wiatr, który dawał się we znaki, zniknęłam w głębi pokoju służącego za sypialnię. Podeszłam energicznym krokiem do szafy i wyciągnęłam z niej poszczególne części garderoby, które współgrały ze sobą i nadawały się na spotkanie z przyjacielem. Zniknęłam za drzwiami łazienki i wykonałam poranne czynności. Po wciągnięciu na siebie ubrań, rozczesałam moje włosy i spojrzałam w odbicie. Mimo tego, że każdy chłopak zaszczycał mnie zawsze swoim spojrzeniem, nie czułam się wyjątkowa. W kuchni uszykowałam sobie śniadanie, a mianowicie zagrzałam mleko w malutkiej miseczce, wsypałam do niej dużą łyżkę kakaa i na koniec dosypałam jeszcze ulubionych płatek czekoladowych. Może i jest to bomba kaloryczna ale był to mój ulubiony posiłek na początek dnia. Plusem było to, że mimo tego, że uwielbiam jeść i nie przejmuję się swoją wagą to nie tyje. Mój zabiegany styl życia pozwala mi się utrzymać w dobrej kondycji. Opróżnione naczynie umyłam w zlewie i po porządnym wytarciu, z powrotem znalazło się na swoim miejscu w szafce. Po spojrzeniu na zegarek tak jak się spodziewałam, dostrzegłam godzinę jedenastą. Uwierzcie mi, że nie zdziwiło mnie to, gdyż w moim życiu była to norma. Ze względu, że ze Stylesem umówiłam się na dwunastą, opuściłam wcześniej mieszkanie, by w spokojnym tempie dotrzeć na miejsce spotkania. Od kiedy się znamy, pamiętam, że jeszcze nigdy nie spędziliśmy czasu na rozmowie gdzie indziej niż w Starbucksie. W tamtym miejscu po raz pierwszy się spotkaliśmy i byliśmy z nim silnie związani. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienie tamtego zdarzenia. Jak miałam w zwyczaju udałam się po poranną kawę do Starbucks Coffee. Po wejściu do lokalu ustawiłam się w długiej kolejce. Gdy nadeszła moja upragniona kolej, zamówiłam napój i zaczęłam przeszukiwać torbę w poszukiwaniu portfela. Coraz bardziej zdenerwowana, patrzyłam dokładnie do wnętrza torby ale nigdzie nie dostrzegałam zguby. Na szczęście udało mi się odnaleźć małą sakiewkę, w której nosiłam pieniądze na wypadek, gdybym nie zabrała ze sobą portfela. Podałam kasjerowi wyznaczoną kwotę i chwyciłam kawę w dłoń. Minęłam ludzi i już chciałam wyjść, gdy uprzedziła mnie osoba wchodząca do środka. Skrzydło drzwi uderzyło we mnie, a tym samym mój napój, którego zawartość wylądowała na mnie. Podniosłam głowę na skołowanego chłopaka, który bardziej niż zaistniałą sytuacją, interesował się moim biustem, gdyż miałam na sobie przewiewną bluzkę, która po zetknięciu z napojem zaczęła prześwitywać. Machnęłam mu dłonią przed oczami, a on uniósł wzrok wtedy dostrzegłam u niego tą głęboką zieleń oczu.
- Przepraszam cię, śpieszyłem się i nie zauważyłem, że chciałaś wyjść. Nic ci nie jest?
- Oprócz tego, że zniszczyłeś moją ulubioną bluzkę, to nie. - Ukazał dwa rzędy idealnych zębów, a ja mimo złości odwzajemniłam gest.
- Jako rekompensatę zapraszam cię na kawę.
W ten oto zabawny sposób rozpoczęła się nasza znajomość. Nawet nie zauważyłam, że rozmyślając, udało mi się dotrzeć na miejsce. Za szybą dostrzegłam chłopaka, który odchodził od kasy i siadał przy jednym ze stolików z dwoma napojami. Zawsze był na miejscu przed czasem, a ja oczywiście się spóźniałam. Pchnęłam drzwi i z szerokim uśmiechem skierowałam się w jego stronę. Wstał i przytulił mnie po przyjacielsku na przywitanie. Usiedliśmy naprzeciwko siebie, zaś Styles przesunął po blacie stolika w moim kierunku ulubioną kawę.
- Dziękuję, muszę policzyć te wszystkie razy, w których to ty stawiałeś mi kawę i oddać ci pieniądze.
- Nie zliczysz, tak było zawsze i wątpię by się zmieniło.
Parsknęliśmy śmiechem, a ja upiłam pierwszy łyk napoju.
- Chciałaś ze mną porozmawiać o czymś ważnym. - Harry również upił łyk swojej kawy i patrzył na mnie uważnie. - Znając twoje „ważne” założę się, że chodzi o to, że masz dylemat, jaką sukienkę masz założyć na kolejną imprezę.
Zgromiłam go wzrokiem, na co ona oczywiście zareagował śmiechem. Rzadko kiedy był poważny, lecz to w nim lubiłam. Nie traktował życia śmiertelnie poważnie, tylko cieszył się nim. Kiedy go poznałam nie był jeszcze tym Harrym Stylesem z zespołu One Direction. Był normalnym chłopakiem i mimo upływu lat i kariery pozostał nim do dziś. Nie rozumiem ludzi, którzy mimo że go nie znają oceniają go i wyrabiają o nim złe przekonanie. Ja nie widzę w nim gwiazdora, tylko mojego najlepszego przyjaciela.
- Harry, nie żartuj sobie. Widzisz, ostatnio poznałam chłopaka i umówiłam się z nim na dziś wieczór.
- Który to w tym miesiącu? - Jak zwykle nie obeszło się bez jego ironicznych uwag, które i tak puszczę mimochodem.
- Przestaniesz?
- [T.I], taka jest prawda. Na każdym naszym spotkaniu nie mówimy o niczym innym, jak o twoich nowych miłościach. Niedawno był nią Simon, tydzień wcześniej Jack, a trzy dni przed nim pojawił się Derek. Dlaczego ty to robisz? - Przygryzłam wargę, słysząc słowa wypowiadane z lekką złością z jego strony. Nie do końca jednak rozumiałam o co mu chodzi.
- Zamiast czepiać się mnie, może znalazłbyś sobie dziewczynę?
- Nie mogę.
- Dlaczego? - Zbiła mnie z tropu jego odpowiedź. Styles puścił wzrok i zaczął wpatrywać się w swoją kawę jakby była ósmym cudem świata.
- Ponieważ zakochałem się w dziewczynie, która nic do mnie nie czuje.
- Naprawdę? Jak ona może? Przecież jesteś świetnym facetem. Powiedz jej co czujesz, może zmieni zdanie. Skąd wiesz, że cię nie kocha?
- Ponieważ nie zwraca na mnie uwagi i wciąż ją widzę z nowym chłopakiem.
- Mimo to, powinieneś jej powiedzieć co czujesz.
Między nami zapadła cisza, a ja czekałam na reakcję chłopaka. Nerwowo bawił się swoimi dłońmi, po czym wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie.
- [T.I], musisz wiedzieć, że... - Wtedy usłyszałam pukanie w szybę. Za taflą szkła dostrzegłam uśmiechniętą twarz Travisa. Pomachałam mu, na co on pokazał mi gest, mówiący o tym, bym z nim poszła. Pokręciłam po chwili głową ale nagle dosłyszałam głos Harrego.
- Jeśli chcesz idź, ja cię tu nie trzymam. - Spojrzałam na niego niepewnie, po czym wstałam i przytuliłam go na pożegnanie, szepcąc do ucha „Dziękuję”. Po tym jak protestował bym zapłaciła, jeszcze raz mu podziękowałam i opuściłam lokal, kierując się w stronę czekającego na mnie chłopaka. Przytulił mnie na przywitanie i ucałował czule w policzek.
- Ślicznie wyglądasz, zresztą jak zawsze.
Zarumieniłam się i spojrzałam jeszcze raz przelotnie na miejsce gdzie siedział Harry. Chłopak siedział oparty o zagłówek siedzenia z wzrokiem wbity w miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze znajdowałam się ja. Wyglądał na przybitego i smutnego, co mnie zaniepokoiło. Uznałam, że porozmawiam o tym z nim później. Czując lekkie pociągnięcie za rękę przez Travisa, ruszyłam z nim na spacer uliczkami Londynu.

*

Zatem szybko pojawiła się pierwsza część pierwszego imaginu. Nie wspomniałam tego w pierwszym wpisie, więc napiszę to teraz. Inspiracją do pisania imaginów są dla mnie tytuły piosenek lub ich słowa. I hope you like it, enjoy! xx
 

 
Nie jest to mój pierwszy blog na pingerze i myślę, że nie ostatni. Moją pasją jest pisanie, min. opowiada. Jednak nie chcę tu umieszczać opowiadań, lecz imaginy. Mam nadzieję, że wiecie co to jest (: Moim ulubionym zespołem jest One Direction i właśnie oni będą głównymi bohaterami imaginów. Mam nadzieję, że wam się tu spodoba! Enjoy! xx
  • awatar rozczarowanie.: Ooo ! Siostra ! Directioners Forever ! Oczywiście będę wpadała jak najczęściej! Życzę powodzenia ! ;* Dodaję do znajomych i liczę na rewanż ;* pozdro .
  • awatar Paper Rainbow: o będę czytała i obserwowała na bieżąco ! pozdrawiam , directionerka , haha ; ] / NICA
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›